USA zawsze wspierało sojuszników w potrzebie [Thomas ROSE]

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump nie pozwoli nikomu sprzeciwiać się jego obronie amerykańskich interesów – podkreślił 1 kwietnia 2026 r. na X ambasador USA w Polsce Thomas Rose. Skarżył się też na brak wsparcia dla USA ze strony niektórych sojuszników, stwierdzając jednocześnie, że USA zawsze wspierało w potrzebie sojuszników takich jak Wielka Brytania, czy Francja.
USA zawsze wspierało w potrzebie sojuszników
.„Zabawne, że kiedy dzwonią nasi sojusznicy, zawsze odbieramy, ale kiedy sytuacja się odwraca? Już nie tak bardzo! Ci, którzy teraz uzasadniają swoją odmowę wsparcia prezydenta USA lub Ameryki w naszej obronie ich i świata, tym, że nie »skonsultowaliśmy się« z nimi pierwsi, są właśnie powodem, dla którego tego nie zrobiliśmy – gdybyśmy byli na tyle głupi, żeby się z nimi »skonsultować«, powstrzymaliby nas od działania” – napisał Tom Rose.
„Donald Trump nigdy nie pozwoli nikomu sprzeciwiać się jego obronie amerykańskich interesów” – oświadczył. Podkreślił, że USA pomogły, kiedy Wielka Brytania „rozpaczliwie” potrzebowała amerykańskiego wsparcia w odbiciu Falklandów za pomocą rakiet, wywiadu i logistyki oraz udzieliły wsparcia wywiadu i pomocy technicznej w przypadku wielu innych operacji czy interwencji prowadzonych przez inne państwa europejskie, m.in. Francję.
„Kiedy dzwonią, odbieramy. Kiedy działamy, jesteśmy ganieni. Ale jak długo jeszcze?” – napisał Tom Rose. Prezydent USA Donald Trump przekazał w dniu 1 kwietnia 2026 r. w wywiadzie dla agencji Reutera, że podczas wieczornego orędzia do narodu powie, iż rozważa wycofanie Stanów Zjednoczonych z NATO. Wystąpienie zaplanowano na godz. 21 czasu miejscowego, czyli na godz. 3 nad ranem w dniu 2 kwietnia 2026 r. w Polsce.
USA nie pozwoli Iranowi zdobyć broni nuklearnej
.Donald Trump w rozmowie z agencją Reutera zapowiedział też, że Stany Zjednoczone „dosyć szybko opuszczą Iran”, ale mogą powrócić, jeśli będzie taka potrzeba, by przeprowadzić „punktowe ataki”. Nie podał terminu zakończenia operacji. – Nie będą mieli broni nuklearnej, bo teraz nie są do tego zdolni, a ja odejdę i zabiorę ze sobą wszystkich, a jeśli będzie trzeba, wrócimy i przeprowadzimy ataki punktowe – dodał.
Donald Trump zapowiedział, że w orędziu poinformuje, że rozważa wycofanie USA z NATO oraz wyrazi swoje „zniesmaczenie” Sojuszem. Pytany o to, czy rozważa wycofanie USA z NATO, odparł: – Zdecydowanie, bez wątpienia. Nie zrobilibyście tego na moim miejscu? – Gdy ich potrzebowaliśmy, nie okazali się przyjaciółmi – skarżył się prezydent. – Nigdy nie prosiliśmy ich o dużo (…) działa to w jedną stronę – kontynuował.
O NATO Donald Trump mówił też w opublikowanej w dniu 1 kwietnia 2026 r. rozmowie z brytyjskim dziennikiem „The Telegraph”. Zaznaczył w niej, że poważnie rozważa wycofanie Stanów Zjednoczonych z Sojuszu, który nazwał „papierowym tygrysem”. To najmocniejszy dotąd sygnał od administracji USA, że nie uważa już Europy za wiarygodnego partnera w dziedzinie obronności po tym, gdy europejskie kraje NATO odmówiły Donaldowi Trumpowi wysłania okrętów na Bliski Wschód w celu odblokowania cieśniny Ormuz – skomentowała gazeta.
Wojna z Iranem. Kiedy przesilenie?
.Pomimo groźby porażki w nadchodzących wyborach do Kongresu w połowie prezydenckiej kadencji – prawdopodobieństwo wzmożenia działań wojennych, wysłania jeszcze większych sił w rejon Zatoki Perskiej przez obecną administrację jest dużo większe niż zawarcie ugody – pisze prof. Kazimierz DADAK
Lord Alex Younger, były szef brytyjskiej służby specjalnej MI6, na pytanie dziennikarza tygodnika „The Economist”, która strona ma w tej chwili przewagę, bez wahania odpowiedział: „Iran” [LINK]. Lord Younger wyraził to zdanie ze ściśniętym gardłem, bo w trakcie swej 30-letniej służby w Secret Intelligence Service wielokrotnie krzyżował szpadę z irańskim Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej (ang. IRGC) i ma z nim rachunki do wyrównania.
Powyższe zdanie nie jest bezpodstawne. Pierwsze uderzenia wymierzone w ośrodki władzy ajatollahów nie doprowadziły do buntu ludności. Można odnieść wrażenie, że odniosły wręcz odwrotny skutek. W wielkim marszu z okazji Dnia Al-Quds (Dzień Solidarności z Palestyną, 13 marca) w Teheranie udział wzięli czołowi przedstawiciele władz, włącznie z prezydentem Masudem Pezeszkianem i ówczesnym sekretarzem najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Alim Laridżanim. Oficjele byli wmieszani w tłum i nikt im krzywdy nie zrobił [LINK]. Laridżani zginął kilka dni później nie od kuli zamachowca, tylko od izraelskiej bomby. Zatem wydaje się, że nieustanne apele premiera Binjamina Netanjahu do Irańczyków, aby niezwłocznie wystąpili przeciw władzy, nie odniosą zamierzonego skutku.
Wypowiedzi prezydenta Donalda Trumpa też wskazują na malejące oczekiwania Waszyngtonu. Zaraz po rozpoczęciu bombardowań amerykański przywódca przewidywał zmianę władzy (regime change) i domagał się bezwarunkowej kapitulacji, natomiast ostatnie kroki wskazują na to, że jest skłonny zadowolić się dużo mniejszymi osiągnięciami. Amerykanie negocjują z obecnymi władzami, a wśród 15 punktów, które mają stanowić podstawę rokowań, znajdują się poważne ustępstwa, na przykład zdjęcie wszelkich sankcji. Niemniej Iran zdecydowanie odrzucił tę propozycję i stwierdził, że ma ona „maksymalistyczny” charakter i jest „niedorzeczna”. Ze swej strony Teheran wysunął żądania (5 punktów), które z punktu widzenia Waszyngtonu mają taki sam charakter. Stąd trudno odnieść wrażenie, że dyplomacja może doprowadzić do zawieszenia broni, nie mówiąc już o traktacie pokojowym.
Inne kroki podejmowane przez administrację Trumpa również wskazują na brak perspektyw dla rokowań. Pentagon wysyła posiłki, dwie grupy ekspedycyjne i część 82. Dywizji Powietrzno-Desantowej, co daje możliwość prowadzenia działań na lądzie. To, że w pośpiechu są przenoszone dodatkowe siły, świadczy o tym, że pierwotny plan prowadzenia działań wyłącznie z powietrza spalił na panewce. Niemniej przybywające tam posiłki są zbyt szczupłe, aby przechylić szalę zwycięstwa na korzyść koalicji amerykańsko-izraelskiej. Przy ich pomocy można zdobyć jakiś ważny punkt, mówi się o wyspie Chark albo wyspach w cieśninie Ormuz, ale nie zmusić przeciwnika do wywieszenia białej flagi.
.Jeśli lord Younger (oraz inni analitycy) ma rację, że inicjatywa należy do Iranu, to mielibyśmy do czynienia z klasycznym przykładem clausewitzowskiego „przesilenia”, chwili, w której jedna strona uzyskuje przewagę i raczej jej nie utraci. W takim momencie strona, która traci rozpęd, winna dążyć do szybkiego zakończenia zmagań. Fakt, że to Trump wystąpił z inicjatywą negocjacji, wskazuje raczej na to, że Waszyngton zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji. Wojna trwa już miesiąc i zapowiedzi, że zostanie zakończona w takim przedziale czasu, się nie ziściły. Skoro blitzkrieg się nie powiódł, to logicznie rzecz biorąc, najbardziej prawdopodobny jest scenariusz z długotrwałą wojną. W takiej sytuacji rodzi się podstawowe pytanie, która z walczących stron jest lepiej przygotowana do wojny na wyniszczenie.
PAP/MJ





