Prof. Branko MILANOVIĆ: Lewica już nie próbuje obalić kapitalizmu

Lewica już nie próbuje obalić kapitalizmu

Photo of Branko MILANOVIĆ

Branko MILANOVIĆ

Serbsko-amerykański ekonomista. Najbardziej znany jest z pracy nad podziałem dochodów i nierównościami. Od stycznia 2014 r. jest profesorem wizytującym w Graduate Center na City University of New York oraz afiliowanym starszym stypendystą w Luxembourg Income Study.

Ryc. Fabien CLAIREFOND

zobacz inne teksty Autora

Jeśli rezygnujemy z pomysłu zniesienia kapitalizmu, możemy próbować zmienić Marksa w apostoła równości w kapitalizmie – pisze prof. Branko MILANOVIĆ

.Często zakłada się, że Marks był myślicielem egalitarnym. Przyczyną tego nie jest, jak sądzę, czytanie Marksa (niewielu ludzi to robi, niewielu nawet robiło), ale stosowanie prostej ekstrapolacji. Zgodnie z powszechnym i nieco naiwnym poglądem prawica faworyzuje nierówności, państwo i niemal zerową redystrybucję, a lewica wręcz przeciwnie. Im bliżej skrajnej lewicy, tym ta przeciwna postawa jest wyraźniejsza. A ponieważ marksiści są uważani za skrajną lewicę, to zapewne popierają równość nawet bardziej niż pozostali lewicowcy.

Jednakże pogląd ten pomija główny cel Marksa: zniesienie klas i prywatnej własności kapitału, a tym samym wyjście poza kapitalizm. Marks i Engels byli rzeczywiście aktywistami, założycielami Pierwszej Międzynarodówki, niestrudzonymi organizatorami różnych zgromadzeń robotniczych, twórcami Manifestu komunistycznego oraz autorami bardzo przystępnych wykładów wygłaszanych dla stowarzyszeń robotniczych (zwłaszcza prostej, ale genialnej broszury Marksa Praca najemna i kapitał). W tej działalności naturalnie opowiadali się za typowymi sprawami propracowniczymi lub prozwiązkowymi: zmniejszeniem liczby godzin pracy, zakazem pracy dzieci, wyższymi płacami czy bezpłatną edukacją.

Jak więc Marks mógł nie być myślicielem prorównościowym? Chcąc to zrozumieć, należy powrócić do głównego celu Marksa i Engelsa: zniesienia społeczeństwa klasowego. Aby osiągnąć ten cel, Marks musiał uczestniczyć w aktywizmie robotniczym i wspierać go. Ruch ten zresztą przyniósł robotnikom pewne realne korzyści. Ale zdaniem Marksa taki aktywizm nigdy nie powinien tracić z oczu ostatecznego celu. Zmniejszenie nierówności, które można osiągnąć poprzez walkę syndykalistyczną, samo w sobie nie może być takim celem. Jest to jedynie cel pośredni na drodze do społeczeństwa bezklasowego.

Marks i Engels bardzo jasno wypowiedzieli się na ten temat w krytyce Programu gotajskiego, nowych założeń Socjaldemokratycznej Partii Niemiec opracowanych w 1875 roku. Podkreślili kontrast między dwoma wspomnianymi celami: zmniejszeniem nierówności dochodów w społeczeństwie kapitalistycznym i zniesieniem klas. Odnosząc się do Programu gotajskiego, Engels napisał: „»Usunięcie wszelkiej nierówności społecznej i politycznej« to wątpliwy frazes zastępujący »zniesienie wszelkich różnic klasowych«. Między poszczególnymi krajami, dzielnicami, a nawet miejscowościami będzie istniała zawsze pewna nierówność warunków życia, którą będzie można zredukować do minimum, lecz nigdy nie będzie można całkowicie jej usunąć”.

O zasadności obaw Marksa i Engelsa świadczy fakt, że pomimo ich sprzeciwu program został przyjęty ze wszystkimi jego reformistycznymi i meliorystycznymi elementami. Partia posunęła się jeszcze dalej w kierunku reformistycznym, gdy Eduard Bernstein, który w latach poprzedzających I wojnę światową stał się jej głównym teoretykiem, stwierdził, że „cel jest niczym, ruch jest wszystkim”, co oznaczało, że ważna jest nieustanna walka o poprawę codziennego życia robotników, a nie abstrakcyjny lub być może utopijny cel obalenia kapitalizmu.

Dla Marksa, jak niezależnie argumentują Shlomo Avineri i Leszek Kołakowski, transformacja partii socjaldemokratycznej w polityczne ramię ruchu związkowego nie była wystarczająca. Avineri uważa ponadto, że zdaniem Marksa kluczowa wartość działalności związkowej nie polegała na zmaganiach czy sukcesach w poprawie warunków pracy, ale na braterstwie między członkami, które rodziło się w walce o wspólną sprawę – w „prawdziwym konstruktywnym wysiłku tworzenia społecznej struktury przyszłych stosunków międzyludzkich”. Gotowość do poświęceń, oddanie wspólnemu celowi i dobre usposobienie, które Marks dostrzegł w paryskim proletariacie w 1848 i 1871 roku i które opisywał z taką pasją, stały się dla niego przebłyskami przyszłego bezklasowego społeczeństwa, w którym zamiast „lodowatej wody” interesu własnego miałaby zapanować solidarność.

Równość jako cel miała dla Marksa pomocnicze lub drugorzędne znaczenie również dlatego, że osiągnięcie prawdziwej równości w kapitalizmie uważał za niemożliwe. Prawdziwa równość może istnieć tylko wtedy, gdy mniejszość przestanie monopolizować dostęp do kapitału w celu zatrudniania siły roboczej i przywłaszczania sobie wartości dodatkowej. „Żądać równego albo nawet słusznego wynagrodzenia na podstawie systemu pracy najemnej – pisał Marks – oznacza to samo, co żądać wolności na podstawie systemu niewolnictwa”.

Kiedy więc troska o równość stanie się ważniejsza? Tylko wtedy, gdy zostaną ustanowione odpowiednie instytucje (brak własności prywatnej). Tutaj, jak wiadomo, Marks wyróżnia dwa etapy. Pierwszym z nich jest socjalizm, w którym nadal występuje niedobór, a te same zasady obowiązują ludzi, którzy nie są sobie równi (ciężej pracujący, mądrzejsi lub mający więcej szczęścia zarabiają więcej). Drugi, najważniejszy etap rozwoju, to komunizm, w którym panuje porządek opisywany przez słynną formułę: „każdy według swych zdolności, każdemu według jego potrzeb”. Nierównościami materialnymi należy zająć się dopiero na etapie socjalizmu, to znaczy wtedy, gdy wyzysk klasowy będzie już wyeliminowany, ale zanim pojawi się społeczeństwo obfitości. Dopóki podstawowe instytucje są „wadliwe” i dopóki istnieje prywatny kapitał, przyjmowanie zmniejszenia nierówności jako głównego celu lewicy jest według Marksa błędem, ponieważ prowadzi do domyślnej akceptacji utrzymania niesprawiedliwych instytucji, które generują nierówności.

.Jeśli pisma Marksa tak wyraźnie o tym mówią, dlaczego mamy tendencję do ignorowania jego poglądów na kwestię równości? Jak podejrzewam, wynika to z faktu, że po katastrofalnych porażkach socjalizmu i ideologicznej dominacji neoliberalizmu milcząco zaakceptowaliśmy trwałość kapitalizmu. Przy takim poglądzie uznawanie Marksa za prorównościowego myśliciela, który dbał o działalność związków zawodowych, równe szanse, wyższe płace pracowników i tym podobne, ma rzeczywiście sens. Innymi słowy, jeśli zrezygnowaliśmy z pomysłu zniesienia kapitalizmu, możemy próbować zmienić Marksa w apostoła równości wkapitalizmie.

Może to jednak nie być takie łatwe. Jeśli bowiem lewica odrzuca ideę wyjścia poza kapitalizm, to czy w ogóle jest lewicą?

Branko Milanović
Tekst został opublikowany w nr 58 miesięcznika opinii „Wszystko co Najważniejsze” [PRENUMERATA: Sklep Idei LINK >>>]

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 13 lutego 2024