Prof. Ryszard BUGAJ: Niewielkie szanse wzmocnienia polskiego państwa dobrobytu

Niewielkie szanse wzmocnienia polskiego państwa dobrobytu

Photo of Prof. Ryszard BUGAJ

Prof. Ryszard BUGAJ

Polski polityk i ekonomista, doktor habilitowany nauk ekonomicznych, profesor nadzwyczajny w Instytucie Nauk Ekonomicznych PAN. Działacz opozycji antykomunistycznej w okresie PRL.

zobacz inne teksty Autora

Dyskusję, która przetoczyła się na naszych łamach po tekście „Czy Polska może stać się państwem dobrobytu” (nr 27), podsumowuje jej Autor.

.Nie czuję się uprawniony do podsumowania dyskusji. Nie chcę też podejmować polemiki z wyrażonymi w dyskusji poglądami, których nie podzielam. Chcę poczynić kilka uwag ogólniejszej natury.

1. Czy warto się spierać o celowość istnienia „państwa opiekuńczego”? Chciałbym wierzyć, że nie warto. Owszem, chyba nikt poważny nie uważa, że należy zlikwidować wszelkie socjalne funkcje państwa, ale są ekonomiści i ludzie polityki kwestionujący np. celowość dochodowych podatków progresywnych. Oni w Polsce odnieśli zresztą sukces: system podatkowy jest degresywny. Fraza „ekonomiści uważają” pozostaje nadużyciem: my, ekonomiści, na ogół mamy poglądy rozbieżne. Choć zauważyć też trzeba, że po dwu kryzysach z początku tego wieku przekonanie o potrzebie utrzymania (rozbudowy?) instytucji państwa opiekuńczego stało się bardziej powszechne.

2. Określenia „państwo opiekuńcze” i „państwo dobrobytu” często używane są zamiennie. Ważne jest ustalenie, jak rozumiemy państwo opiekuńcze (dobrobytu). Sugeruję przyjęcie, że chodzi o państwo, które intencjonalnie i skutecznie chroni swoich obywateli przed niedostatkiem i działa na rzecz realnego wyrównania ich szans. Pełnienie tych funkcji (z różną intensywnością i różnymi instrumentami) jest uzasadnione, gdy przyjmiemy, że gospodarka prywatno-rynkowa (kapitalistyczna) generuje również „przegranych”, którym trzeba pomóc.

Państwo opiekuńcze koryguje więc działanie wolnorynkowej gospodarki kapitalistycznej, ale kapitalizmu nie eliminuje. To wiemy z historycznego doświadczenia. Oczywiście, państwo opiekuńcze modyfikuje zachowania jednostek. Niektórzy analitycy twierdzą, że te modyfikacje są niekorzystne: przede wszystkim osłabiają motywację do pracy. Nie należy tego lekceważyć, ale trzeba dostrzec, że państwo opiekuńcze likwiduje bariery w dostępie do edukacji i ochrony zdrowia. „Gwarantując” minimalne dochody, co najmniej zmniejsza ryzyko niedostatku, a tym samym sprzyja zarówno stabilności politycznej, jak i (poprzez wyrównanie szans) pozytywnej selekcji kadr. Obydwa te czynniki mają ogromne znaczenie dla dynamiki rozwoju gospodarczego.

3. Jak „rozległe” powinno być państwo opiekuńcze? Jakimi powinno posługiwać się instrumentami? Na te pytania nie ma (i nigdy nie będzie) „jedynie słusznych odpowiedzi”. Wszystko zależy od – zmieniających się – uwarunkowań i wyboru dokonywanego na mapie wartości. W rozstrzyganiu tych kwestii muszą uczestniczyć eksperci, ale znaczenie decydujące powinna mieć demokratycznie wyrażona wola obywateli. Uważają niektórzy, że niesie to ryzyko podejmowania decyzji suflowanych przez ruchy populistyczne. To prawda, ale monopol ekspertów nie zabezpiecza przed podejmowaniem decyzji błędnych. Nasza transformacja ustrojowa była generalnie udana, ale przecież zrealizowane też zostały – pilotowane przez ekspertów – nieudane projekty. Eksperci także nie są wolni od ideologicznych fascynacji.

Marek Belka w swoich wspomnieniach (Selfie, Warszawa 2016), pisząc o reformie emerytalnej, zauważył: „[…] wówczas wszyscy byliśmy zwolennikami Otwartych Funduszy Emerytalnych, […] kompletnie nie rozumiejąc konsekwencji”. Ocena projektów reform państwa opiekuńczego (a także projektów z innych obszarów) jest szczególnie trudna z innego jeszcze powodu: braku obiektywnych kryteriów oceny. Ekonomiści mają oczywiście skłonność, by formułować opinie przez pryzmat konsekwencji państwa opiekuńczego dla tempa wzrostu PKB. Ale przecież dobrze wiemy, jak wielkie słabości ma ten miernik. Ponadto trzeba chyba poważnie potraktować alarmy ekologów domagających się… zmniejszenia konsumpcji, a więc zatrzymania wzrostu – przynajmniej w krajach wysoko rozwiniętych, do których Polska się zbliża. Nie można więc przyjmować – przynajmniej w długim okresie – że wszelkie instytucje (regulacje) potencjalnie ograniczające tempo wzrostu powinny być wyeliminowane.

4. Nie tylko w Polsce (ale pewnie szczególnie w Polsce) „imperium” państwa opiekuńczego nie zostało ustalone (a jego instytucje ukształtowane) w poprzez realizację jakiegokolwiek spójnego projektu. Kształt polskiego państwa opiekuńczego powstał w następstwie długiej serii doraźnych politycznych decyzji.

W rezultacie „system” jest nie tylko skomplikowany bardziej niż to konieczne, ale zawiera też wiele grupowych przywilejów. Byłoby naiwnością oczekiwać, że możliwa jest tak skuteczna sanacja systemu politycznego, że wyeliminowane z niego zostaną wszelkie patologie. Ale nie byłoby też rozsądne zrezygnowanie z wszelkich prób w tym zakresie, tym bardziej że w przeciwieństwie do – w znacznej mierze – udanej transformacji ekonomicznej nie ukształtował się racjonalny system polityczny. Jego patologie ewidentnie się pogłębiają: partie polityczne przestają być nośnikami programowych alternatyw, koncentrują swoje propozycje na doraźnych (często ewidentnie nierealnych) obietnicach wyborczych.

W ostatniej kampanii wyborczej do parlamentu partie prześcigały się w obietnicach zwiększenia finansowania publicznej służby zdrowia, ale właściwie żadna nie przedstawiła nawet zarysu ogólniejszej jej reformy.

Nie ma tu miejsca na szerszą analizę niedomogów funkcjonowania systemu politycznego, jednak trzeba i można wskazać, że potrzebne są zmiany, które przyniosą wzmocnienie merytorycznej konkurencyjności „rynku politycznego”, tak by wyborcy mogli wybierać między rzeczywistymi wariantami polityki.

5. Nie wszyscy akceptują ocenę, że Polska jest krajem dużych nierówności. Jest faktem, że nie dysponujemy całkowicie jednoznacznymi danymi, ale „poszlaki”, na których opiera się ta diagnoza, są poważne, zgoła niepodważalne. Po pierwsze, polski system podatkowy (jako całość) ma z pewnością charakter degresywny. Po drugie, system ubezpieczeń społecznych został „skomercjalizowany” – w zasadzie wyeliminowana została redystrybucja funduszy emerytalnych na rzecz uboższych grup pracowników. I w końcu po trzecie, względny poziom wydatków publicznych (w proc. PKB) np. na ochronę zdrowia pozostaje bardzo niski. Owszem, w ostatnich kilku latach działały też czynniki ograniczające nierówności dochodowe (500+, dodatkowe emerytury, stosunkowo niski poziom bezrobocia), ale ich działanie było jednak ograniczone.

W każdym razie opublikowane niedawno wyniki badania GUS-u nad nierównościami dochodowymi, oparte na analizie zeznań podatkowych, prezentują obraz nierówności znacznie większych, niż wskazywały szacunki, które opierały się na badaniach budżetów gospodarstw domowych.

6. Bardzo ważnym kontekstem szacunków nierówności jest opinia o ich celowości wyrażana w badaniach sondażowych. Podsumowanie badań (przeprowadzonych do roku 2010) przedstawił Henryk Domański (Sprawiedliwe nierówności zarobków w odczuciu społecznym, Warszawa 2013).

.Przytłaczająca większość badanych, bo ponad 80 proc. (w całej zbiorowości i w poszczególnych grupach społeczno-zawodowych), uznaje nierówności za nadmierne. Te opinie są trwałe i nie widać powodu, by uznać, że uległy zmianie. Dlaczego więc żadne ugrupowanie polityczne (łącznie z lewicą) nie zaproponowało programu ograniczenia nierówności? Wydaje się, że to po części ciągle dziedzictwo intelektualnej dominacji neoliberalnej doktryny, a po części… interesy. Wzmocnienie polskiego państwa opiekuńczego nie rysuje się jako perspektywa wysoce prawdopodobna.

Ryszard Bugaj
Tekst ukazał się w nr 31 miesięcznika opinii “Wszystko co Najważniejsze” [LINK]

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 18 czerwca 2022