Prof. Tomasz ALEKSANDROWICZ: "Zrozumieć dobrze to, co stało się w Paryżu, to odrzucić poprawność polityczną"

TSF Jazz Radio

Zrozumieć dobrze to, co stało się w Paryżu, to odrzucić poprawność polityczną

Prof. Tomasz ALEKSANDROWICZ

Profesor nadzw. Wyższej Szkoły Policji w Szczytnie. Ekspert zarządzania informacją z Centrum Badań nad Terroryzmem. Współtworzy Instytut Analizy Informacji Collegium Civitas.

Ryc.: Fabien Clairefond

zobacz inne teksty autora

.Zamach w Paryżu udowodnił, że mamy w Europie problem znacznie większy, niż chcielibyśmy wiedzieć.

() wiesz co najmocniejsze, co przemożne w ludziach? Strach.
Strach towarzyszy człowiekowi przez całe życie.
Na polu boju zapominasz o
śmierci; nie śmierć jest najgroźniejsza, ale lęk
przed cierpieniem, m
ęką, przed utratą tego, co posiadasz.
Gdy zbudowa
łeś dom, boisz się pożaru, gdy zdobyłeś władzę, boisz się każdego kroku,
ka
żdej decyzji, wszędzie czyha niebezpieczeństwo. Ale strach jest potęgą.
Prawdziwa w
ładza żywi się strachem, wzmacnia nim, rośnie jak pająk pożerający muchy.
(
) Wolność! Cóż mi po niej, jeśli boję się, że spłonie mój dom!

(Zbigniew Safian, „Kanclerz”) 

.Styczniowy zamach terrorystyczny we Francji wywołał wielkie emocje. Trudno się dziwić – po raz pierwszy od 2005 r. doszło w państwie Europy Zachodniej do dużego zamachu dokonanego przez muzułmańskich fundamentalistów, po raz pierwszy od dziesięcioleci doszło do zamachu na konkretnie wybrane osoby.

Emocje powoli opadają i pora głośno przyznać, że zamach otworzył wielu z nas oczy na problemy, których – z różnych przyczyn – nie bardzo chcieliśmy dostrzegać.

Warto na spokojnie spojrzeć sine ira et studio, a równocześnie – pozbyć się nawyku poprawności politycznej, która fałszuje obraz rzeczywistości. W tym duchu chciałbym przedstawić kilka uwag – poddając je dyskusji Czytelników.

.Po pierwsze – cel ataku. Przejrzałem dostępne w internecie okładki Charlie Hebdo. Nie mój to rodzaj satyry. Zgadzam się z tymi, którzy twierdzą, że to satyra obraźliwa, prymitywna, czasem i wulgarna. Tyle tylko, że tak naprawdę to nie ma znaczenia. Ten rodzaj satyry ma od dziesięcioleci prawo obywatelstwa we francuskiej kulturze politycznej – z woli samych Francuzów.

Francja jest państwem demokratycznym zatem ci, którym nie podobają się tego typu treści i czują się nimi zgorszeni czy obrażeni mają cały szereg możliwości protestu: od polemiki poprzez demonstracje aż po skargę w sądzie. Mogą też zacząć wydawać własne pismo, anty-Charlie Hebdo. Nie mają natomiast prawa do podejmowania dyskusji z ołówkami satyryków za pomocą kałasznikowa, bowiem w tym momencie przestaje to być dyskusją, a staje się zbrodnią.

Kto tego nie rozumie, kto tych zasad nie chce przestrzegać – nie powinien znaleźć miejsca w Europie.

.Po drugie – szukanie winnych. Wiele środowisk zaczęło się kajać – to nasza wina, nie dbaliśmy o imigrantów, nie zadbaliśmy o ich integrację, traktowaliśmy ich paternalistycznie, a w odległej, kolonialnej przeszłości zgrzeszyliśmy wobec nich. Nie tędy droga, bowiem trzeba sobie powiedzieć jasno – do tanga trzeba dwojga, do dialogu trzeba dwóch stron.

Jaki jest procent muzułmanów otwarcie kontestujących zachodnie normy i zachodnie prawo? Ile jest całkowicie zdewastowanych mieszkań komunalnych przez lokatorów? Ile było w Europie wystąpień o wyłączenie całych dzielnic spod prawa stanowionego, bo i tak rządzi tam szariat? Ile było „kontroli” ze strony członków grup salafickich kobiet na ulicach i sprawdzeń czy przestrzegają one religijnych nakazów dotyczących strojów? Ile było w europejskich meczetach wezwań do dżihadu, poparcia dla Al Kaidy i Państwa Islamskiego? Ile grzecznych dzieci odmówiło we francuskich szkołach udziału w minucie ciszy w hołdzie ofiarom zamachu, ile odważnych dzieci powiedziało, że redaktorzy Charlie Hebdo sami się o to prosili, a ile niegrzecznych krzyczało do nauczycieli, ze „załatwią ich z kałacha”?

Winą Europy jest to, że nie chciała tego problemu zauważyć i reagować w imię źle rozumianej polityki multikulti, że wpuszczała w swoje granice każdego – niezależnie od tego czy był gotów przestrzegać obowiązujących w niej praw i obyczajów. A przecież nikt w Europie nikomu nie zakazuje chodzenia do meczetu. Nie chcieliśmy ani słyszeć, ani zastanowić się nad wygłaszanymi publicznie deklaracjami typu: w Amsterdamie nie musimy przestrzegać prawa, bo burmistrz jest Żydem.

.Po trzecie – sami czujemy się coraz mniej u siebie. Podstawowym choć dyskretnie głoszonym hasłem stało się „nie drażnijmy muzułmanów”.

Nie drażnijmy muzułmanów, a więc nie składajmy publicznie życzeń Merry Christmas tylko Happy Winter Holiday. Nie stawiajmy na rynku choinki. Nie nośmy na szyi krzyżyków na łańcuszku tak, aby były widoczne.

U większości muzułmanów  takie “nie drażnienie” wywoływało uśmiech politowania (ktoś z Czytelników wie jak wygląda Kair w czasie Świąt Bożego Narodzenia?), u części – przekonanie, że przeciwnik jest bardzo słaby i bardzo niepewny siebie. Można zatem żądać więcej, można go jeszcze bardziej zastraszyć – a pójdzie na ustępstwa.

Andreas Breivik mający na sumieniu niemal 90 niewinnych ludzi, których zabił na wyspie Utoya w Norwegii, nie wymyślił problemów, które skłoniły go do zamachu. To, że zinterpretował je w zbrodniczy sposób i w równie zbrodniczy sposób postanowił się im przeciwstawić nie zmienia tego faktu: problemy istnieją.

Istnienie państwa zależy od stanowionych przez nie praw.
Stan pa
ństwa w takim momencie nie ma znaczenia. Jeśli morale obywateli zależy od sytuacji,
to mo
żna przyjąć, że owo morale nie istnieje. Jeśli prawo w państwie
stanowione jest zale
żnie od sytuacji, założyć można, iż państwo nie posiada żadnych praw
i wkr
ótce przestanie istnieć. () Naprawdę tak bardzo obawiasz się terrorystów,
że jesteś gotów zniszczyć podwaliny, na których zbudowano Amerykę?
(
) Jeśli do tego dopuścisz, terroryści wygrają. Taki jest bowiem,
i to dokładnie, ich cel: wystraszyć cię tak mocno, byś zawiesił rządy prawa.
Dlatego w
łaśnie mówimy o nich terroryści.
U
żywają środków, które mają cię przerazić i spowodować rozpad społeczeństwa.

(William Gibson, “Spook Country”) 

.Po czwarte – Europa zapomniała w swoim zaślepieniu multikulti o prostej zasadzie: gdy wchodzę do meczetu – zdejmuję buty, gdy wchodzę do kościoła – zdejmuję kapelusz, gdy wchodzę do synagogi – zakładam kipę. Wiem o tym, bo nie raz bywałem we wszystkich tych miejscach i moja tożsamość kulturowa na tym nie ucierpiała.

Życie we wspólnocie oznacza tolerancję i przestrzeganie wspólnych norm. Kto tego nie rozumie – wyklucza się ze wspólnoty.

.Po piąte – groźny jest nie tylko terroryzm, równie groźna może okazać się reakcja na zagrożenia terrorystyczne. To państwo jest odpowiedzialne za bezpieczeństwo swoje i swoich obywateli, bezpieczeństwo i porządek publiczny. Jeśli się z tego obowiązku nie wywiązuje, znajdzie się ktoś, kto chętnie je w tym dziele zastąpi.

Już widać wzrost znaczenia wszelkiej maści ksenofobów, prawicowych radykałów, skrajnych nacjonalistów, dla których islamofobia stanowi polityczny dar niebios: widzą w tym drogę do władzy. Ich recepta jest prosta: winni są muzułmanie mieszkający w Europie i przeciw nim należy skierować swoją złość i siłę. Rezultaty są dość proste do przewidzenia, wystarczy sobie przypomnieć historię: ucierpią niewinni ludzie. Ludzie, którzy w różny sposób usiłują zarobić pieniądze, wychowują dzieci, szukają pracy, marzą o wolnym dniu i lubią uciąć sobie drzemkę przed telewizorem na kanapie. Od innych – podobnych jak dwie krople wody – różnią tylko jednym: chodzą do meczetu. Wśród mieszkających w Europie wyznawców Allaha takich jak oni jest większość. I to oni staną się prawdziwymi ofiarami „robienia porządków”, a pośrednio – fanatyzmu islamskich fundamentalistów. Mogą się zacząć rozruchy, mogą ginąć ludzie. A skrajna prawica może sięgnąć po władzę.

.Po szóste – Europa to nie cały świat. Dokonywane w Nigerii zbrodnie przez Boko Haram, bestialskie działania Państwa Islamskiego, odradzanie się Al Kaidy na Bliskim Wschodzie, zbrodnia we Francji – to elementy tej samej układanki.

Konsekwencje braku reakcji Zachodu dadzą o sobie znać prędzej czy później także w Europie.

Nie mówimy o izolowanych grupkach fanatyków. Mówimy o sieciach społecznych typu SPIN (Segmented Polycentric Ideologically Integrated Network):  samą swoją obecnością i swoimi działaniami organizacje te wywierają wpływ na radykalnych muzułmanów w Europie, tworząc przykład, zachęcając do działania, prowokując do przemocy. To bardzo istotny czynnik radykalizacji.

.Po siódme – pułapka praw człowieka. To bardzo skomplikowany problem. Z jednej strony, dobrze, że istnieją organizacje wołające głośno, gdy w zwalczaniu terroryzmu władze posuwają się zbyt daleko. Jednak, jak słusznie powiadał przewodniczący Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze, Gilbert Guillame, państwa nie mogą się uchylać od zwalczania terroryzmu, lecz muszą to czynić zgodnie z prawem, które wszakże musi być adekwatne do istniejących zagrożeń. Jest? To dramatyczne pytanie, jednoznacznie wskazujące na narastające napięcia pomiędzy wolnością a bezpieczeństwem. Czy można czuć się wolnym żyjąc w strachu przed terroryzmem? Do czego nas ten strach może doprowadzić? Do demokratycznego wyboru przywódcy, który obieca radykalną rozprawę z wszelkiej maści obcymi?

Dla uczonych wszystko jest jasne – nie należy mnożyć zbytecznych bytów
bez bezwzgl
ędnej konieczności. Ale my nie jesteśmy uczonymi.
Pomy
łka uczonego to w ostatecznym rachunku jego prywatna sprawa.
A my nie mo
żemy się mylić. Wolno nam uzyskać opinię obskurantów,
mistyk
ów, zabobonnych kretynów. Jednego nam nigdy nie wybaczą 
jeśli nie docenimy niebezpieczeństwa. I jeśli w naszym domu zapachniało nagle siarką,
nie mamy po prostu prawa dyskutowa
ć o molekularnych fluktuacjach –
mamy obowiązek założyć, że gdzieś opodal pojawił się diabeł z  rogami,
i przedsi
ęwziąć odpowiednie środki do zorganizowania produkcji
wody
święconej włącznie, i to w skali przemysłowej. I Bogu dzięki, jeśli okaże się,
że to były tylko fluktuacje, i cała Rada Światowa będzie się z nas śmiać
do rozpuku, razem z dziećmi w wieku przedszkolnym

(Arkadij i Borys Strugaccy, “Żuk w mrowisku”)

.Wśród wielu reakcji na tragedię we Francji boleśnie zabrakło silnego, dobitnego głosu obrońców praw człowieka. Oczekiwałem, że usłyszę: tak, tortury są zakazane ale zakazane jest równie mocno zabijanie ludzi uzbrojonych jedynie w ołówek i klawiaturę. Nie doczekałem się. Wiem, że organizacje te zajmują się ochroną praw ludzi krzywdzonych przez państwo. Chwała im za to.

Jednak czy nie przyszła już pora na zasadniczą refleksję, iż głównym zagrożeniem dla praw człowieka są terroryści, a nie państwo, które chcąc zapewnić obywatelom bezpieczeństwo dopuszcza się takich bezeceństw jak podsłuchiwanie i podglądanie ludzi, czytanie ich korespondencji, śledzenie ich podróży, miejsc pobytu i kontaktów towarzyskich?

Rozumiem oburzenie na wieści z Guantanamo czy sensacje z Kiejkut jednak czy los redaktorów Charlie Hebdo nie stanowi powodu do oburzenia? Ich prawa człowieka zostały naruszone w sposób ostateczny i nieodwracalny. Stawiam zatem tezę następującą: podstawowe zagrożenia dla praw człowieka wynikają dziś z aktywności podmiotów pozapaństwowych, a nie państw jako takich. Pora zauważyć zmiany jakie zaszły w ciągu ostatniego ćwierćwiecza.

.Po piąte – gesty i symbole. Na terroryzm trzeba spojrzeć także w kategoriach walki informacyjnej. Akt terrorystyczny – jak słusznie wiele lat temu zauważył Brian Jenkins z RAND Corp. – jest teatrem: spektakl jest przeznaczony dla widzów, same ofiary nie mają znaczenia. To przekaz: macie się bać. Powiedzmy uczciwie, że jest to przekaz skuteczny. Statystyka jest bezlitosna: w ciągu roku w skali świata mniej osób pada ofiarą zamachu terrorystycznego niż również w ciągu roku jest ofiar wypadków samochodowych w Polsce. To ta skala.

Marsz Paryski miał głęboki sens, bowiem pokazał – nawet nie tyle terrorystom, co nam samym – nie, nie boimy się was! Nie, nie damy się skłócić! Nie, naszymi wrogami nie są nasi sąsiedzi chodzący do meczetu lecz wy – zabijający, strzelający, podkładający bomby, ścinający głowy maczetami! Dla was między nami nie ma miejsca!

Społeczeństwu francuskiemu należą się wyrazy nie tylko głębokiego współczucia i solidarności, ale i uznania za odwagę protestu przeciwko barbarzyństwu i nieszukanie winnych wśród swoich muzułmańskich współobywateli, lecz jasne wskazanie na islamskich fundamentalistów.

Zabity policjant muzułmanin urósł do rangi symbolu – oddał życie za Republikę, nie państwo islamskie.

.Paryż po raz kolejny udowodnił, że walka z terroryzmem musi odbywać się na wielu płaszczyznach. Dziś antyterrorystą jest uzbrojony po zęby policjant i żołnierz, analityk informacji i specjalista od ich operacyjnego zdobywania, ekspert z dziedziny finansów i bankowości, kulturoznawca, fachowiec od polityki społecznej, religioznawca i informatyk, specjalista od PR i znawca technik politycznych, prawnik i filozof.

… był taki moment podczas Marszu Paryskiego, gdy nagle z głośników rozległ się znany głos śpiewający „imagine all the people living life in peace”; piosenkę natychmiast podjął tłum. Wydało mi się to symbolem, bardzo ważnym, chyba ważniejszym niż wystąpienia polityków. Jeśli chcemy żyć w jednym świecie – doprowadzimy do tego.

…you may say I’m a dreamer but I’m not the only one…

Tomasz Aleksandrowicz
16 stycznia 2015 r.

4

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Filip Lachert pisze:

Bardzo brakowało mi takiego tekstu. Choć nie do końca zgadzam się z oceną “multikulti” – termin ten jest niejednoznaczny i obecne próby jego wyśmiania przez ugrupowania prawicowe tylko pogłębia chaos informacyjny. Bardzo dziękuję.

Tomek Aleksandrowicz pisze:

Dziękuję za dobre słowo. Zgadzam się, że multikultu (czy po polsku: wielokulturowość) jest terminem wieloznacznym. Użyłem go w jego negatywnej konotacji: poprawność polityczna oznacza tu zamiatanie pod dywan problemów, które psują politycznie wymagany stan “nic sie nie dzieje”. W praktyce oznacza to, że angielski łobuz idzie siedzieć, a ob. GB pochodzący z Bliskiego Wschodu czy Azji – nie, bo to mogłoby wuwołać oskarżenia o rasizm, zanegować wielokulturowość etc. Opisywała to niedawno “Polityka” – władze Wielkiej Brytanii “zamiotły sprawę pod dywan”, bo chodziło o gwałty zbiorowe jakich dokonywali młodzi mężczyźni pochodzenia pakistańskiego na angielskich dziewczynkach, a lokalna policja bała się oskarżeń o rasizm. Pozdrawiam serdecznie.

PeterG pisze:

Jeden z mądrzejszych, jak nie najmądrzejszy artykuł na ten temat, który
przeczytałem w polskich mediach. Z autorem zgadzam się w co
najmniej 85%, a piszę dlatego, że 20 lat z kawałkiem, kierowałem
kilkudziesięcioosobowym zespołem w jednym z niemieckich koncernów
w Stuttgarcie. Zadaniem naszym była obsługa firm bliskiego i
dalekiego wschodu, dlatego też team składał się w około 60% z
muzułmanów. Jak wiadomo w Niemczech muzułmanie w przeważającej
większości są pochodzenia tureckiego. W moim zespole też
przeważali choć kilku było w Turcji urodzonych i wychowanych, a
kilkunastu już w Niemczech, Szwajcarii i Austrii. Pozostali
muzułmanie pochodzili z wielu innych państw. Mając tylu
przedstawicieli tak bardzo odmiennej kultury z chęcią obserwowałem
ich zachowania, studiowałem ich wypowiedzi na tematy kulturowe,
religijne i społeczne, i oczywiście nie umknęła mojej uwadze, ich
niesłychana, rosnąca z latami życia w kulturze europejskiej, chęć
przekształcenia jej, jak najdalej się da, na odpowiednik tej
swojej.

Chciałbym zaznaczyć, że nie jestem rasistą, ani też nie mam większych
problemów z tolerowaniem innowierców i ludzi z innych obszarów
kulturowych, ale tylko do momentu, w którym oni postępują w
stosunku do mnie w taki sam sposób. W każdej rozmowie
przeprowadzanej z kandydatami do mojego zespołu było to moim mottem
i każdy pracownik był informowany o tym, że nie toleruję żadnych
różnic, lub przywilejów wynikających z koloru skóry, pochodzenia
kulturowego i religijnego. Muszę przyznać, że przez te lata nie
miałem poważniejszych problemów z moim zespołem w czasie
wykonywania obowiązków służbowych. Zbyt szanowali swoją pracę,
aby poprzez nieprzemyślane działania lub wypowiedzi narażać się
na jej stratę. Inaczej jednak było, gdy przechodziliśmy na ścieżki
prywatne, na nasze stosunki w czasie wolnym od pracy, lub podczas
podróży służbowych.

Z moich obserwacji wynika jasno: przeważająca większość
muzułmanów, to ludzie, którzy nie są ludźmi zbyt odważnymi. W
każdym bądź razie, jeżeli są w mniejszości, starają się robić
wrażenie ludzi światowych, ludzi zachwyconych naszą kulturą i
osiągnięciami, robią wrażenie bardzo tolerancyjnych, jak w
sprawach religijnych, tak i społecznych – powiedzieć by można –
do rany przyłóż. Takie nastawienie zmienia się radykalnie, gdy
jest odwrotnie, gdy poczują, że mają przewagę, że ich opinie
poparte zostaną przez większość im podobnych, wtedy zaczynają
ukazywać swe prawdziwe oblicza. Piszę oblicza, bo w zależności od
sytuacji, mogą mieć ich kilka i ukazywać je w ciągu krótkiego
czasu. Najpiękniejsze oblicze, muzułmanin ukazuje wtedy, gdy chce
poderwać kobietę, choć poderwać nie jest w tym przypadku słowem
odpowiednim, raczej omamić. Otóż to, omamić ! Miałem okazję
oglądać to zjawisko dość często. Kilkanaście razy rozmawiałem
z kobietami, które dały się zwabić i oczarować przedstawicielom
świata muzułmańskiego. Wszystkie przyznały, że ich moc, ich
czar,wdzięk i sposób zabiegania o nie, są tak osobliwe, że trudno
im się oprzeć. Z drugiej strony, każda z nich wiedziała, co
będzie, gdy zostaną już zdobyte – czar pryska, bo przestają być
kimś, przestają być nie tylko człowiekiem, lecz stają się równe
zwierzętom. Oczywiście, na zewnątrz nie jest to okazywane, ale to,
co dzieje się w czterech ścianach ich domów i mieszkań, godzi we
wszystkie nasze normy, jak moralne, tak społeczne. Ukazują to,
najnowsze obrazy z Paryża zaczynając, a kończąc na toczących się
głowach, gdzieś tam pomiędzy Syrią i Irakiem. Prawo stada ! Tak
nazwałem to zjawisko, bo to właśnie poczucie przynależności i
poczucie przewagi to paliwo potrzebne muzułmanom w Europie do jej
stopniowego przekształcania w kierunku na Islam.

Politycznie poprawni starają się odwracać głowy, ignorować ten nurt, próbują
za wszelką cenę udowodnić, że multikulti, to przyszłość naszej
cywilizacji. Nie dostrzegają, lub nie chcą dostrzec, jak właśnie
za to jesteśmy wyśmiewani, jak niesłychanie olbrzymią pogardą i
nienawiścią pałają do nas muzułmanie. Nie, nie kilka procent
tzw. radykalnych. Nie, zdecydowana większość nas nienawidzi ! Ci,
którzy nas aktywnie nie mordują, nie „nawracają” i nie
wyrażają swojej nienawiści głośno, robią to po cichu,
popierając aktywnych.

Siedzieliśmy w naszym biurze w Stuttgarcie, było nas dwunastu, omawialiśmy
aspekty pewnego kontraktu, który od kilku już dni negocjowany był
poprzez kilku kolegów w Abu Dhabi. Rozmowy były trudne, nikomu z
nas do śmiechu nie było. Właściwie to byliśmy przybici, bo
wydawało się, że z dobrze wyglądającej współpracy będą
jednak nici. Nagle zadzwonił telefon; nasz szef krzykną tylko
„włącz szybko telewizor najlepiej na RTL”. Ukazał się obraz
potwornego zniszczenia, to było 11/9 2001 i kiedy zszokowany nie
mogłem ruszyć się z miejsca, gdy z osłupienia i ogarniającego
mnie smutku łzy stanęły mi w oczach, usłyszałem okrzyki radości
! Moi „kochani” koledzy muzułmanie rzucali się sobie na szyję
i też płakali, płakali ze szczęścia krzycząc: „nareszcie!
nareszcie ktoś się wziął za te amerykańskie niewierzące świnie.
Wreszcie Allah dał komuś siłę, aby zgładzić ten grzeszny,
rozpustny świat zachodu” ! Radość z zamordowania z
premedytacją, prawie 3tys. niewinnych ludzi totalnie przesłonił im
oczy i wyłączył wszelakie hamulce, które dotychczas jako tako
działały, ukazując ich najprawdziwsze ze wszystkich OBLICZE. Już
nie byli mili, już nie uważali mnie za kolegę, nawet za szefa już
nie. Popatrzeliśmy na siebie w osłupieniu, ja i czterech innych
europejczyków – reszta miała dzikość w oczach. Ta reszta, to 2
Turków i jeden Irańczyk urodzonych i wychowanych w swojej ojczyźnie
– można jeszcze zrozumieć. Czterech innych, było pochodzenia
tureckiego, urodzeni już w Europie, w niej wychowani i wykształceni,
czerpiący całymi garściami z jej osiągnięć kulturowych i
społecznych ! Widząc to włosy zjeżyły mi się na głowie. Pytam:
panowie, przecież wy macie niemieckie obywatelstwo, niemieckie
paszporty ? „tym kawałkiem papieru obetrzemy sobie dupy, mamy je
tylko dlatego, bo nie chcieliśmy służyć w tureckiej armii”
odpowiedziały już w tamtej chwili dla mnie, te tchórzliwe
kreatury.

Pisaćmógłbym jeszcze długo, lecz wiem, że kto tego nie przeżył, nie
widział na własne oczy, ten nie zrozumie.

Miliony europejczyków omamionych ideą budowania światowego
multikulturowego państwa nie zauważa, że bierze udział w
zbiorowym harakiri. Nie rozumiem, dlaczego goście, którymi są
muzułmanie w europie uzurpują sobie prawo, do tego, aby egzekwować
od nas, gospodarzy, przestrzegania swoich zachowań kulturowych i
praw, które obowiązywać mogą, ale nie w Europie. Pomimo
przeróżnych prób wyjaśniania, pomimo szukania przyczyn w
trudnościach przystosowawczych, kładąc nacisk na błędy, które
jakoby popełniały społeczeństwa europejskie w stosunku do
muzułmańskich imigrantów, sprawa jest bardzo prosta, i sprowadza
się do jednej kwestii. Otóż do bezpardonowego egzekwowania od
muzułmanów, poszanowania wszelakich praw i obowiązków każdego
Europejczyka, do bezapelacyjnego przestrzegania istniejących
zwyczajów kulturowych, religijnych i społecznych, obowiązujących
na terenie każdego państwa europejskiego. Do bezwarunkowego
przestrzegania statusu GOŚCIA w stosunku do GOSPODARZA !

Nikt z nas będąc gościem, nie żąda od gospodarza rzeczy sprzecznych z
jego własnym ja. Bądźmy jako gospodarze tolerancyjni, ale tylko
tak daleko, jak tolerancyjni są nasi goście, gdy stają się
gospodarzami !

Tomek Aleksandrowicz pisze:

Bardzo dziękuję za dobre słowo. Odnośnie Pana uwagi: nie pisałem – co zaznaczyłem w tekście – o wszystkich muzułmanach mieszkających w Europie tylko o tych, którzy stwarzają zagrożenie. Wrzucanie wszystkich do “jednego worka” byłoby nie tylko niesprawiedliwe, co przede wszystkim – kontrproduktywne, jeśli chodzi o bezpieczeństwo. Pozdrawiam serdecznie.

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam