Ograniczenie kadencyjności burmistrzów, wójtów, prezydentów miast. Więcej szkody, niż pożytku

Zygmunt FRANKIEWICZ

Prezydent Gliwic. Prezes Związku Miast Polskich.

zobacz inne teksty autora

Ograniczenie czasu sprawowania urzędu przez wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, jest postulatem który od jakiegoś czasu coraz częściej pojawia się w debacie publicznej. Przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi w swoim programie umieściło go kilka sił politycznych, w tym zwycięskie Prawo i Sprawiedliwość.

.Argumentem za tym odgórnym, i w mojej opinii uznaniowym, ograniczeniem ma być sprzyjająca ponoć długiemu urzędowaniu tendencja do powstawania przeróżnych, często kryminalnych patologii. Teza ta, nigdy nie została jednak potwierdzona konkretnymi, wiarygodnymi danymi.

Oczywiście żadne środowisko nie jest wolne od patologii. Jest o nie szczególnie łatwo tam, gdzie od decyzji pojedynczych osób wiele zależy. Pozycja wójta, burmistrza, prezydenta jest stosunkowo silna, zdarzają się więc osoby podatne na pokusy. Pytanie jakiej skali jest to problem? Postępująca tabloidyzacja mediów sprzyja nagłaśnianiu tego typu przypadków, twierdzę więc, że biorąc pod uwagę liczbę polskich gmin (niespełna 2 500) nie jest to zjawisko powszechne.

Inną sprawą jest kwestia, czy ewentualnych przestępstw i niegodziwości dopuszczają się wyłącznie samorządowcy z długim stażem. Logika podpowiada, że niekoniecznie. Tak jak pisałem wcześniej nie znam wiarygodnych danych na ten temat a takich konkretnych, merytorycznych argumentów oczekiwałbym od środowisk postulujących kadencyjność

Ograniczenie liczby kadencji dotyczy stanowisk, które nie podlegają kontroli przez inne instytucje państwa. W naszym systemie prawnym dotyczy to m.in. Prezydenta Państwa czy sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Funkcjonowanie samorządu terytorialnego poddane jest drobiazgowemu nadzorowi. Od wojewodów, przez wszelkie instytucje kontrolne (NIK, PIP, UKS itd.) aż po Regionalne Izby Obrachunkowe i Samorządowe Kolegia Odwoławcze. Obok organów kotrolujących zgodność działalności samorządu z prawem istnieje jeszcze instytucja referendum odwoławczego, które pozwala obywatelom na rozliczenie braku kompetencji czy nieudolności tak groźnej, że trzeba jej szybko przeciwdziałać nie czekając na weryfikację wyborczą.

Potwierdzeniem tezy o licznych patologiach w samorządzie powinien być zatem istny wysyp inicjatyw referendalnych. W ubiegłej kadencji (2010 – 2014) zorganizowano w Polsce 113 referendów, w wyniku których odwołano władze w 16 gminach. Czy to dużo? Uważam, że nie, tym bardziej, że część z nich wynikała raczej z gry politycznej a nie z faktycznej potrzeby przeciwdziałania patologiom. W ostatnich wyborach samorządowych obywatele wybrali blisko 1/3 nowych prezydentów miast na prawach powiatu. Społeczeństwo ma zatem narzędzia do kontroli i weryfikacji włodarzy miast, a naturalna wymiana kadr jest faktem.

.Warto mieć świadomość że wójtowie, burmistrzowie i prezydenci odpowiadają za sprawy bardzo ważne dla Polski. To w gminach, w samorządach toczy się praca nad rozwojem naszego kraju. Polskie samorządy odpowiadają za 45% wydatków sektora finansów publicznych (bez ZUS i NFZ), w tym za 75% środków publicznych przeznaczanych na inwestycje. Jeżeli mamy ambicję by zwiększać tempo tego rozwoju naszego kraju, to powinniśmy umiejętnie gospodarować zasobami. Spora grupa doświadczonych, odnoszących sukcesy samorządowców jest z całą pewnością zasobem, którego nie warto odrzucać.

Polskie samorządy w ciągu lat bardzo się sprofesjonalizowały. Realizują coraz więcej zadań własnych i zlecanych przez administrację centralną. Zgodnie ze słuszną skądinąd zasadą, aby jak największa część zadań publicznych mogła być wykonywana jak najbliżej obywatela. Warto aby, za te zadania odpowiadali ludzie o wysokich kompetencjach.

Zwolennikom ograniczenia liczby kadencji chcę powiedzieć, że największe kompetencje mają właśnie ci doświadczeni samorządowcy, którzy zostali by „ofiarami” ewentualnej nowej regulacji. W przeciwieństwie do moich adwersarzy nie będę się odwoływał wyłącznie do przeczuć w rodzaju „z doświadczeniem wzrasta wiedza”.

Od lat niesłabnącą popularnością cieszą się przeróżne rankingi miast. W pełni obiektywna ocena jakości życia, czy zarządzania poszczególnymi miastami jest oczywiście niemożliwa. Takie zestawienia opracowywane są zawsze na podstawie mniej lub bardziej arbitralnie dobranych wskaźników. O ile jednak do wyników pojedynczego rankingu można mieć zastrzeżenia, to agregacja kilku lub kilkunastu pozwala na formułowanie pewnych wniosków.

Wyniki rankingów miast mogą być podstawą oceny kompetencji prezydentów.

.Nie jest to oczywiście w pełni obiektywne narzędzie, ale prawdopodobnie jedyne jakim dysponujemy.

Przygotowałem zatem zestawienie wyników 16 rankingów opublikowanych w 2015 r. Znalazły się wśród nich rankingi prasowe na czele z Rankingiem Samorządów „Rzeczpospolitej”, rankingi „Wspólnoty” – (najważniejszego branżowego pisma samorządowego) ale również przygotowywane przez naukowców („Ranking Zrównoważonego Rozwoju” Politechniki Warszawskiej). Dla uproszczenia brałem pod uwagę wyłącznie te uwzględniające miasta na prawach powiatu, których mamy w Polsce 66, spośród nich w pierwszych dziesiątkach rankingów pojawiają się 42 miasta, niektóre wielokrotnie. Aby uzyskać czytelną hierarchię tego zagregowanego rankingu przyznałem punkty za miejsca zajęte w pierwszych dziesiątkach (od 1 do 10 punktów). W ten sposób miasto na czele mojego zestawienia otrzymało 62 punkty, a ostatnie dwa po 1.

Interesuje nas kwestia kadencyjności, więc prezydenci miast, które pojawiły się w rankingach zostali podzieleni na cztery grupy, na sprawujących przed ostatnimi wyborami samorządowymi swoją funkcję pierwszą, drugą, trzecią oraz czwartą i więcej kadencję. Rankingi publikowane w 2015 r. opierały się na danych z 2014 r. uważam, że ocena stanu pod koniec kadencji jest najuczciwsza. Na zakończenie obliczono średnią punktację dla poszczególnych grup. Wyniki tego zestawienia obrazuje poniższa tabela.

1 kadencja 2 kadencja 3 kadencja 4 i więcej kadencja
średnia liczba punktów w zależności od l. kadencji 4,11 10,53 12,95 24,27

 

.Z zestawienia wynika więcej ciekawych informacji. Pierwsze trzy miejsca zajmują w nim miasta rządzone przez prezydentów ze stażem co najmniej czterokadencyjnym. W pierwszej 10 nie ma ani jednego miasta zarządzanego przez włodarza piastującego urząd pierwszą kadencję. W pierwszej 20 jest ich zaledwie 3. Warto również przyjrzeć się grupie 24 miast, które nie otrzymały punktów, czyli nie pojawili się w żadnej z pierwszych 10 rankingów. Mamy w niej zaledwie 3 miasta z prezydentami, którzy rządzili co najmniej 4 kadencje. Co ciekawe wszyscy trzej przegrali wybory – można zatem śmiało stwierdzić, że weryfikacja wyborcza to fakt.

Jak widać z danych zaprezentowanych powyżej miasta zarządzane przez wieloletnich prezydentów są lepiej oceniane w rankingach. Czy można stwierdzić, że są lepiej zarządzane? Zapewne nie kategorycznie i nie wszystkie, ale prawidłowość jest wyraźna. Jest to konkretny dowód na potwierdzenie tezy, że doświadczenie w samorządzie popłaca.

.Faktem jest, że istnieją w Polsce gminy, w których niewiele się dzieje, gdzie tworzą się niezdrowe powiązania. Ustawowe ograniczenie liczby kadencji mogłoby w takich miejscach wymusić korzystne zmiany. W moim przekonaniu nie jest to jednak dostateczne usprawiedliwienie, ponieważ strat byłoby znacznie więcej niż korzyści. Szczególnie w dużych i średnich miastach. Inny możliwy pozytywny efekt wprowadzenia limitu kadencji to nagłe pojawienie się większej konkurencji w wyborach do parlamentu. Wielu dotychczasowych prezydentów, burmistrzów i wójtów, ludzi popularnych w swoich gminach i miastach oraz znających swoją wartość i kompetencje z pewnością mogłoby trafić do Sejmu i Senatu. Byłaby to z pewnością szansa na istotną poprawę poziomu pracy parlamentu. 

Zygmunt Frankiewicz

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Chcę otrzymywać powiadomienia o najnowszych tekstach.

Autorzy wszyscy autorzy

A B C D E F G H I J K L M N O P R S T U W Y Z