Jean-Luc MÉLENCHON narzuca tempo kampanii przed wyborami prezydenckimi 2027

Na rok przed wyborami prezydenckimi we Francji coraz wyraźniej widać, że kampania rozpoczęła się wcześniej, niż przewiduje to oficjalny kalendarz polityczny. Podczas gdy część potencjalnych kandydatów wciąż buduje swoje zaplecze lub czeka na rozwój wydarzeń, Jean-Luc Mélenchon zachowuje się tak, jakby wyścig o Pałac Elizejski już trwał. Taką diagnozę stawia Arnaud Benedetti, jeden z najbardziej rozpoznawalnych francuskich komentatorów politycznych, dyrektor „Nouvelle Revue Politique”, na łamach tygodnika „Journal du Dimanche”.
.Według Benedettiego wystąpienie Jean-Luka Mélenchona w Saint-Denis nie było zwykłym spotkaniem politycznym. Była to demonstracja siły mająca przekonać zarówno zwolenników, jak i przeciwników, że lider Niepokornej Francji jest już kandydatem, który prowadzi kampanię przed wyborami prezydenckimi 2027.
Jean-Luc Mélenchon wykorzystuje polityczną próżnię
Analiza Arnauda Benedettiego opiera się na prostym założeniu. Dziś niemal wszyscy główni gracze francuskiej polityki funkcjonują w strefie niepewności.
Édouard Philippe pozostaje jednym z faworytów sondaży, ale nie prowadzi jeszcze kampanii w pełnym znaczeniu tego słowa. Gabriel Attal buduje własną pozycję po odejściu z Matignon. Bruno Retailleau rozwija projekt polityczny francuskiej prawicy. Po stronie Zjednoczenia Narodowego dodatkowym elementem niepewności pozostaje oczekiwanie na konsekwencje decyzji sądowych dotyczących Marine Le Pen.
Jean-Luc Mélenchon znajduje się w zupełnie innej sytuacji. Już ogłosił swoją kandydaturę i konsekwentnie buduje wrażenie, że jest naturalnym uczestnikiem przyszłej drugiej tury wyborów.
Zdaniem Benedettiego właśnie ta przewaga pozwala liderowi LFI narzucać rytm debaty politycznej całej Francji.
Sondaże zaczynają sprzyjać liderowi Niepokornej Francji
Ocena Benedettiego pojawia się w momencie, gdy notowania Jean-Luka Mélenchona w sondażach zaczynają wyraźnie rosnąć.
Jak wskazywała analiza opublikowana na „Wszystko co Najważniejsze„, najnowszy sondaż Odoxa-Mascaret dla Public Sénat pokazał, że Mélenchon zyskał cztery punkty procentowe i osiągnął 16 proc. poparcia w pierwszej turze. Tym samym niemal zrównał się z Édouardem Philippem, który spadł do 17 proc. Jordan Bardella utrzymuje pozycję lidera z wynikiem 32 proc., ale to właśnie walka między Philippem a Mélenchonem stała się najciekawszym elementem nowego układu sił.
Jeszcze kilka miesięcy temu wielu obserwatorów uważało, że głównym reprezentantem francuskiej lewicy może zostać Raphaël Glucksmann. Dziś coraz częściej pojawia się pytanie, czy Mélenchon po raz kolejny nie zdominuje całej lewej strony sceny politycznej.
Narzucić Francji własny scenariusz wyborów
W opinii Arnauda Benedettiego celem lidera Niepokornej Francji jest nie tylko zdobywanie kolejnych punktów procentowych w sondażach. Chodzi przede wszystkim o narzucenie wszystkim uczestnikom debaty własnej logiki kampanii.
Mélenchon stara się przekonać wyborców, że zasadniczy wybór roku 2027 będzie sprowadzał się do starcia między jego obozem a prawicą reprezentowaną przez Zjednoczenie Narodowe (niezależnie, czy wystartuje Marine Le Pen, czy Jordan Bardella). W takim scenariuszu pozostali kandydaci zostaliby zepchnięci na dalszy plan.
Francuski komentator uważa, że właśnie dlatego lider LFI rozpoczął tak intensywną ofensywę polityczną już teraz. Im wcześniej uda mu się stworzyć wrażenie nieuchronności własnej kandydatury, tym trudniej będzie konkurentom odebrać mu pozycję głównego reprezentanta lewicy.
Kampania rozpoczęła się wcześniej niż przewidywano
Wydarzenie w Saint-Denis jest interesujące nie tylko ze względu na samego Jean-Luka Mélenchona. Pokazuje również, jak bardzo zmieniła się współczesna polityka.
Kampanie wyborcze nie rozpoczynają się już w dniu oficjalnego ogłoszenia kandydatur. Zaczynają się wtedy, gdy polityk potrafi przekonać opinię publiczną, że jest jednym z głównych bohaterów przyszłego starcia.
Arnaud Benedetti uważa, że właśnie to próbuje dziś osiągnąć Jean-Luk Mélenchon. Nie wiadomo jeszcze, czy strategia ta doprowadzi go do drugiej tury wyborów prezydenckich 2027. Nie ulega jednak wątpliwości, że lider Niepokornej Francji chce być pierwszym politykiem, który narzuci Francji rytm tej kampanii.
I właśnie dlatego jego wystąpienie w Saint-Denis zostało zauważone daleko poza elektoratem francuskiej lewicy.
Arkadiusz Jordan
Paryż





