Czy Francja wie, ilu imigrantów przybywa każdego roku na jej terytorium?

Czy państwo francuskie wie, ilu imigrantów przybywa każdego roku na jego terytorium? Nicolas Pouvreau-Monti, dyrektor Obserwatorium Imigracji i Demografii, twierdzi, że odpowiedź na to pytanie wcale nie jest oczywista. W opublikowanym na łamach „Le Figaro” komentarzu przekonuje, że francuskie instytucje przedstawiają wzajemnie sprzeczne dane, przez co jedna z najważniejszych debat przed wyborami prezydenckimi 2027 roku toczy się bez wspólnego obrazu rzeczywistości.
Dlaczego Nicolas Pouvreau-Monti podważa dane o imigracji we Francji
.Punktem wyjścia jest komunikat INSEE, francuskiego urzędu statystycznego, który ogłosił, że „liczba osób wjeżdżających na terytorium kraju spadła w 2024 r. i powróciła do poziomu sprzed kryzysu sanitarnego”. Według tej instytucji liczba przyjazdów imigrantów miała spaść z 347 tys. w 2023 r. do 313 tys. w 2024 r. Jak zauważa Nicolas Pouvreau-Monti, przekaz ten został natychmiast podchwycony przez media, które zaczęły pisać, że „imigracja we Francji spada drugi rok z rzędu” oraz że INSEE „obala mit o zalewie migracyjnym”.
Autor analizy w „Le Figaro” zwraca jednak uwagę, że ten uspokajający komunikat pomija dane znacznie mniej wygodne. W tym samym czasie INSEE opublikował bowiem informację, że populacja imigrantów we Francji osiągnęła nowy rekord. „8 milionów osób urodzonych za granicą jako cudzoziemcy mieszkało w naszym kraju 1 stycznia 2025 roku” – przypomina Pouvreau-Monti. Od roku 2000 liczba ta wzrosła o 80 proc., czyli pięciokrotnie szybciej niż cała populacja Francji.
Najmocniejsza teza autora dotyczy jednak nie samej skali migracji, lecz niespójności danych państwowych. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych informuje, że w 2024 roku wydano 345 tys. pierwszych kart pobytu cudzoziemcom spoza Unii Europejskiej. Są to dane administracyjne, a więc rzeczywiste liczenie, nie szacunek. Nie obejmują one ani obywateli UE, ani imigracji nielegalnej. Mimo to sama liczba pierwszych kart pobytu jest wyższa niż całkowita liczba przyjazdów imigrantów wskazywana przez INSEE.
„Państwo i jego administracja wydają się dziś niezdolne do udzielenia odpowiedzi na jedno z najważniejszych pytań: ilu imigrantów przybywa każdego roku na terytorium Francji?”
Nie jest to wyłącznie spór o metodologię statystyczną. Imigracja od wielu miesięcy pozostaje jednym z najważniejszych tematów francuskiej debaty publicznej i jednym z głównych pól rywalizacji kandydatów przygotowujących się do wyborów prezydenckich w 2027 roku. Jeżeli państwo nie potrafi przedstawić spójnych danych dotyczących skali zjawiska, każda propozycja polityczna natychmiast staje się przedmiotem sporu nie tylko o rozwiązania, lecz także o same fakty.
„Sama ta liczba przewyższa całkowitą liczbę przyjazdów imigrantów do Francji w tym samym roku według INSEE” – pisze Nicolas Pouvreau-Monti. To zdanie jest politycznie ważne, ponieważ pokazuje, że w jednym z najważniejszych tematów kampanii 2027 roku Francja nie ma jednego wspólnego języka statystycznego. Państwo publikuje dane, które nie tworzą spójnego obrazu rzeczywistości, a następnie na tej podstawie prowadzona jest debata publiczna.
Autor wskazuje także na odpowiedź Ministerstwa Spraw Wewnętrznych na interpelację parlamentarną, w której stwierdzono, że „liczba 500 tysięcy osób przybywających na terytorium państwa stanowi szacunek bardzo bliski rzeczywistości” w odniesieniu do roku 2024. Różnica między 313 tys., 345 tys. i 500 tys. nie jest już zwykłą rozbieżnością techniczną. To luka, która w oczach obywateli może podważać zaufanie do instytucji.
Pouvreau-Monti podkreśla, że problem dotyczy nawet danych samego INSEE. Urząd oszacował liczbę przyjazdów imigrantów w 2023 r. na 347 tys., ale między 1 stycznia 2023 r. a 1 stycznia 2024 r. populacja imigrantów we Francji wzrosła netto o 440 tys. osób. Autor pyta więc wprost, jak wyjaśnić tę „oczywistą sprzeczność matematyczną”.
Według INSEE część rozbieżności wynika ze zmiany metody zbierania danych, w tym z wprowadzenia możliwości odpowiadania na formularz spisowy przez smartfon. Miało to doprowadzić do ujawnienia dodatkowych 242 tys. imigrantów mieszkających już wcześniej we Francji, ale niezidentyfikowanych w statystykach. Dla Pouvreau-Montiego jest to przyznanie, że nastąpiło „zerwanie ciągłości szeregu statystycznego”, a więc że danych sprzed 2024 roku nie można bezpośrednio porównywać z późniejszymi.
Dlaczego statystyki migracyjne stają się tematem kampanii prezydenckiej 2027
To właśnie tutaj pojawia się najważniejszy wymiar polityczny całej sprawy. Jeśli urząd sam przyznaje, że porównania w czasie stały się problematyczne, trudno jednocześnie ogłaszać z całą pewnością, że „liczba osób wjeżdżających na terytorium kraju spadła w 2024 roku”. Tym bardziej że taki komunikat natychmiast staje się elementem debaty politycznej i medialnej, w której temat imigracji należy do najbardziej zapalnych.
Dlatego tekst Pouvreau-Montiego nie jest wyłącznie polemiką z INSEE. Jest ostrzeżeniem przed sytuacją, w której państwo nie potrafi rzetelnie opisać jednego z najważniejszych zjawisk społecznych. „Państwo i jego administracja wydają się dziś niezdolne do udzielenia odpowiedzi na jedno z najważniejszych pytań: ilu imigrantów przybywa każdego roku na terytorium Francji?” – pisze autor.
To zdanie będzie miało znaczenie w kampanii prezydenckiej 2027 roku. Marine Le Pen, Jordan Bardella, Bruno Retailleau, Édouard Philippe, Gabriel Attal i Jean-Luc Mélenchon mogą proponować bardzo różne odpowiedzi na pytanie o imigrację, granice, integrację i bezpieczeństwo, ale wszystkie te odpowiedzi będą opierały się na założeniu, że państwo wie, o czym mówi. Pouvreau-Monti kwestionuje właśnie to założenie.
„INSEE nie mierzy tej liczby” – podkreśla autor. „Ogranicza się jedynie do jej szacowania”. Francja nie dysponuje bowiem pełnymi rejestrami ludności, jakie istnieją w wielu innych państwach europejskich. Zamiast tego korzysta z badań spisowych opartych na metodzie próby, co – zdaniem autora – prowadzi do „kłopotliwych przybliżeń”.
W ten sposób spór o imigrację staje się sporem o wiarygodność państwa. Nie chodzi już tylko o pytanie, czy imigracja jest za duża, czy za mała, czy integracja działa, czy nie działa, czy granice są szczelne, czy nieszczelne. Chodzi o coś wcześniejszego: czy Republika potrafi policzyć zjawisko, które sama uznaje za jedno z najważniejszych wyzwań publicznych.
Pouvreau-Monti formułuje diagnozę, która wykracza poza samą statystykę. „W sprawie o tak fundamentalnym znaczeniu dla naszej wspólnej przyszłości przyzwyczajenie do niejasności i nieprecyzyjności w ogromnym stopniu podsyca brak zaufania do instytucji demokratycznych” – pisze. To zdanie dobrze opisuje klimat polityczny Francji przed wyborami 2027 roku, w którym nieufność wobec instytucji staje się jednym z najważniejszych paliw kampanii.
Dlatego tekst opublikowany w „Le Figaro” warto czytać razem z innymi sygnałami płynącymi z francuskiego życia publicznego: debatą o OQTF, kontrolach granicznych, bezpieczeństwie, integracji, tożsamości narodowej oraz rosnącym poparciu dla kandydatów obiecujących przywrócenie państwu sprawczości. Imigracja pozostaje tematem politycznym, ale coraz częściej staje się również testem zdolności państwa do działania, liczenia, kontrolowania i wyjaśniania własnych decyzji.
Zaufanie do państwa jako jeden z tematów wyborów we Francji
W ten sposób spór przestaje dotyczyć wyłącznie imigracji. Staje się pytaniem o zdolność państwa do prowadzenia polityki publicznej. Państwo, które nie potrafi wiarygodnie opisać rzeczywistości, ma znacznie większe trudności z przekonaniem obywateli, że potrafi tę rzeczywistość skutecznie zmieniać. To właśnie dlatego kwestia statystyk migracyjnych wykracza daleko poza debatę ekspertów i staje się jednym z elementów kryzysu zaufania do instytucji Republiki.
W kampanii prezydenckiej 2027 roku spór o imigrację będzie zapewne dotyczył granic, bezpieczeństwa, integracji i tożsamości narodowej. Nicolas Pouvreau-Monti przypomina jednak, że wcześniej trzeba odpowiedzieć na pytanie znacznie bardziej podstawowe: czy państwo francuskie dysponuje wiarygodną wiedzą o zjawisku, które od lat znajduje się w centrum debaty publicznej? Dopóki odpowiedź na to pytanie pozostaje przedmiotem sporu między samymi instytucjami państwa, trudno oczekiwać, że zaufanie obywateli do oficjalnych danych będzie rosło.
Arkadiusz Jordan
Paryż





