Czy liberalna rewolucja dotrze do Francji przed wyborami w 2027 roku?

Debata przed wyborami prezydenckimi we Francji w 2027 roku coraz wyraźniej przestaje ograniczać się do sporów o migrację, bezpieczeństwo, tożsamość narodową, przyszłość Unii Europejskiej oraz następstwo po Emmanuelu Macronie. Do centrum francuskiej polityki powraca pytanie, które przez lata było odsuwane na dalszy plan: czy państwo może nadal zwiększać wydatki, podatki, zadłużenie i zakres regulacji, jeśli nie prowadzi to ani do szybszego wzrostu gospodarczego, ani do poprawy jakości usług publicznych?
.Właśnie w tym kontekście należy odczytywać opublikowany w „Journal du Dimanche” tekst Michaela Miguèresa zatytułowany „Czy liberalna rewolucja zatrzyma się na granicach Francji?” [LINK]. Autor przedstawia doświadczenia Argentyny pod rządami Javiera Mileia jako początek szerszego zwrotu ideowego, który może stopniowo przenosić się również do Europy.
Michael Miguères jest prezesem Institut pour le Progrès, autorem książki „La Révolution Milei” oraz organizatorem spotkań Les Nuits de la Liberté. W swoim tekście opinii dla „Journal du Dimanche” występuje jako zdecydowany zwolennik liberalizacji gospodarki, ograniczenia wydatków publicznych i zmniejszenia roli państwa. Nie ukrywa własnych przekonań, a jego tekst nie jest bezstronną analizą francuskiej gospodarki, lecz programowym głosem w sporze o przyszłość kraju.
Znaczenie tej publikacji nie polega jednak wyłącznie na argumentach przedstawionych przez autora. Ważne jest także to, że tak radykalnie liberalna diagnoza pojawia się na łamach jednego z najważniejszych francuskich tygodników politycznych w czasie, gdy rozpoczyna się zasadnicza faza przygotowań do wyborów prezydenckich w 2027 roku.
Javier Milei jako punkt odniesienia dla francuskiej debaty
Michael Miguères rozpoczyna swój tekst od przypomnienia historii radioaktywnej chmury po katastrofie w Czarnobylu oraz początków pandemii COVID-19. W obu przypadkach, jak zauważa, francuska opinia publiczna była uspokajana zapewnieniami, że zagrożenie nie przekroczy granic państwa. Zdaniem autora podobnie dzieje się obecnie z liberalną rewolucją zapoczątkowaną przez Javiera Mileia: francuskie elity polityczne zachowują się tak, jakby także ona miała zatrzymać się przed dotarciem do Francji.
Prezydent Argentyny stał się dla części europejskiej prawicy symbolem radykalnego zerwania z modelem rozbudowanego państwa, trwałego deficytu budżetowego, wysokiej inflacji oraz gospodarki podporządkowanej kolejnym programom redystrybucyjnym. Piła łańcuchowa, z którą Javier Milei występował podczas kampanii, była zapowiedzią cięć wydatków, likwidacji instytucji publicznych oraz deregulacji gospodarki.
Miguères przedstawia rezultaty argentyńskich reform jako dowód na skuteczność liberalnej terapii szokowej. Przywołuje spadek inflacji, osiągnięcie nadwyżki pierwotnej w budżecie, powrót wzrostu gospodarczego, zmniejszenie zadłużenia w relacji do PKB oraz spadek wskaźnika ubóstwa. Na podstawie tych danych wyciąga wniosek, że ograniczenie wydatków i redystrybucji może nie tylko naprawić finanse publiczne, lecz także przynieść poprawę położenia najbiedniejszych.
Dane te wymagają analizowania w szerszym kontekście, obejmującym koszty społeczne pierwszego okresu reform, zmiany metodologiczne, sytuację na rynku pracy oraz wyjątkowe uwarunkowania argentyńskiej gospodarki. Francja nie jest Argentyną, podobnie jak francuski system społeczny, instytucjonalny i polityczny nie może zostać porównany z argentyńskim bez licznych zastrzeżeń. Nie zmienia to jednak faktu, że Javier Milei wprowadził do światowej debaty gospodarczej rozwiązania, które jeszcze kilka lat temu były traktowane jako politycznie niemożliwe.
Francuski model znalazł się pod rosnącą presją
Michael Miguères określa Francję jako najbardziej zetatyzowaną gospodarkę świata. Wskazuje na wydatki publiczne przekraczające 57 proc. PKB, wysoki poziom obowiązkowych danin, rosnący dług i deficyt oraz rozbudowany system regulacyjny. Jego zdaniem Francuzi ponoszą koszty tego modelu w postaci osłabienia siły nabywczej, spadku inwestycji, deindustrializacji, słabego wzrostu gospodarczego i pogarszającej się jakości usług publicznych.
Najostrzejsza część diagnozy dotyczy sprzeczności między wysokością wydatków a rezultatami uzyskiwanymi przez państwo. Francja przeznacza ogromne środki na ochronę zdrowia, edukację i świadczenia społeczne, ale nie zapobiega to problemom szpitali, obniżaniu poziomu nauczania ani wzrostowi ubóstwa. Według Miguèresa kolejne pieniądze nie trafiają przede wszystkim do lekarzy, nauczycieli czy obywateli, lecz są pochłaniane przez coraz bardziej złożone struktury administracyjne.
Autor tekstu w „Journal du Dimanche” przypomina, że Francja wypłaca około 932 mld euro świadczeń społecznych, podczas gdy wskaźnik ubóstwa osiągnął 15,4 proc. Zestawia również koszt obsługi długu, wynoszący według przytoczonych przez niego danych około 67 mld euro, z wydatkami przeznaczanymi na edukację. Ma to prowadzić do wniosku, że państwo coraz większą część swoich możliwości finansowych przeznacza nie na rozwój, lecz na obsługę zobowiązań wynikających z wcześniejszych decyzji.
Jest to argumentacja wyraźnie polemiczna. Przeciwnicy takiego ujęcia wskazaliby, że wydatki społeczne ograniczają skalę nierówności, chronią miliony obywateli przed ubóstwem i finansują usługi, których sektor prywatny nie zapewniłby wszystkim na równych zasadach. Spór nie dotyczy więc wyłącznie wysokości wydatków, lecz także definicji sprawiedliwości społecznej, solidarności i odpowiedzialności państwa.
W kampanii prezydenckiej w 2027 roku właśnie ten spór może nabrać zasadniczego znaczenia.
David Lisnard i najbardziej liberalna oferta wyborów 2027
Spośród kandydatów przygotowujących się do wyborów prezydenckich w 2027 roku to David Lisnard najpełniej reprezentuje idee zbliżone do diagnozy Michaela Miguèresa. Mer Cannes, przewodniczący Stowarzyszenia Merów Francji i twórca ugrupowania Nouvelle Énergie od kilku lat przekonuje, że Francja potrzebuje radykalnego ograniczenia biurokracji, wydatków publicznych i regulacji krępujących przedsiębiorczość.
David Lisnard nie jest francuskim Javierem Mileiem. Reprezentuje inną kulturę polityczną, inny temperament i znacznie bardziej instytucjonalne podejście do państwa. Nie posługuje się politycznym spektaklem, nie proponuje kopiowania argentyńskiej terapii szokowej i nie buduje swojej rozpoznawalności na frontalnym konflikcie ze wszystkimi elementami dotychczasowego systemu. Łączy liberalizm gospodarczy z konserwatyzmem, przywiązaniem do samorządności, odpowiedzialności indywidualnej i francuskiej tradycji republikańskiej.
Różnica stylu nie powinna jednak przesłaniać podobieństwa diagnozy. Lisnard uważa, że Francja znalazła się u kresu dotychczasowego modelu państwa opiekuńczego. Krytykuje nadmierną centralizację, mnożenie regulacji, wzrost zatrudnienia w strukturach administracyjnych oraz przekonanie, że każdy problem społeczny można rozwiązać przez stworzenie nowego urzędu, programu lub dotacji.
W tekście „Kim jest David LISNARD i jak chce zmienić Francję przed wyborami 2027” opublikowanym we „Wszystko co Najważniejsze” przedstawialiśmy jego drogę od samorządu w Cannes do budowy ogólnokrajowego projektu Nouvelle Énergie. Lisnard mówił wówczas o potrzebie stworzenia „prawicy XXI wieku”, zdolnej mówić jednocześnie o gospodarce, ekologii, cyfryzacji i sztucznej inteligencji. Przekonywał, że Francja znajduje się u kresu wielkich cykli politycznych, w tym dotychczasowej formy państwa opiekuńczego.
Analizowaliśmy też jego wystąpienie w Bayeux oraz propozycje reform instytucjonalnych. Lisnard przedstawiał w nim kryzys Francji nie tylko jako problem gospodarczy, lecz także jako rezultat osłabienia państwa, jego zdolności do podejmowania decyzji i egzekwowania prawa.
.Wcześniej „Wszystko co Najważniejsze” publikowało również omówienie diagnozy Davida Lisnarda i Arnauda Teyssiera, którzy kryzys francuskiej polityki łączyli z kryzysem zaufania, demokracji oraz indywidualnej odpowiedzialności. To ważny element myślenia mera Cannes: reforma gospodarcza nie może być dla niego oddzielona od odbudowy odpowiedzialności obywateli i osób sprawujących władzę.
.Na łamach „Wszystko co Najważniejsze” przedstawialiśmy także jego stanowisko w sprawie wolności słowa w internecie. Wspólnie z Davidem Angevinem sprzeciwiał się pomysłom zakazania platformy X w Europie, argumentując, że zachodnich demokracji nie osłabiła nadmierna wolność wypowiedzi, lecz wieloletnie negowanie rzeczywistości przez elity.
.Wszystkie te wypowiedzi składają się na spójny projekt polityczny. David Lisnard proponuje państwo mniej kosztowne, ale sprawniejsze, administrację ograniczoną liczebnie, lecz zdolną do działania, większą swobodę dla przedsiębiorców, decentralizację oraz odbudowanie indywidualnej odpowiedzialności. Pod tym względem pozostaje najbardziej konsekwentnie liberalnym spośród liczących się polityków francuskiej centroprawicy.
Czy David Lisnard może wykorzystać nową debatę?
Problemem Davida Lisnarda pozostaje nie brak programu, lecz stosunkowo wciąż ograniczona rozpoznawalność na poziomie całej Francji. Jako mer Cannes i przewodniczący Stowarzyszenia Merów Francji posiada silną pozycję w świecie samorządowym, ale w sondażach prezydenckich pozostaje za Marine Le Pen lub Jordanem Bardellą, Édouardem Philippe’em, Gabrielem Attalem i Bruno Retailleau. Wcześniejsze materiały „Wszystko co Najważniejsze” wskazywały jednak, że nie zamierza on ograniczać się do roli komentatora kampanii i konsekwentnie buduje własne zaplecze polityczne.
Dla Lisnarda narastający kryzys finansów publicznych może stać się tym, czym problem bezpieczeństwa stał się dla Bruno Retailleau, a migracja dla Marine Le Pen: tematem pozwalającym zbudować wyrazistą i łatwą do rozpoznania tożsamość wyborczą.
Jeżeli w najbliższych miesiącach francuski dług, deficyt i koszty obsługi zadłużenia znajdą się w centrum debaty, Lisnard będzie mógł przekonywać, że mówił o tych problemach wcześniej niż jego konkurenci. Jego szansą nie jest ściganie się z nimi na popularność, lecz narzucenie kampanii własnego zestawu pytań: dlaczego państwo wydaje coraz więcej, a działa coraz gorzej, dlaczego rosnącym podatkom nie towarzyszy poprawa usług publicznych i czy Francja może odzyskać wzrost bez ograniczenia rozmiarów administracji.
Nie oznacza to, że przejęcie liberalnej agendy automatycznie otworzy mu drogę do drugiej tury. Francuskie społeczeństwo jest silnie przywiązane do zabezpieczeń socjalnych, usług publicznych i ochronnej roli państwa. Program głębokich cięć może mobilizować przedsiębiorców, część klasy średniej i wyborców konserwatywno-liberalnych, ale równocześnie wywołać opór pracowników sektora publicznego, związków zawodowych, emerytów oraz obywateli obawiających się utraty bezpieczeństwa socjalnego.
Dla Lisnarda najtrudniejsze będzie więc wykazanie, że liberalna reforma nie oznacza demontażu państwa, lecz próbę przywrócenia mu skuteczności.
Inni kandydaci nie proponują liberalnej rewolucji
Na tle Davida Lisnarda pozostali najważniejsi kandydaci prezentują podejście znacznie bardziej ostrożne lub etatystyczne. Édouard Philippe wywodzi się z centroprawicy i opowiada się za uporządkowaniem finansów publicznych, ale jego dotychczasowa droga polityczna związana jest także z dziedzictwem rządów Emmanuela Macrona. Trudno byłoby mu przedstawić się jako kandydat całkowitego zerwania z modelem ostatnich lat.
Bruno Retailleau łączy konserwatyzm społeczny, nacisk na bezpieczeństwo i ograniczenie imigracji z krytyką nadmiernych wydatków. Jego profil nie jest jednak tak jednoznacznie liberalny gospodarczo jak profil Lisnarda. Jego najważniejszym polem politycznym pozostają dziś porządek publiczny, tożsamość, migracja i odbudowa państwowego autorytetu.
Marine Le Pen i Zjednoczenie Narodowe opowiadają się za ochroną siły nabywczej, utrzymaniem wielu świadczeń społecznych i rozbudowaną interwencją państwa w strategicznych sektorach. Bruno Retailleau wielokrotnie zarzucał Zjednoczeniu Narodowemu prowadzenie polityki socjalistycznej w gospodarce. Nawet jeżeli RN przyjmuje część postulatów obniżania podatków, jego program nie odpowiada liberalnej wizji radykalnego zmniejszenia roli państwa.
Bernard Cazeneuve wywodzi się z republikańskiej lewicy i pozostaje obrońcą francuskiego modelu społecznego, choć podkreśla konieczność odpowiedzialności budżetowej i skuteczności instytucji. Raphaël Glucksmann, Jean-Luc Mélenchon oraz przedstawiciele pozostałych nurtów lewicy będą natomiast argumentować, że odpowiedzią na kryzys nie powinno być ograniczenie państwa, lecz zmiana jego priorytetów, zwiększenie opodatkowania najzamożniejszych i wzmocnienie usług publicznych.
Wybory prezydenckie w 2027 roku mogą więc przynieść spór nie tylko o to, kto zastąpi Emmanuela Macrona, lecz także o to, jak duże powinno być francuskie państwo.
Czy Francuzi są gotowi na liberalny zwrot?
Michael Miguères odrzuca przekonanie, że społeczeństwo argentyńskie było gotowe na liberalizm, podczas gdy Francuzi nie są gotowi na podobną zmianę. Przypomina, że Javier Milei długo był traktowany jako outsider, prowokator i polityk pozbawiony realnych szans na zdobycie władzy. Dopiero wieloletnia batalia ideowa stworzyła społeczne warunki dla jego zwycięstwa.
Zdaniem autora trybuny w „Journal du Dimanche” podobny proces może rozpocząć się we Francji. Najpierw zmieni się język debaty, następnie zakres uznawanych za dopuszczalne rozwiązań, a dopiero później układ sił politycznych. W tym sensie tekst Miguèresa sam jest częścią procesu, który opisuje: próbą przesunięcia granicy francuskiej debaty gospodarczej.
Ważne jest również jego odwołanie do Rewolucji Francuskiej. Miguères przekonuje, że liberalizm nie jest obcym importem z Argentyny czy Stanów Zjednoczonych, lecz pozostaje zgodny z republikańskim ideałem zniesienia przywilejów, równości wobec prawa oraz wynagradzania obywateli zgodnie z pracą i zasługą. Do kategorii współczesnych przywilejów zalicza między innymi specjalne systemy emerytalne, świadczenia przewyższające zgromadzone składki oraz prawa finansowane pracą innych grup społecznych.
To interpretacja, która z pewnością spotka się ze sprzeciwem francuskiej lewicy i związków zawodowych. Pokazuje jednak, że przyszła debata o gospodarce nie będzie jedynie technicznym sporem o wysokość deficytu. Będzie również sporem o dziedzictwo Republiki, znaczenie solidarności i granice odpowiedzialności indywidualnej.
Nowa oś kampanii prezydenckiej
Do tej pory przygotowania do wyborów prezydenckich w 2027 roku koncentrowały się przede wszystkim na migracji, bezpieczeństwie, islamizmie, przyszłości integracji europejskiej oraz pytaniu, kto może wejść do drugiej tury przeciwko kandydatowi Zjednoczenia Narodowego.
Tekst Michaela Miguèresa w „Journal du Dimanche” pokazuje, że obok tych tematów rośnie znaczenie nowej osi sporu. Dotyczy ona wysokości wydatków publicznych, zakresu redystrybucji, odpowiedzialności za dług oraz zdolności Francji do odzyskania konkurencyjności.
Nie należy zakładać, że Francuzi przyjmą program radykalnej liberalizacji. Nie można również uznać argentyńskich doświadczeń za gotowy model możliwy do zastosowania w innym państwie bez uwzględnienia jego historii i instytucji. Coraz trudniej będzie jednak utrzymywać, że istniejący model może trwać bez zasadniczych zmian.
Dla Davida Lisnarda jest to szczególny moment. Spośród kandydatów i potencjalnych kandydatów w wyborach prezydenckich we Francji w 2027 roku to on od najdłuższego czasu i najbardziej konsekwentnie przedstawia projekt ograniczenia etatyzmu, decentralizacji państwa oraz uwolnienia przedsiębiorczości. Jeżeli liberalna rewolucja rzeczywiście przekroczy francuską granicę, Lisnard będzie mógł powiedzieć, że czekał na nią od dawna.
Pytanie brzmi, czy wystarczy to do zdobycia Pałacu Elizejskiego, czy jedynie pozwoli mu narzucić innym kandydatom temat, którego nie będą już mogli pominąć.
Arkadiusz Jordan
Paryż





