Paulina PONIEWSKA: Rządy centralne przychodzą i odchodzą. Bezpartyjny prezydent Krakowa gwarantuje, że zmiany w mieście będą od tego niezależne

Rządy centralne przychodzą i odchodzą. Bezpartyjny prezydent Krakowa gwarantuje, że zmiany w mieście będą od tego niezależne

Photo of Paulina PONIEWSKA

Paulina PONIEWSKA

Aktywistka miejska, zaangażowana w działania kolektywu Siostry Rzeki, koordynatorka akcji Laptopy dla Ukrainy, była działaczka Akcji Ratunkowej dla Krakowa. Uczestniczka Ekologicznej Akademii Kobiet.

zobacz inne teksty Autorki

Wynik wyborów w Krakowie, w pierwszej turze, zaskoczył wszystkich. Łukasz Gibała, niezależny kandydat na prezydenta, faworyt wszystkich przedwyborczych sondaży, zdobył o 10 proc. mniej głosów niż Aleksander Miszalski, członek Platformy Obywatelskiej, poseł PO. W wyborach do Rady Miasta zwyciężyło także PO, zdobywając bezwzględną większość. Przed nami druga tura wyborów prezydenckich – jeszcze wszystko może się zdarzyć.

.Jestem aktywistką miejską. Sama startowałam do Rady Miasta w tych wyborach z listy Komitetu Wyborczego Łukasza Gibały – Kraków dla Mieszkańców. Niestety, nie udało mi się zdobyć mandatu. Oto kilka moich przemyśleń, dlaczego nie warto wierzyć sondażom.

Wynik wyborów w Krakowie i niska frekwencja

.Na pewno duży wpływ na zaskakujące wyniki w Krakowie miała niska frekwencja. W Krakowie wyniosła ona jedynie 51,8 proc., o prawie 9 proc. mniej niż 5 lat temu w wyborach samorządowych i prawie o 30 proc. mniej niż w wyborach parlamentarnych kilka miesięcy temu. Kraków nie był wyjątkiem. W całym kraju było podobnie, tylko że w Krakowie miało być inaczej. Po 22 latach miała się skończyć era Jacka Majchrowskiego. A ostatnie dwie kadencje były już bardzo złe w jego wykonaniu. Mieszkańcy zgodnie domagali się zmian, mieli dość układów, partyjniactwa i betonowania miasta. W Krakowie w przestrzeni publicznej do głosu doszli aktywiści z nowym spojrzeniem na politykę miejską, z nową wizją miasta. Czuć było zmianę, a sondaże przedwyborcze tylko odzwierciedlały to, co myślą przyszli wyborcy.

Niestety, do wyborów poszedł ogromnie zmobilizowany elektorat PO i PiS, a wyborcy Gibały w dużej części pozostali w domu. Dlaczego? Być może uwierzyli w optymistyczne sondaże, dające mu w I turze znaczącą wygraną, a rozleniwieni słoneczną pogodą skorzystali z wyjazdu poza miasto, bo Gibała i tak wygra. Gibała największe poparcie ma właśnie wśród ludzi młodych, których najtrudniej „zaciągnąć” do urn wyborczych. W wynikach kandydatów PiS i PO widać ogromną mobilizację ich elektoratu, który jest regularnie „ćwiczony” do udziału w wyborach, a wyborcy Gibały to w dużej części osoby stroniące od angażowania się w politykę.

Czy tak było, okaże się w II turze.

Brudna kampania

.Co zrobić, jeśli sondaże pokazują, że Twój kandydat nie ma szans na fotel prezydenta? Jak odmienić losy kampanii? Odpowiedź – zdyskredytuj przeciwnika! Znamy to już z historii – choćby słynny „dziadek z Wehrmachtu”. Wtedy PiS udało się odwrócić bieg kampanii i wygrało wybory. Tym razem to Platforma właśnie w Krakowie skorzystała z tej metody z podobnym skutkiem.

W Wielki Piątek rozpoczęto w Krakowie (w tym na moim osiedlu) kolportaż gazetek szkalujących Gibałę. Pojawiły się także citylighty na przystankach, powielające te kłamstwa. Czas świąt, zamknięte urzędy, komitet wyborczy Gibały musiał czekać aż 4 dni, aby móc w ogóle zareagować. Okazało się, że za tym działaniem stał jeden z największych polskich deweloperów z Warszawy… Ale nadal nie jest jasne finansowanie tej kampanii. Dzień przed ciszą wyborczą jeden z kontrowersyjnych youtuberów opublikował kolejny filmik uderzający w rodzinę Gibały. Wiadomo, że twórca ma powiązania z jednym z czołowych krakowskich członków Platformy Obywatelskiej. Sprawa jest wyjaśniana. Mam nadzieję, że wolne media i niezależni dziennikarze zbadają, kto stał za tymi wszystkimi akcjami, i się o tym dowiemy.

Tusk w Krakowie

.Kolejna kwestia to zaangażowanie się premiera Donalda Tuska w kampanię wyborczą Miszalskiego i Platformy Obywatelskiej. Na konwencji w Krakowie nie odpuścił sobie uszczypliwości w kierunku głównego kontrkandydata Miszalskiego. Ale taka jest cena niezależności i braku wsparcia aparatu partyjnego. Wbrew pozorom poparcie Tuska może być słabością Miszalskiego i stać się „pocałunkiem śmierci”. „Kraków nie lubi, aby Warszawa mówiła, co ma robić” – to jest zapisane w naszym krakowskim DNA.

Publicyści, politycy często powtarzają, że nasza samorządność to jedyna reforma, która się nam w Polsce udała. Ale czy na pewno? Ideą, która jej przyświecała, było oddzielenie wielkiej polityki od tej lokalnej, oddanie władzy mieszkańcom, lokalnym działaczom. Ale to tylko slogany. Bo jak nazwać „samorządność mieszkańców”, jeśli organizowane są konwencje z czołowymi politykami, piastującymi najwyższe urzędy w państwie, straszenie mieszkańców, że jeśli kandydat partii rządzącej wygra, to popłynie strumień pieniędzy, a jak nie, to kurek z kasą zostanie zakręcony. Duże miasta skazane są po prostu na partyjnych prezydentów, radnych, bo dla niezależnych kandydatów to jak walka Dawida z Goliatem.

Rządy centralne przychodzą i odchodzą. Bezpartyjny prezydent gwarantuje, że te zmiany Kraków będzie przechodził łagodnie i nie zostanie nagle bez środków z budżetu centralnego.

Wynik wyborów w Krakowie – Gibała płaci za brak powiązań partyjno-biznesowych

.Niestety, Platforma Obywatelska walczyła o wolne media, a jak je przejęła, to nie bała się ich użyć w kampanii wyborczej. Ogólnopolskie media prywatne informowały o konwencjach partii politycznych w miastach, ale brak było transmisji z konwencji niezależnego kandydata Gibały, choć prowadził w sondażach przedwyborczych w Krakowie, drugim największym mieście w Polsce. Media to czwarta władza, a Gibała zapłacił za brak powiązań partyjno-biznesowych.

Widoczność na ulicach – przestrzegana uchwała krajobrazowa

.W Krakowie obowiązuje uchwała krajobrazowa, zakazująca wieszania banerów, szyldów na elewacjach budynków, ogrodzeniach. Teoretycznie obowiązuje ona wszystkich, a w praktyce jest inaczej. Kraków został wręcz „opakowany” banerami, plakatami wyborczymi, na trawnikach stały standy z kandydatami, uśmiechającymi się do mieszkańców. Komitet wyborczy Gibały podjął decyzje, że będzie przestrzegać przepisów, i rozwieszał swoje plakaty tylko w legalnych miejscach, a z banerów w ogóle zrezygnował. I to był błąd. Niestety, mieszkańcy, którzy mało interesują się polityką lokalną, nie kojarzą nazwisk – jeśli już to twarze. Często też podejmują decyzję pod wpływem opatrzenia się z twarzą jakiegoś kandydata, którego widzą w drodze do pracy. Stąd zapewne zdobycie tylko 16 proc. głosów do Rady Miasta przez listę Gibały, a liczono na zdecydowanie więcej.

Aktywiści i działacze miejscy a kandydaci partyjni

.Myślę, że duża część mieszkańców po prostu nie interesuje się polityką lokalną i nie łączy swojego udziału w wyborach samorządowych z tym, jak potem rządzone jest miasto. Idą zagłosować nie na lokalnych działaczy, aktywistów, lecz na partie polityczne. Przed nami II tura, która pokaże, czy mieszkańcy chcą jakościowej zmiany w Krakowie, czy oddadzą całą władzę w ręce jednej partii.

I tak się kręci samorządność w polskich miastach…

Jestem pewna, że wybory w Krakowie to będzie arcyciekawy materiał do analizy dla socjologów, politologów i ekspertów od nauk społecznych, mediów, mowy nienawiści. Czekam na prace na ten temat.

Paulina Poniewska

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 12 kwietnia 2024