Amerykańska marynarka wojenna rozpoczęła oczyszczanie cieśniny Ormuz [Donald TRUMP]

Jak napisał na platformie „Truth Social” w dniu 11 kwietnia 2026 r. prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump, amerykańska marynarka wojenna zaczęła „oczyszczanie cieśniny Ormuz”.
Amerykańska marynarka wojenna rozpoczęła oczyszczanie cieśniny Ormuz
.We wpisie zamieszczonym na platformie Truth Social prezydent USA poinformował, że amerykańska marynarka wojenna wpłynęła do Cieśniny Ormuz. Donald Trump stwierdził również w swoim poście m.in., że wszystkie irańskie łodzie do stawiania min „leżą na dnie morza”. Iran zaprzeczył, by okręty USA wpłynęły do Ormuzu.
„Wszyscy wiedzą, że (Iran – przyp. red.) przegrywa i to przegrywa na całej linii! Ich marynarka wojenna przepadła, siły powietrzne przepadły, nie mają żadnego sprzętu przeciwlotniczego, radary są zniszczone, fabryki rakiet i dronów zostały w dużej mierze zrównane z ziemią wraz z samymi rakietami i dronami” – napisał Donald Trump.
Blokada cieśniny Ormuz
.Amerykański prezydent dodał, że „co najważniejsze, ich sędziwych »przywódców« nie ma wśród nas, chwała Allahowi! Jedyne, co im pozostało, to groźba, że statek może wpaść na jedną z ich min morskich. Nawiasem mówiąc, wszystkie ich 28 łodzi minowych również leży na dnie morza”. Donald Trump stwierdził też, że „oczyszczanie cieśniny Ormuz”, to „przysługa dla krajów na całym świecie, w tym Chin, Japonii, Korei Południowej, Francji, Niemiec i wielu innych”.
Informacjom, które prezydent USA przekazał na swojej platformie społecznościowej, zaprzeczył anonimowy przedstawiciel armii Iranu. W wypowiedzi, którą za irańską telewizją państwową przekazał Reuters, żaden amerykański okręt wojenny nie wpłynął do cieśniny Ormuz. Według tego samego źródła jednostki USA wycofały się w reakcji na ostrzeżenie wydane przez irańskie dowództwo.
Prowadzona przez Iran blokada cieśniny Ormuz jest jednym z najpoważniejszych dla światowej gospodarki skutków wojny, którą od 28 lutego 2026 r. Izrael i USA prowadzą przeciwko Iranowi. W normalnych warunkach przechodzi przez nią ok. 20 proc. światowego transportu ropy naftowej. USA żądają od Iranu natychmiastowego przerwania blokady, która spowodowała znaczący wzrost cen paliw silnikowych i nawozów sztucznych na całym świecie.
Infrastruktura, głupcze
.Na najważniejszym spotkaniu świata energetyki – CERAWeek w Houston, skąd właśnie wracam – Bliski Wschód był obecny w niemal każdej rozmowie. Jednak w sposób paradoksalny. Omawiany jako operacyjny problem – ryzyko dla szlaków dostaw, infrastruktury, kontraktów i decyzji inwestycyjnych – oczywiście tak. Ale nie jako problem egzystencjalny dla amerykańskich producentów – pisze Michał KURTYKA
Iwłaśnie w tym kontekście warto spojrzeć na to, co wydarzyło się w ostatnich tygodniach, gdy w cieśninie Ormuz zamilkły silniki statków, a na rynkach finansowych wracały dobrze znane demony: panika inwestorów, nagłówki o „najpoważniejszym kryzysie od dekad” i pytania o to, czy ropa znów stanie się bronią masowego rażenia gospodarek. Co istotne, jeszcze niedawno scenariusz realnej blokady Ormuzu uchodził za skrajnie mało prawdopodobny (na tyle, że nawet instytucje takie jak EIA nie traktowały go jako bazowego wariantu w swoich analizach).
Zaskoczeniem nie był sam szok – Ormuz to przecież od pół wieku jedno z najbardziej wrażliwych „wąskich gardeł” światowej gospodarki. Zaskoczeniem było co innego: świat nie zatrzymał się…, a przynajmniej nie cały świat, czego symbolem może być nieco zdystansowany stosunek amerykańskich producentów, dla których większym wyzwaniem była raczej ocena skutków geopolitycznych niż sama dostępność surowca. Dlaczego? Odpowiedź można streścić w jednym słowie: infrastruktura.
Cieśnina Ormuz przez dekady była symbolem strukturalnej słabości światowego rynku ropy. To przez nią przepływała nawet jedna piąta światowego handlu ropą, a każde napięcie w Zatoce Perskiej natychmiast przekładało się na rachunki za paliwo w Europie, Azji i Ameryce. Kryzysy ze stycznia 1974 roku, sierpnia 1990 oraz wstrząsy związane z rosyjską inwazją na Ukrainę w 2022 roku pokazały, jak cienka bywa granica między „normalnością” a szokiem podażowym.
Dziś jednak krajobraz jest inny. Pierwsza różnica między dzisiejszym kryzysem a poprzednimi polega na strukturze samego rynku naftowego. Większa liczba dostawców i geograficzna dywersyfikacja wydobycia sprawiają, że Bliski Wschód i cieśnina Ormuz nie są już jedynym centrum grawitacji rynku. Brazylia wydobywa już więcej ropy niż Zjednoczone Emiraty Arabskie, Gujana w ekspresowym tempie awansowała do grona poważnych eksporterów, a Wenezuela – choć daleka od dawnej świetności – stopniowo wraca do globalnej mapy dostaw.
.Jeszcze ważniejszą zmianą jest jednak pozycja Stanów Zjednoczonych, które z importera stały się jednym z kluczowych eksporterów ropy i gazu – a w przypadku LNG największym na świecie. Oznacza to, że Ameryka nie tylko uniezależniła się od bezpośrednich zakłóceń w Ormuz, ale również stała się globalnym „dostawcą ostatniej instancji”.
PAP/MJ





