Moskwa straciła sojusznika, Teheran [Kaja KALLAS]

Wysoka przedstawiciel UE ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa Kaja Kallas, która dołączyła do obrad, podkreślała, że mimo trudnej sytuacji na Bliskim Wschodzie „wojna w Ukrainie nie może zniknąć z unijnego pola widzenia” i że należy nieustannie wspierać Kijów. Radosław Sikorski i Kaja Kallas wystąpili na wspólnej konferencji prasowej.
Wojna w Ukrainie nie może zniknąć z unijnego pola widzenia
.Radosław Sikorski i Kaja Kallas byli pytani, czy podzielają obawy, że tocząca się na Bliskim Wschodzie wojna jednak odwróci uwagę od spraw ukraińskich. Szefowa unijnej dyplomacji zaznaczyła, że podczas rozmów szefowie SZ podkreślili, że wojna w Ukrainie nie może zniknąć z unijnego pola widzenia, ponieważ stanowi ona bezpośrednie zagrożenie dla Europy. Dodała, że niepokojące jest to, że „wszystkie zdolności, które są nagle potrzebne na Bliskim Wschodzie, są także potrzebne na Ukrainie”.
Amerykańsko-rosyjskie negocjacje wobec Ukrainy to musi być proces, dzięki któremu Ukraina będzie w bezpiecznych granicach i będzie mogła negocjować swoje członkostwo w Unii Europejskiej – powiedział wicepremier, szef MSZ Radosław Sikorski po nieformalnym spotkaniu Rady Państw Morza Bałtyckiego. Radosław Sikorski poinformował, że rozmowy ministrów SZ Rady skupiły się przede wszystkim na polityce wewnątrz NATO, również w perspektywie zbliżającego się szczytu sojuszu w Ankarze, na tym, jak wesprzeć Ukrainę w negocjacjach zakończenia rosyjskiej agresji. Rozmawiano także – jak relacjonował Sikorski – o perspektywach akcesji Ukrainy do Unii Europejskiej.
– Chcemy, aby szczyt NATO zakończył się sukcesem, aby standing Europy wobec Stanów Zjednoczonych wzrósł, tak abyśmy mieli wpływ na wynik negocjacji amerykańsko-rosyjskich wobec Ukrainy – mówił szef MSZ. Dodał, że musi to być proces, z którego „wyłoni się nowa równowaga na kontynencie europejskim” i dzięki któremu Ukraina „będzie w bezpiecznych granicach i będzie mogła się rozwijać i ciążyć ku Europie, negocjować swoje członkostwo w Unii Europejskiej”.
– I musi to być proces, który nie tylko Ukrainę, ale także nas upewni, że Rosja nie będzie zdolna do ponownej agresji – podkreślił.
Kaja Kallas z kolei, mówiąc o sytuacji na Bliskim Wschodzie, stwierdziła, że strategia Iranu polega na tym, by „siać chaos i podpalać cały region”. Mówiła, że reżim irański „na ślepo” atakuje swoich sąsiadów. Oceniła, że najlepszym scenariuszem byłby demokratyczny Iran, który nie stanowi zagrożenia dla swoich sąsiadów, ale – zauważyła – nie wiadomo, jak potoczy się dalej ta wojna. Podkreśliła, że dla Europy to trudny moment z uwagi bezpieczeństwo wielu jej obywateli, którzy obecnie są w regionie. Zapewniła, że UE koordynuje pomoc konsularną i stara się zapewnić im loty powrotne.
Zapowiedziała też, że w czwartek odbędzie się spotkanie unijnych ministrów SZ ze swoimi odpowiednikami z krajów Zatoki Perskiej.
Kallas podkreśliła, że mimo trudnej sytuacji na Bliskim Wschodzie nie należy zapominać o sytuacji Ukrainy. Przekonywała, że Europa nie może reagować w sposób ograniczony i minimalistyczny, bo tego żąda Rosja. Jej zdaniem powinien zostać przyjęty kolejny pakiet sankcji na ten kraj, obejmujący pełny zakaz eksportu rosyjskiej ropy drogą morską. Oceniła, że byłoby to szczególnie ważne w sytuacji, gdy wskutek obecnego kryzysu rosną ceny ropy.
Moskwa traci sojusznika?
.Moskwa mogła stracić kolejnego sojusznika – Teheran – ale wciąż takie same drony, jak te atakujące Dubaj, uderzają w budynki w Kijowie – przypomniała. – Nie ma żadnego powodu przypuszczać, że rosyjska agresja spowalnia – dodała. Jak zaznaczyła, Rosja wciąż stawia nierealne warunki pokoju. Według Kallas oczekiwania Ukrainy, takie jak poszanowanie jej granic, odszkodowania za straty wojenne i powrót porwanych ukraińskich dzieci, to „nie są wyssane z palca żądania, ale podstawa”.
Zdaniem Kallas „musimy nadal wspierać Ukrainę”. – Zgodziliśmy się przekazać Ukrainie 90 mld euro pożyczki i musimy te środki przekazać – zaznaczyła. – Pracujemy również nad wkładem UE w gwarancje bezpieczeństwa, poprzez nasze misje, wsparcie ukraińskiego przemysłu obronnego i monitorowanie zawieszenia broni. Ministrowie zakomunikowali jasno, że strategicznym celem jest przystąpienie Ukrainy do UE, to także ważna gwarancja bezpieczeństwa, jaką może zaoferować UE – powiedziała.
Radosław Sikorski mówił z kolei o tysiącach irańskich dronów Shahed, które uderzyły w kraje, które nie zaatakowały Iranu. Przypomniał, że dziesiątki tysięcy takich dronów uderzyło już wcześniej w Ukrainę. Wyraził nadzieję, że „decydenci w USA zdają sobie sprawę, że Rosja i Iran są w tym razem i że trzeba na to reagować”. Oboje byli też pytani o kwestię przechwyconej przez NATO, a wystrzelonej z Iranu, rakiety balistycznej, która zmierzała w kierunku Turcji.
– Przyglądamy się sytuacji i reagujemy na wnioski poszczególnych krajów. W NATO mamy art. 4. i 5.; państwa UE mają artykuł 42.7 (unijnego traktatu o wzajemnej obronie – PAP) – powiedziała, podkreślając jednocześnie, że wnioski w tej sprawie musiałyby napłynąć od danych krajów. Jak zaznaczyła, tak się nie stało.
Radosław Sikorski zaznaczył z kolei, że Iran rozszerza zasięg wojny w regionie o kraje, które go nie zaatakowały. Ocenił, że to błąd.
Amerykańska beztroska zwiększyła ryzyko wojny na Ukrainie
.Nieudolna dyplomacja administracji George’a W. Busha na szczycie NATO w 2008 roku stworzyła idealne warunki dla katastrofy – pisze Edward LUCAS na łamach „Wszystko co Najważniejsze”.
Każdy, kto kiedykolwiek zaglądał do typowej amerykańskiej restauracji, wie, że apetyt Amerykanów jest na ogół większy niż pojemność ich żołądków. Dlatego, choć porcje są tam ogromne, sporo jedzenia ląduje w koszu lub w pojemnikach do zabrania na wynos.
Tak samo jest w przypadku amerykańskiej polityki zagranicznej. Po przejrzeniu menu zamawia się talerz pełen efektownych dań: trwałą geopolityczną zmianę z przystawką w postaci praw człowieka. Tyle że wiele z tego zostaje nietknięte. Tak było w Afganistanie, tak było w Iraku i, niestety, tak może być również w Iranie.
Podobny schemat rządzi europejskim bezpieczeństwem. Amerykańscy decydenci przez lata pragnęli coraz większego sojuszu pod przewodnictwem USA, ale nie byli skłonni do podjęcia działań niezbędnych do osiągnięcia tego celu, a mianowicie obrony tych, którzy chcieli do takiego sojuszu przystąpić. Dziś płacą za to Ukraińcy. Wkrótce zapłacą też inni mieszkańcy Europy.
W 2008 roku podczas szczytu w Bukareszcie administracja Busha z beztroską lansowała członkostwo Ukrainy i Gruzji w NATO. Był to projekt z gatunku tych, które wymagają ciężkiej pracy i politycznej determinacji. Większość dużych, bogatych państw europejskich – przede wszystkim Francja i Niemcy – była tym planom przeciwna, ponieważ mogły one rozdrażnić Rosję. Lecz te obawy nie powinny były przeważyć szali. To od Ukrainy zależy, czy chce zostać członkiem sojuszu, a od NATO – czy chce mieć Ukrainę w swoich szeregach. Rosja nie powinna mieć w tej kwestii prawa weta, rzeczywistego czy dorozumianego.
Należało wykazać się raczej podejściem praktycznym, łączącym ostrożność z determinacją, tak jak we wcześniejszych przypadkach poszerzania sojuszu. Stany Zjednoczone powinny były zakomunikować Rosji, że chętnie podejmą rozmowy na temat kontroli zbrojeń, broni atomowej oraz innych kwestii związanych ze stabilnością i bezpieczeństwem, jednocześnie dając jasno do zrozumienia, że są większe i bogatsze i tak czy inaczej dopną swego. Europejczykom zaś powinny były zawczasu powiedzieć: „Jesteśmy waszym hegemonem bezpieczeństwa. To ważne w dłuższej perspektywie, dlatego nie opóźniajcie tej sprawy i nie wdawajcie się w sprzeczki”.
Tymczasem rząd Busha stracił zainteresowanie tematem. W ostatniej chwili wywrócono na lewą stronę zasadę polityki zagranicznej Theodore’a Roosevelta: krzyczano głośno, ale bez wizji istotnych konsekwencji. Źle przygotowane i działające bez przekonania Stany Zjednoczone nie potrafiły pociągnąć za sobą kluczowych europejskich sojuszników. Ukraina musiała zadowolić się obietnicą przyszłego członkostwa (co podziałało na Rosję jak płachta na byka), za którą nie stał jednak żaden konkretny plan (co dało Rosji zielone światło do podjęcia „działań zapobiegawczych”).
Zachód zlekceważył wówczas liczne, złowieszcze sygnały płynące z Rosji i brnął dalej w śmiertelną mieszankę ambicji i niezdecydowania. W 2014 roku, podczas rewolucji na Majdanie, nasi przywódcy dodawali otuchy Ukraińcom opowiadającym się za prozachodnim kursem. Symboliczne wsparcie przychodzi nam nader łatwo. Tak samo jak uparte ignorowanie trudności w nadziei, że same znikną.
LINK DO TEKSTU: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/edward-lucas-amerykanska-beztroska-zwiekszyla-ryzyko-wojny-na-ukrainie/
PAP/ LW




