Ségolène ROYAL wraca do walki o Pałac Elizejski

Niemal dwadzieścia lat po kampanii, w której znalazła się o krok od prezydentury Francji, Ségolène Royal ponownie wchodzi do wyborczej gry. Była kandydatka Partii Socjalistycznej ogłosiła udział w prawyborach poprzedzających wybory prezydenckie w 2027 roku. Jej powrót przypomina o czasach, gdy francuska lewica była zdolna walczyć o zwycięstwo, ale stawia również pytanie, czy jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci dawnego PS może odnaleźć swoje miejsce w zupełnie odmienionej Francji.
„Skrajna prawica znalazła się u bram władzy”
Ségolène Royal znów chce walczyć o Pałac Elizejski. Była finalistka wyborów prezydenckich z 2007 roku ogłosiła, że weźmie udział w prawyborach organizowanych przez francuskich socjalistów przed wyborami w 2027 roku. Decyzję uzasadnia potrzebą służenia państwu, wsłuchiwania się w głos Francuzów oraz powstrzymania skrajnej prawicy, która – jak przekonuje – znalazła się u bram władzy.
„Nasz kraj, wstrząsany wieloma kryzysami, wyraża potrzebę uspokajającej wizji przyszłości” – napisała Ségolène Royal, ogłaszając swoją decyzję. Przedstawiła zarazem główne elementy programu, z którym chce przystąpić do rywalizacji. Mówi o odbudowie sprawiedliwego ładu, poprawie siły nabywczej Francuzów, obronie zabezpieczeń społecznych, bezpieczeństwie, edukacji, ochronie zdrowia, transformacji energetycznej oraz odbudowie silnego państwa.
W polityce zagranicznej Royal chciałaby przywrócić Francji pozycję mocarstwa mediacyjnego, zdolnego działać na rzecz sprawiedliwego i trwałego pokoju. Odwołuje się przy tym do tradycji Charles’a de Gaulle’a, François Mitterranda i Jacques’a Chiraca. To próba wpisania swojej kandydatury w historię francuskiej niezależności, ale również odzyskania części elektoratu, który nie odnajduje się ani w radykalnej lewicy, ani w liberalnym centrum, ani w rosnącym Zjednoczeniu Narodowym.
Royal przedstawia swoją decyzję jako odpowiedź na zagrożenie zwycięstwem prawicy narodowej. Pyta, jak mogłaby pozostać bezczynna wobec perspektywy, że pierwszą kobietą wybraną na urząd prezydenta Francji zostałaby kandydatka wywodząca się ze skrajnej prawicy. Jej słowa są bezpośrednim nawiązaniem do Marine Le Pen i wieloletniej rywalizacji o to, kto będzie pierwszą kobietą stojącą na czele V Republiki.
Formalnie Ségolène Royal nie jest jednak jeszcze kandydatką w wyborach prezydenckich. Zgłosiła udział w wewnętrznym procesie wyłaniania kandydata środowiska socjalistycznego. Dopiero zwycięstwo w prawyborach otworzyłoby jej drogę do oficjalnej nominacji. Według francuskich mediów jest trzecią osobą, która zgłosiła taką gotowość, po deputowanych Philippe’ie Brunie i Jérôme’ie Guedju.
Kim jest Ségolène Royal?
Ségolène Royal urodziła się w 1953 roku w Dakarze, wówczas należącym do francuskiej Afryki Zachodniej. Ukończyła paryski Instytut Nauk Politycznych, a następnie École nationale d’administration, elitarną szkołę kształcącą kadry francuskiego państwa. Do Partii Socjalistycznej wstąpiła w 1978 roku.
Jej polityczna droga prowadziła przez najważniejsze instytucje V Republiki. W latach 80. była doradczynią prezydenta François Mitterranda. W 1988 roku została wybrana do Zgromadzenia Narodowego z departamentu Deux-Sèvres. W kolejnych latach pełniła funkcję minister środowiska, minister delegowanej do spraw szkolnictwa, rodziny, dzieci oraz osób z niepełnosprawnościami. W latach 2004–2014 stała na czele regionu Poitou-Charentes.
Od początku kariery Royal budowała swoją pozycję nie tylko w partyjnych strukturach, ale również poprzez bezpośrednią komunikację z wyborcami. W Poitou-Charentes rozwijała koncepcję demokracji uczestniczącej i wprowadzała budżety partycypacyjne dla szkół średnich. Przekonywała, że obywatele nie powinni być jedynie odbiorcami decyzji administracji, ponieważ posiadają własną wiedzę o skutkach działania państwa.
Ten sposób prowadzenia polityki stał się później jednym ze znaków rozpoznawczych jej pierwszej kampanii prezydenckiej. Royal chciała występować jako kandydatka pozostająca bliżej codziennych problemów Francuzów niż politycy wywodzący się z zamkniętego świata partyjnych aparatów. W praktyce sama była jednak jego częścią: absolwentką ENA, byłą doradczynią prezydenta i wieloletnią minister.
Jej kariera zawsze łączyła więc dwa wizerunki. Z jednej strony była reprezentantką francuskiej elity państwowej, z drugiej próbowała przedstawiać się jako polityk podważający tradycyjny sposób sprawowania władzy. To napięcie pomogło jej zdobyć popularność, ale niejednokrotnie utrudniało budowanie trwałego zaplecza w Partii Socjalistycznej.
Po wyborach w 2007 roku Royal próbowała przejąć kierownictwo PS. W 2008 roku minimalnie przegrała wewnętrzne głosowanie z Martine Aubry. W następnych latach jej pozycja słabła. Przegrała socjalistyczne prawybory przed wyborami w 2012 roku, a następnie nie zdobyła mandatu parlamentarnego w La Rochelle. Do rządu wróciła po zwycięstwie François Hollande’a, obejmując w 2014 roku stanowisko minister ekologii, zrównoważonego rozwoju i energii.
W późniejszym okresie pozostawała obecna w debacie publicznej, choć coraz częściej znajdowała się poza głównym nurtem własnej partii. W wyborach w 2022 roku poparła Jean-Luka Mélenchona, uznając go za najsilniejszego kandydata lewicy, a po pierwszej turze krytykowała kandydatury, które – jej zdaniem – doprowadziły do rozproszenia głosów.
Powrót do rywalizacji o nominację socjalistów oznacza zatem nie tylko kolejną próbę zdobycia Pałacu Elizejskiego. Jest również próbą ponownego wejścia do centrum partii, od której Ségolène Royal przez lata się oddalała.
Kampania, która mogła zmienić historię Francji
W 2006 roku Ségolène Royal dokonała czegoś, czego nie udało się wcześniej żadnej kobiecie we francuskiej lewicy. Wygrała prawybory Partii Socjalistycznej, pokonując między innymi Dominique’a Strauss-Kahna i Laurenta Fabiusa, a następnie została kandydatką jednego z dwóch największych obozów politycznych w kraju.
Jej pojawienie się w pierwszym szeregu kampanii wywołało ogromne zainteresowanie. Royal była pierwszą kobietą, która miała realną możliwość objęcia urzędu prezydenta Francji. Reprezentowała pokoleniową i wizerunkową zmianę, choć nie była polityczną debiutantką. Jej głównym rywalem został Nicolas Sarkozy, minister spraw wewnętrznych, przewodniczący prawicowej UMP i jeden z najbardziej dynamicznych polityków swojej epoki.
Royal rozpoczęła kampanię od szeroko zakrojonych debat obywatelskich. Spotkania organizowane przez stowarzyszenie Désirs d’avenir miały pozwolić Francuzom współtworzyć program kandydatki. Efektem był „pakt prezydencki” obejmujący sto propozycji. Znalazły się w nim postulaty dotyczące zatrudnienia, edukacji, polityki społecznej, ekologii, instytucji państwa i bezpieczeństwa.
Kandydatka mówiła o sprawiedliwym ładzie, demokracji uczestniczącej oraz państwie wymagającym, ale solidarnym. W niektórych sprawach zajmowała stanowisko bardziej rygorystyczne, niż oczekiwała tego część lewicy. Opowiadała się między innymi za wojskowym nadzorem wychowawczym wobec młodych sprawców poważnych przestępstw. Chciała połączyć ochronę społeczną z przywróceniem autorytetu instytucji publicznych.
Kampania ujawniła jednak jej najważniejsze słabości. Royal nie dysponowała w pełni lojalnym aparatem partyjnym. Część działaczy socjalistycznych nie ukrywała nieufności wobec kandydatki, która zdobyła poparcie wyborców ponad głowami partyjnych frakcji. Jej publiczne wypowiedzi były często oceniane znacznie surowiej niż słowa rywali, a każde potknięcie przedstawiano jako dowód braku przygotowania do kierowania państwem.
Nicolas Sarkozy prowadził tymczasem kampanię bardziej scentralizowaną i podporządkowaną jednemu przekazowi. Obiecywał zerwanie z dotychczasowym sposobem rządzenia, przywrócenie wartości pracy, kontrolę migracji i zdecydowaną politykę bezpieczeństwa. Był kandydatem dobrze przygotowanym do medialnej konfrontacji, wspieranym przez zdyscyplinowane zaplecze polityczne.
W pierwszej turze wyborów, przeprowadzonej 22 kwietnia 2007 roku, Nicolas Sarkozy uzyskał 31,18 proc. głosów. Na Ségolène Royal zagłosowało 25,87 proc. wyborców, czyli ponad 9,5 mln osób. Trzecie miejsce zajął François Bayrou z wynikiem 18,57 proc., natomiast Jean-Marie Le Pen otrzymał 10,44 proc. głosów. Frekwencja wyniosła 83,77 proc.
Przed drugą turą Royal próbowała zdobyć poparcie centrowych wyborców François Bayrou. Odbyła z nim publiczną debatę, co samo w sobie stanowiło wydarzenie bez precedensu, nie doprowadziło jednak do formalnego porozumienia. Kampanię kończyła jako kandydatka lewicy próbująca jednocześnie przyciągnąć umiarkowane centrum i zmobilizować wyborców obawiających się prezydentury Sarkozy’ego.
Najważniejszym momentem kampanii była telewizyjna debata między finalistami. Royal występowała ofensywnie, chwilami bardzo emocjonalnie. Sarkozy starał się zachowywać spokój i przedstawiać przeciwniczkę jako osobę niezdolną do opanowania emocji. Szczególne znaczenie miała gwałtowna wymiana dotycząca sytuacji dzieci z niepełnosprawnościami. Royal mówiła o „zdrowym gniewie”, Sarkozy odpowiadał, że prezydent powinien zachować spokój.
Debata nie odwróciła wyniku wyborów. W drugiej turze Nicolas Sarkozy uzyskał 53,06 proc. głosów, a Ségolène Royal 46,94 proc. Zagłosowało na nią niemal 16,8 mln Francuzów. Do zwycięstwa zabrakło jej nieco ponad dwóch milionów głosów.
Była to zarazem ostatnia kampania, w której kandydat Partii Socjalistycznej zdobył tak silne poparcie bez wcześniejszego sprawowania urzędu prezydenta. François Hollande zwyciężył pięć lat później, jednak po zakończeniu jego kadencji francuska lewica weszła w okres głębokiego kryzysu.
Powrót do innej Francji
Francja, do której w 2026 roku powraca Ségolène Royal, nie przypomina już kraju z kampanii 2007 roku. Wtedy rywalizacja toczyła się przede wszystkim między dwoma wielkimi obozami: centroprawicą skupioną wokół UMP oraz lewicą kierowaną przez Partię Socjalistyczną. Dziś żadna z tych formacji nie odgrywa dawnej roli.
Scena polityczna została podzielona między prawicę narodową, obóz prezydenckiego centrum, radykalną lewicę oraz osłabione tradycyjne partie. Partia Socjalistyczna odbudowała część swoich wpływów, ale nadal nie odzyskała pozycji pozwalającej traktować jej kandydata jako naturalnego finalistę wyborów prezydenckich.
W 2007 roku Royal reprezentowała dominującą siłę francuskiej lewicy. W 2027 roku musi najpierw dowieść, że PS jest jeszcze zdolny wyłonić kandydata mogącego przemówić do całego lewicowego elektoratu. Jednocześnie jej udział w prawyborach może przypominać wyborcom o czasach, gdy socjaliści potrafili zmobilizować kilkanaście milionów obywateli.
Royal wraca więc jako kandydatka doświadczenia, ale również jako przedstawicielka dawnego porządku. W chwili wyborów w 2027 roku będzie miała 73 lata. Dla części wyborców jej wiek i wieloletnia obecność w życiu publicznym mogą stanowić argument potwierdzający kompetencje. Dla innych będą dowodem, że socjaliści nie potrafią przeprowadzić pokoleniowej zmiany.
Sama Royal próbuje odpowiedzieć na ten zarzut, przedstawiając doświadczenie jako wartość w okresie kryzysu. Jej przekaz nie opiera się na obietnicy politycznej rewolucji, lecz na przywróceniu stabilności, sprawiedliwości i zdolności państwa do działania. Hasła „spokojnej Francji” oraz „sprawiedliwego ładu” nawiązują do jej dawnej kampanii, ale są również próbą przeciwstawienia się narastającemu poczuciu niepewności.
Rywale Ségolène Royal i jej szanse
Pierwszą przeszkodą na drodze Ségolène Royal nie są Marine Le Pen, Jordan Bardella, Édouard Philippe ani Bruno Retailleau, lecz inni kandydaci francuskiej lewicy. Royal musi najpierw wygrać prawybory socjalistycznego obozu.
Jej bezpośrednimi rywalami są Philippe Brun i Jérôme Guedj. Brun, deputowany z departamentu Eure, próbuje budować profil lewicy społecznej, gospodarczo bardziej protekcjonistycznej i skoncentrowanej na reindustrializacji Francji. Guedj jest politykiem rozpoznawalnym między innymi dzięki sprawom społecznym, polityce wobec osób starszych oraz zdecydowanemu dystansowi wobec Jean-Luca Mélenchona.
Lista może się jednak powiększyć. W Partii Socjalistycznej pozostają politycy o znacznie silniejszej pozycji organizacyjnej niż Royal. W debacie dotyczącej wyborów wymieniani są Olivier Faure, Boris Vallaud, François Hollande oraz inni przedstawiciele różnych nurtów PS. Równolegle własne ambicje mają liderzy pozostałych formacji lewicowych: François Ruffin, Clémentine Autain, Marine Tondelier, Raphaël Glucksmann oraz Jean-Luc Mélenchon. Francuska lewica nadal nie rozstrzygnęła, czy będzie zdolna wystawić jednego wspólnego kandydata.
Socjaliści zdecydowali się na prawybory zamknięte, w których o kandydacie mają rozstrzygać członkowie i środowiska związane z partią, zamiast szerokiego głosowania wszystkich sympatyków lewicy. Decyzja ta osłabia projekt jednej wspólnej kandydatury, popierany przez część przywódców PS i ekologów. Prawybory mają zostać przeprowadzone w październiku 2026 roku, choć szczegółowe zasady procesu nadal są przedmiotem ustaleń.
Royal ma w tej rywalizacji jeden zasadniczy atut: rozpoznawalność. Jej nazwisko kojarzą wyborcy daleko wykraczający poza szeregi Partii Socjalistycznej. Jako jedyna z obecnie zgłoszonych osób prowadziła już pełną kampanię prezydencką, uczestniczyła w debacie drugiej tury i zdobyła niemal 17 mln głosów.
Ma również zdolność przyciągania uwagi mediów, której brakuje wielu młodszym politykom PS. Jej udział może zwiększyć zainteresowanie prawyborami i zmusić pozostałych kandydatów do odpowiedzi na pytanie, dlaczego niegdyś dominująca partia lewicy nie potrafi dziś wystawić postaci równie rozpoznawalnej.
Jej słabości są jednak równie wyraźne. Royal od lat nie posiada silnego zaplecza organizacyjnego. W swojej karierze ponosiła kolejne porażki w wyborach wewnętrznych, parlamentarnych i senackich. Jej poparcie dla Jean-Luca Mélenchona w 2022 roku może zostać wykorzystane przez przeciwników, zwłaszcza tych, którzy chcą definitywnie odsunąć socjalistów od radykalnej lewicy.
Nie wiadomo również, czy dawna popularność może zostać przełożona na poparcie w nowych warunkach. Od jej kampanii prezydenckiej upłyną dwie dekady. Najmłodsi wyborcy nie pamiętają pojedynku Royal z Sarkozym, a znaczna część elektoratu, który poparł ją w 2007 roku, przeniosła swoje głosy do Emmanuela Macrona, Jean-Luca Mélenchona albo Zjednoczenia Narodowego.
Nawet zwycięstwo w prawyborach nie oznaczałoby więc, że Royal stałaby się jedną z faworytek wyborów prezydenckich. Musiałaby zmierzyć się z kandydatem RN, z przedstawicielem obozu centrowego, z prawicą republikańską oraz prawdopodobnie z konkurencyjnymi kandydatami lewicy. Na obecnym etapie wyścig o Pałac Elizejski obejmuje ponad trzydzieści nazwisk deklarowanych lub rozważanych, a realną zdolność wejścia do drugiej tury ma jedynie kilka z nich.
Kandydatura Royal może jednak wpłynąć na kampanię także bez końcowego zwycięstwa. Była kandydatka może skierować debatę socjalistów w stronę państwa opiekuńczego, ochrony dzieci, transformacji ekologicznej, energetycznej suwerenności i bardziej niezależnej polityki zagranicznej. Może też przypomnieć lewicy, że do drugiej tury nie prowadzi wyłącznie mobilizacja własnego obozu, lecz zdolność przemawiania do klasy ludowej, umiarkowanego centrum i wyborców prowincji.
Jej powrót jest dlatego czymś więcej niż kolejnym zgłoszeniem do prawyborów. To konfrontacja dwóch epok francuskiej polityki. Ségolène Royal reprezentuje czas, w którym Partia Socjalistyczna miała struktury, kadry i wyborców pozwalających jej realnie walczyć o Pałac Elizejski. Dziś wraca do partii poszukującej nie tylko kandydata, lecz także odpowiedzi na pytanie o własne miejsce w politycznym krajobrazie Francji.
Czy może ponownie zostać kandydatką socjalistów? Jej rozpoznawalność i doświadczenie sprawiają, że nie można wykluczyć dobrego wyniku w prawyborach. Czy może wygrać wybory prezydenckie? Na obecnym etapie taki scenariusz pozostaje mało prawdopodobny. Royal musi najpierw udowodnić, że jej nazwisko nie jest jedynie wspomnieniem kampanii sprzed dwudziestu lat, ale może stać się odpowiedzią na kryzysy Francji roku 2027.
Powraca z hasłem spokojnej Francji. Problem polega na tym, że Francja stała się od czasu jej pierwszej kampanii znacznie mniej spokojna.
Arkadiusz Jordan
Paryż





