Najpierw zmienia się społeczeństwo. Potem przychodzą wybory [Jérôme FOURQUET]

Dlaczego jedne partie polityczne rosną w siłę, a inne tracą wyborców? Dlaczego jedni kandydaci potrafią nagle zdobyć poparcie milionów ludzi, podczas gdy inni, jeszcze niedawno dominujący, znikają z politycznego krajobrazu? Odpowiedzi często szukamy w kampaniach wyborczych, debatach telewizyjnych i sondażach. Tymczasem francuski socjolog i analityk opinii publicznej Jérôme Fourquet przekonuje, że prawdziwe przyczyny politycznych przełomów kryją się znacznie głębiej. Najpierw zmienia się społeczeństwo. Potem przychodzą wybory. To jedna z najważniejszych lekcji pozwalających zrozumieć nie tylko Brexit, ale także wybory prezydenckie we Francji w 2027 roku.
Polityka nie tworzy społeczeństwa. Polityka ujawnia jego przemiany
Debaty polityczne często sprawiają wrażenie, jakby historia przyspieszała podczas kampanii wyborczych. Kandydaci ogłaszają programy, media publikują kolejne sondaże, a komentatorzy próbują przewidzieć przyszłość. W rzeczywistości jednak wybory bardzo rzadko są początkiem zmian. Znacznie częściej są ich skutkiem.
W swoim wywiadzie dla największego francuskiego dziennika Le Figaro Jérôme Fourquet przypomina, że Brexit nie był wydarzeniem, które zmieniło Wielką Brytanię. Był raczej momentem, w którym głębokie przemiany brytyjskiego społeczeństwa po raz pierwszy stały się widoczne dla wszystkich.
To samo można powiedzieć o wielu najważniejszych wydarzeniach politycznych ostatnich dekad. Upadek tradycyjnych partii we Francji, sukces Donalda Trumpa w Stanach Zjednoczonych, wzrost znaczenia partii antysystemowych w Europie czy coraz większa niestabilność polityczna Zachodu nie pojawiły się nagle. Były konsekwencją procesów, które dojrzewały przez lata.
Właśnie dlatego analiza wyborów nie może ograniczać się do obserwowania kandydatów. Trzeba obserwować społeczeństwo.
Imiona mówią więcej niż sondaże
Jérôme Fourquet od lat należy do najbardziej przenikliwych obserwatorów przemian społecznych we Francji. Tym razem do analizy Wielkiej Brytanii wykorzystał pozornie nieistotny wskaźnik: imiona nadawane dzieciom.
To właśnie dzięki nim można dostrzec zmiany, które pozostają niewidoczne w codziennej debacie politycznej.
Jeżeli w ciągu jednego pokolenia gwałtownie rośnie liczba dzieci otrzymujących imiona pochodzące z określonego kręgu kulturowego, oznacza to głęboką zmianę struktury społeczeństwa. Jeżeli równocześnie zanikają tradycyjne imiona związane z historią i religią kraju, mamy do czynienia nie tylko z przemianą demograficzną, lecz również kulturową.
Brexit nie był gromem z jasnego nieba
Jérôme Fourquet pokazuje, że polityka często pojawia się dopiero na końcu długiego łańcucha wydarzeń. Najpierw zmieniają się rodziny. Potem zmieniają się miasta. Następnie zmieniają się szkoły, miejsca pracy i media. Dopiero na końcu zmieniają się wyniki wyborów.
Najbardziej zapadającym w pamięć zdaniem wywiadu Fourqueta jest stwierdzenie, że Brexit był „uderzeniem gromu, ale nie był gromem na bezchmurnym niebie”.
To zdanie warto zapamiętać również w kontekście Francji. Wielu obserwatorów traktuje bowiem kolejne sukcesy francuskiej prawicy narodowej jako polityczną anomalię. Tymczasem Fourquet sugeruje zupełnie inną interpretację. Wyniki wyborów nie są przyczyną zmian. Są ich konsekwencją.
Jeżeli miliony obywateli zaczynają głosować inaczej niż ich rodzice, to najczęściej dlatego, że żyją już w innym społeczeństwie niż poprzednie pokolenie.
To właśnie dlatego wybory są często spóźnionym obrazem rzeczywistości.
Politycy walczą o głosy wyborców, ale znacznie rzadziej zastanawiają się nad tym, skąd biorą się nowe grupy wyborców i dlaczego zmieniają swoje zachowania.
Francja przeżywa podobny proces
Francja znajduje się dziś w punkcie, który pod wieloma względami przypomina Wielką Brytanię sprzed referendum brexitowego.
Od wielu lat zmienia się struktura społeczna kraju. Zmienia się geografia wyborcza. Zmienia się stosunek do migracji, bezpieczeństwa, integracji i tożsamości narodowej.
W swoich wcześniejszych pracach Fourquet opisywał Francję jako społeczeństwo „archipelagów”. Coraz mniej jest wspólnych doświadczeń, wspólnych wartości i wspólnych punktów odniesienia. Coraz więcej jest grup żyjących obok siebie, ale niekoniecznie razem.
To właśnie na tym tle należy analizować rywalizację między kandydatami, którzy już przygotowują się do wyborów prezydenckich w 2027 roku.
Jordan Bardella odwołuje się do części społeczeństwa, która uważa, że państwo utraciło kontrolę nad procesami zachodzącymi we Francji.
Gabriel Attal coraz częściej akcentuje kwestie bezpieczeństwa i porządku publicznego.
Bruno Retailleau buduje swoją pozycję wokół tematów tożsamościowych i państwowych.
Z kolei Jean-Luc Mélenchon proponuje odpowiedź opartą na mobilizacji elektoratu lewicowego i wielkomiejskiego.
Każdy z nich reprezentuje inną odpowiedź na te same przemiany społeczne.
Dlaczego rok 2027 będzie ważniejszy niż jedna kampania?
Wybory prezydenckie we Francji w 2027 roku nie będą jedynie konkursem osobowości. Będą testem tego, jak bardzo zmieniło się francuskie społeczeństwo od początku XXI wieku. Będą również sprawdzianem dla instytucji V Republiki, które przez dziesięciolecia zapewniały stabilność polityczną kraju.
Tak jak Brexit stał się momentem ujawnienia brytyjskich napięć społecznych, tak wybory 2027 roku mogą stać się momentem ujawnienia wszystkich przemian, które przez lata zachodziły we Francji.
Dlatego analiza kandydatów, programów i sondaży pozostaje ważna. Jeszcze ważniejsze jest jednak zrozumienie procesów, które dzieją się głębiej. Bo historia najczęściej przebiega według tego samego schematu.
Najpierw zmienia się społeczeństwo. Potem przychodzą wybory.
Arkadiusz Jordan
Paryż





