Czy Rosja uderzy w państwa bałtyckie? „Putin testuje NATO”

zagrożenie Rosji państwa bałtyckie

Państwa bałtyckie nie postrzegają zagrożenia ze strony Rosji jako abstrakcyjnego. W analizie Céline Bayou – badaczki francuskiej uczelni Inalco specjalizującej się w krajach bałtyckich, która udzieliła wywiadu dziennikowi „Le Figaro” – wyłania się obraz regionu, który może stać się polem testu dla całego Zachodu.

Test NATO zaczyna się na Bałtyku

Diagnoza Céline Bayou jest jednoznaczna: „Władimir Putin najwyraźniej postanowił wystawić na próbę trwałość Sojuszu Atlantyckiego”.

To przesuwa ciężar analizy. Państwa bałtyckie – Estonia, Łotwa i Litwa – nie są jedynie peryferyjnym obszarem napięć, lecz potencjalnym miejscem, w którym sprawdzona zostanie wiarygodność NATO.

W tym kontekście zagrożenie nie ogranicza się do jednego scenariusza. Jak podkreśla badaczka, Rosja może sięgnąć zarówno po działania hybrydowe, jak i „konwencjonalną ofensywę przeciwko państwom bałtyckim”.

Historia, która nie została zamknięta

Źródła napięcia mają charakter strukturalny. Rosja nie akceptuje ani odzyskania niepodległości przez państwa bałtyckie po upadku ZSRR, ani ich wejścia do NATO w 2004 roku, postrzeganego jako zagrożenie dla własnych granic.

Jednocześnie Kreml od lat buduje narrację wokół mniejszości rosyjskojęzycznych w Estonii i na Łotwie. „Rosyjski prezydent od wielu lat twierdzi, że te populacje są źle traktowane” i sugeruje możliwość działania w ramach „polityki rodaków”. To mechanizm, który – w warunkach napięcia – może stać się uzasadnieniem dla interwencji.

Bezpieczeństwo państw bałtyckich opiera się na NATO, które od 2017 roku utrzymuje tam kontyngenty o znaczeniu symbolicznym i operacyjnym.

Słabości, które mogą zostać wykorzystane

W analizie Céline Bayou szczególne znaczenie mają zarówno ograniczone zdolności militarne państw bałtyckich, jak i ich niewielka głębokość strategiczna.

Najbardziej wrażliwym punktem pozostaje Przesmyk Suwalski, którego przejęcie mogłyby odciąć region od reszty Europy. „Wystarczyłoby kilka czołgów, by Moskwa przejęła nad nim kontrolę. NATO znalazłoby się wówczas w sytuacji, w której nie byłoby w stanie zapewnić im zaopatrzenia drogą lądową, podczas gdy rosyjskie zdolności wojskowe rozmieszczone w Kaliningradzie utrudniałyby przerzut wsparcia drogą powietrzną lub morską” – ocenia Céline Bayou.

Równolegle istnieje ryzyko działań punktowych w regionach przygranicznych z dużym odsetkiem ludności rosyjskojęzycznej, takich jak Narwa, Daugavpils czy Zilupe.

Zagrożenie ze strony Rosji bez jednej formy

Analiza Céline Bayou prowadzi do wniosku, że zagrożenie ze strony Rosji nie ma jednego wymiaru ani jednej osi.

Jest procesem – od presji informacyjnej po możliwość eskalacji militarnej.

W tym sensie państwa bałtyckie znajdują się w sytuacji, w której każdy scenariusz pozostaje otwarty, a każdy z nich testuje spójność Zachodu.

Arkadiusz Jordan

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 18 kwietnia 2026