Wybory samorządowe przewróciły krajobraz polityczny Francji [Nathaniel GARSTECKA]

zakończenie wyborów samorządowych

Zgodnie z przewidywaniami zakończenie wyborów samorządowych zapowiadało początek kampanii do wyborów prezydenckich. Ledwie ogłoszono wyniki drugiej tury w Paryżu, Marsylii, Nicei czy Nîmes, główne media i partie polityczne natychmiast rozpoczęły debaty z myślą o 2027 roku. Trzy główne tematy zajmują obecnie umysły.

.Po pierwsze, kwestia sojuszy na lewicy, zwłaszcza między LFI a tak zwaną „umiarkowaną” lewicą (o ile można określić ekologów i komunistów mianem umiarkowanych). Presja na Oliviera Faure’a stała się nie do zniesienia, a on sam jest rozdarty między potrzebami wyborczymi a wezwaniami do przestrzegania podstawowych zasad moralnych. Wynik „porozumień technicznych” między LFI, PS i Zielonymi w wyborach samorządowych jest mieszany, co może świadczyć o wrogiej reakcji części lewicowych wyborców. Strategię „zjednoczenia przeciwko faszyzmowi” coraz trudniej uzasadnić, biorąc pod uwagę skandale dotykające partię Jean-Luca Mélenchona. Czy we Francji tworzy się odwrócony „front republikański”?

Po drugie, przyszłość macronizmu. Kto przejmie dziedzictwo ustępującego prezydenta? Kto przejmie bilans dekady Macrona? Kto przyjmie etykietkę „En Marche” („Renaissance”) w wyborach prezydenckich, ryzykując uzyskanie wyniku gorszego od wskaźnika popularności głowy państwa (18 proc. według barometru „Figaro” z marca 2026 r.)? Nawet kandydat, który wstępnie wydawał się naturalnym wyborem bloku centrowego, Édouard Philippe, stopniowo dystansuje się od tego kłopotliwego ciężaru. Renaissance zyskuje wprawdzie poparcie w niektórych małych i średnich miastach, ale zdołała zdobyć tylko Bordeaux jako duże miasto, dzięki byłemu ministrowi Thomasowi Cazenave’owi i sojuszowi w pierwszej turze wyborów obejmującemu całe centrum i centroprawicę (a więc z LR). Ta wzajemna zależność między partią prezydencką a Republikanami brzmi bardziej jak przekleństwo niż szansa na przyszłość.

Wreszcie, i to właśnie tutaj debaty są najostrzejsze, koncepcja unii prawicy powraca z impetem. Mówią o tym wszystkie partie, od Republikanów z centroprawicy po Reconquête z prawicowej prawicy. Mówiąc dokładniej, to idea wielkich otwartych prawyborów na prawicy zajmuje umysły. David Lisnard, ogłaszając zamiar wycofania się z Republikanów, wezwał do tych prawyborów, co wydaje się odrzucać Bruno Retailleau, szef partii. Ten ostatni oczywiście pragnie zostać wyznaczony na kandydata bez konieczności przechodzenia przez prawybory. Éric Zemmour, przewodniczący Reconquête, od lat zachęca do zbliżenia między głównymi ruchami prawicowymi, na razie bez większego powodzenia, poza dołączeniem Érica Ciottiego do Rassemblement National Marine Le Pen i Jordana Bardelli. Wyborcy natomiast domagają się takiego sojuszu: 79 proc. sympatyków prawicy opowiada się za porozumieniami wyborczymi między swoimi partiami w celu pokonania radykalnie lewicowej La France Insoumise (badanie IPSOS z marca 2026 r.).

Na drodze do unii prawicy stoją jednak dwie przeszkody. Pierwszą z nich jest lewe skrzydło partii Les Républicains (Jean-François Copé, Xavier Bertrand, Valérie Pécresse, Gérard Larcher). Drugą, i to znacznie poważniejszą, jest sam RN, którego linia polityczna wydaje się niejasna: Marine Le Pen odrzuca termin „prawica” i podkreśla swój lewicowy elektorat, Jordan Bardella nieporadnie waha się między poparciem lokalnych porozumień a ich krytyką, Marion Maréchal i Éric Ciotti wzywają do zjednoczenia prawicy pomimo sprzeciwu Marine Le Pen… jednocześnie krytykując decyzję Sarah Knafo o wycofaniu się z drugiej tury w Paryżu, aby centroprawica mogła spróbować pokonać lewicę. Jednak w drugiej turze wyborów prezydenckich, a następnie parlamentarnych, konieczne będzie stworzenie bloku przeciwko radykalnej lewicy.

.Debaty te będą nabierać na intensywności w miarę zbliżania się wyborów w 2027 roku, co jest całkowicie normalne. W tej politycznej bitwie brakuje tylko jednej ważnej postaci: Emmanuela Macrona. Wydaje się, że wszyscy już o nim zapomnieli, co jest symbolem porażki prezydentury, która miała być przecież rewolucyjna.

Nathaniel Garstecka
Tekst pochodzi z cotygodniowej kroniki prowadzonej w języku francuskim i polskim przez Autora w tygodniku „Gazeta na Niedzielę” [link]. Przedruk za zgodą redakcji.

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 27 marca 2026