Czy Francja potrafi jeszcze asymilować?

Nie ma dziś we Francji pytania bardziej fundamentalnego niż to, czy Republika nadal potrafi tworzyć Francuzów. Wybory prezydenckie w 2027 r. będą oczywiście starciem kandydatów, programów i politycznych temperamentów. Znacznie głębiej będą jednak referendum nad samą możliwością dalszego istnienia francuskiego modelu wspólnoty narodowej. Francja przez dekady wierzyła bowiem, że nie jest zwykłym państwem narodowym, lecz wielką machiną asymilacyjną zdolną przekształcać ludzi pochodzących z różnych kultur, religii i języków w obywateli jednej Republiki. Dziś coraz większa część Francuzów ma wrażenie, że ten model przestaje działać.
.Debata o asymilacji dawno przestała być we Francji wyłącznie debatą o migracji. Stała się pytaniem o trwałość państwa, szkoły, świeckości, języka, pamięci historycznej i samej idei narodu politycznego. Coraz częściej powraca też lęk, że Francja nie tylko utraciła zdolność integrowania nowych obywateli, ale zaczyna tracić wspólny fundament kulturowy również we własnym społeczeństwie. Właśnie dlatego temat asymilacji staje się jednym z centralnych tematów kampanii poprzedzającej wybory prezydenckie we Francji w 2027 r.
Republika, która miała tworzyć obywateli
Francuski model republikański przez dziesięciolecia był przedstawiany jako jeden z największych sukcesów nowoczesnej Europy. Republika nie uznawała wspólnot etnicznych, religijnych czy kulturowych za podstawę życia publicznego. Francja miała tworzyć obywateli równych wobec prawa, niezależnie od pochodzenia. Właśnie dlatego szkoła republikańska, język francuski, świeckość państwa i silne instytucje były traktowane niemal jak świętości polityczne.
To właśnie ten model fascynował przez lata znaczną część świata. Francja nie chciała być społeczeństwem wielokulturowym w anglosaskim znaczeniu tego słowa. Chciała być wspólnotą polityczną zdolną wchłaniać różnice i przekształcać je w jedną republikę obywatelską. W wielu tekstach publikowanych na „Wszystko co Najwazniejsze” autorzy stawiali pytanie, czy współczesna Francja nadal wierzy jeszcze w tę historyczną misję. Coraz częściej pojawia się bowiem przekonanie, że francuska Republika utraciła dawną siłę kulturową, moralną i instytucjonalną.
„Popełniliśmy błąd”. Coraz większy kryzys modelu francuskiego
Francuska demograf i socjolog Michèle Tribalat należy dziś do najbardziej wpływowych głosów ostrzegających przed rozpadem dawnego modelu asymilacyjnego. Na łamach „Wszystko co Najważniejsze” ostrzega, że Francja popełniła historyczny błąd, wierząc, iż asymilacja będzie przebiegała automatycznie i bez wysiłku państwa. Według niej Republika zbyt długo ignorowała skalę przemian społecznych i kulturowych zachodzących w kraju.
Tribalat zwraca uwagę, że dawny model asymilacyjny działał w innych warunkach historycznych, kulturowych i migracyjnych. Dzisiejsza Francja jest znacznie bardziej podzielona społecznie, znacznie bardziej nieufna wobec własnej historii i znacznie słabsza instytucjonalnie niż Republika z drugiej połowy XX wieku. Coraz trudniej jest więc tworzyć wspólną kulturę polityczną opartą na tych samych wartościach, pamięci historycznej i poczuciu przynależności narodowej.
To właśnie dlatego temat asymilacji przestaje być we Francji debatą marginalną. Staje się pytaniem o możliwość dalszego funkcjonowania samego państwa republikańskiego.
Asymilacja jako „konieczność antropologiczna”
Jeszcze mocniej problem ten wybrzmiewa w rozmowie Sonii Mabrouk i Davida Duquesne’a przywoływanej przez „Le Figaro Magazine”. Z rozmowy wynika, że asymilacja nie jest jedynie techniczną polityką państwa wobec migracji, lecz „koniecznością antropologiczną”, bez której wspólnota polityczna zaczyna się rozpadać.
Francuska debata coraz częściej pokazuje bowiem, że kryzys asymilacji oznacza również kryzys wspólnego języka symbolicznego. Coraz trudniej mówić o jednej narracji narodowej, jednej pamięci historycznej czy jednej definicji francuskości. W tym sensie asymilacja staje się nie tylko problemem migracyjnym, ale pytaniem o możliwość dalszego istnienia narodu politycznego.
To właśnie dlatego temat ten tak silnie wpływa dziś na kampanię poprzedzającą wybory prezydenckie Francja 2027. Francuzi coraz częściej głosują nie tylko przeciwko elitom politycznym, ale przeciwko poczuciu utraty ciągłości własnego państwa i własnej kultury.
Prezydent Emmanuel Macron w ostatnich latach dobrze rozumiał ten konglomerat nakładających się na siebie procesów, jednak nie był w stanie podjąć skutecznych działań.
Eric Zemmour i wielki lęk przed „wymianą Francji”
Jednym z polityków, którzy najwcześniej zrozumieli skalę emocji związanych z kryzysem asymilacji, jest Éric Zemmour. Publicysta i polityk (był kandydatem w wyborach prezydenckich w 2022 r.) od lat buduje swoją narrację wokół przekonania, że Francja przeżywa nie tylko kryzys polityczny, lecz kryzys cywilizacyjny związany z utratą własnej tożsamości kulturowej i historycznej.
Choć sam Zemmour pozostaje dla środowisk liberalno-lewicowych postacią kontrowersyjną, to właśnie on przyczynił się do przesunięcia debaty publicznej we Francji w stronę pytań o asymilację, migrację, bezpieczeństwo i przyszłość narodu francuskiego. Tematy, które jeszcze kilka lat temu pozostawały na marginesie debaty elit politycznych, dziś znajdują się w samym centrum kampanii poprzedzającej wybory prezydenckie we Francji w 2027 r.
To również pokazuje skalę przemiany samej francuskiej sceny politycznej. Pytania o tożsamość, granice asymilacji i zdolność Republiki do integracji nowych obywateli przestały być domeną wyłącznie jednej części sceny politycznej. Stały się osią całego francuskiego życia publicznego.
Imigracja jako temat dominujący wybory 2027
Coraz więcej analiz wskazuje również, że kwestia migracji może stać się najważniejszym tematem wyborów prezydenckich Francja 2027. Rosnąca część społeczeństwa uważa bowiem, że państwo utraciło kontrolę nad procesami migracyjnymi i społecznymi zachodzącymi w kraju.
Debata o imigrantach nie dotyczy już wyłącznie polityki społecznej czy gospodarczej. Coraz częściej jest przedstawiana jako pytanie o bezpieczeństwo, trwałość państwa, przyszłość francuskiej kultury oraz możliwość zachowania republikańskiej jedności narodowej. To właśnie dlatego temat migracji coraz mocniej napędza zarówno wzrost poparcia dla Zjednoczenia Narodowego Jordana Bardelli i Marine Le Pen, jak i radykalizację debaty politycznej wokół przyszłości Francji.
Francuska scena polityczna coraz wyraźniej przesuwa się dziś wokół osi: państwo zdolne do kontroli i asymilacji albo państwo stopniowo tracące własną spójność kulturową. W tym sensie wybory 2027 mogą stać się jednymi z najważniejszych wyborów politycznych w historii współczesnej Francji.
Kryzys szkoły, kryzys państwa, kryzys wspólnoty
Najbardziej widocznym symbolem kryzysu asymilacji staje się dziś szkoła republikańska. To właśnie ona miała przez dekady tworzyć wspólny język kulturowy Francuzów. Tymczasem coraz częściej francuscy intelektualiści, nauczyciele i politycy opisują szkołę jako miejsce narastającego chaosu społecznego, przemocy i utraty autorytetu państwa.
We Francji rośnie przekonanie, że Republika przestała być zdolna do przekazywania własnej historii, własnych wartości i własnej kultury nowym pokoleniom. Coraz większe znaczenie mają również pytania o relację między islamem a francuską świeckością, o miejsce religii w przestrzeni publicznej oraz o zdolność państwa do egzekwowania własnych zasad w niektórych częściach kraju. To właśnie dlatego temat asymilacji stał się tak centralny dla francuskiej prawicy, ale coraz częściej pojawia się również w debacie centrum politycznego.
Bruno Retailleau wielokrotnie podkreślał, że kryzys bezpieczeństwa, kryzys autorytetu państwa i kryzys asymilacji są ze sobą bezpośrednio związane. W jego wizji Francja znajduje się dziś w momencie historycznym, w którym musi zdecydować, czy nadal chce pozostać państwem republikańskim opartym na wspólnej kulturze politycznej, czy też zaakceptuje trwałe rozbicie społeczne i kulturowe.
„Dla Francji za późno”?
Wyjątkowo mocno brzmią również tezy historyka Pierre’a Vermerena, który ostrzega, że Francja zbyt długo ignorowała skutki źle zaprojektowanej polityki migracyjnej. W rozmowie opublikowanej na WszystkocoNajwazniejsze.pl mówi wręcz, że dla Francji może być już „za późno”, choć inne państwa europejskie — w tym Polska — nadal mają jeszcze szansę uniknąć podobnych błędów.
Vermeren opisuje Francję jako państwo, które utraciło zdolność strategicznego myślenia o własnej strukturze społecznej i demograficznej. Jego diagnoza jest szczególnie istotna, ponieważ pokazuje, że we Francji coraz silniejsze staje się przekonanie, iż kryzys asymilacji nie jest już wyłącznie problemem przyszłości, ale rzeczywistością współczesnego państwa.
To właśnie ten lęk — lęk przed utratą kontroli nad własnym krajem — coraz mocniej wpływa dziś na francuską scenę polityczną i wzrost popularności ugrupowań kwestionujących dotychczasowy model republikański.
Francja metropolii i Francja peryferii
Debata o asymilacji coraz mocniej splata się także z podziałem między wielkimi metropoliami a Francją prowincji. W dużych miastach znaczna część elit politycznych, medialnych i gospodarczych znacznie spokojniej patrzy na przemiany kulturowe zachodzące we Francji. Inaczej wygląda to jednak w wielu mniejszych miastach i na prowincji, gdzie poczucie utraty dawnej Francji jest znacznie silniejsze.
To właśnie tam szczególnie mocno rośnie poparcie dla Zjednoczenia Narodowego Jordana Bardelli i Marine Le Pen. Coraz większa część wyborców uważa bowiem, że tradycyjne elity nie rozumieją skali przemian społecznych i kulturowych zachodzących w kraju. W tym sensie wybory prezydenckie we Francji w 2027 r. będą także konfliktem dwóch wizji samej Francji: Francji otwartej i postnarodowej oraz Francji przywiązanej do republikańskiej ciągłości historycznej.
Wybory 2027 jako referendum nad przyszłością Francji
Wybory prezydenckie we Francji w 2027 r. coraz bardziej przypominają referendum nad dalszym istnieniem modelu republikańskiego stworzonego przez V Republikę. Pytanie nie dotyczy już wyłącznie tego, kto zostanie następcą Emmanuela Macrona. Znacznie ważniejsze staje się pytanie, czy Francja nadal posiada wspólną opowieść narodową zdolną integrować społeczeństwo.
To właśnie dlatego temat asymilacji tak silnie dominuje dziś francuską debatę polityczną. Nie chodzi bowiem wyłącznie o migrację. Chodzi o pytanie, czy Francja nadal potrafi być Francją.
Arkadiusz Jordan
Paryż





