Francja na rok przed wyborami 2027 szuka nowego porządku

Na mniej niż rok przed wyborami prezydenckimi Francja znajduje się w stanie głębokiego politycznego i społecznego napięcia. Kryzys bezpieczeństwa, migracja, zadłużenie państwa, kryzys szkoły, słabnąca gospodarka i narastające poczucie utraty kontroli nad kierunkiem kraju sprawiają, że wybory 2027 roku coraz bardziej przypominają referendum nad przyszłością samej Republiki.
.Komentując sytuację Francji na łamach „Journal du Dimanche”, Laurence Ferrari stawia pytanie brutalnie proste: czy Francja rzeczywiście weszła w okres historycznego osłabienia?
Jej diagnoza opisuje państwo sparaliżowane politycznie, z ponownie rosnącym bezrobociem (+8,1 proc. aktywnych zawodowo w pierwszym kwartale 2026 roku), kryzysem produktywności, kryzysem finansów publicznych i pierwszym od 1945 roku ujemnym bilansem demograficznym (po raz pierwszy od 1945 roku Francja odnotowała w 2025 roku ujemny przyrost naturalny, czyli więcej zgonów niż narodzin).
Ale to właśnie kwestia migracyjna coraz wyraźniej staje się osią francuskiej kampanii prezydenckiej.
Migracja stała się centralnym tematem wyborów
Laurence Ferrari przypomina liczby, które coraz mocniej wpływają na francuską debatę publiczną: „od 2017 roku Francja przyjmowała każdego roku średnio od 300 do 500 tysięcy legalnych imigrantów, według oficjalnych danych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych”. Dodaje również, że „żaden premier nie potrafił lub nie chciał spowolnić tego tempa”.
To właśnie wokół tych danych buduje dziś swoją narrację zarówno Jordan Bardella, Marine Le Pen, jak i Éric Zemmour. Dla dużej części francuskiej prawicy problem migracji przestał być jedynie jednym z tematów społecznych. Stał się symbolem utraty kontroli państwa nad własnym terytorium, granicami i zdolnością integracyjną Republiki.
Laurence Ferrari przypomina także stanowisko byłej premier Élisabeth Borne, która uzasadniała utrzymywanie wysokiego poziomu migracji potrzebami rynku pracy i opowiadała się za legalizacją części nielegalnych migrantów pracujących już we Francji. To właśnie ten typ polityki coraz częściej staje się przedmiotem gwałtownego politycznego sporu.
Coraz ważniejsze staje się pytanie, jak głosuje Francja
Na łamach „Wszystko co Najważniejsze” Nathaniel Garstecka analizował już zjawisko coraz większego znaczenia elektoratów pochodzenia migracyjnego dla francuskiego życia politycznego. Pokazywał, że zmiany demograficzne wpływają nie tylko na strukturę społeczną kraju, lecz także na geografię wyborczą i strategie polityczne poszczególnych partii.
To właśnie dlatego temat migracji nie ogranicza się dziś we Francji wyłącznie do kwestii bezpieczeństwa czy rynku pracy. Coraz częściej staje się pytaniem o przyszłą strukturę społeczną kraju, model republiki i długoterminowy kierunek cywilizacyjny państwa.
Dla części prawicy wybory 2027 roku będą więc nie tyle sporem o program gospodarczy, ile głosowaniem nad tym, czym Francja ma być za jedno lub dwa pokolenia.
Jordan Bardella próbuje połączyć bezpieczeństwo z gospodarką
Zjednoczenie Narodowe dobrze rozumie jednak, że sama migracja nie wystarczy do zwycięstwa. Jordan Bardella coraz częściej mówi również o sile nabywczej, pracy, przedsiębiorczości i ochronie poziomu życia klas średnich oraz ludowych.
To bardzo ważna zmiana. RN stara się dziś przedstawiać siebie nie jako partię protestu, lecz jako możliwą partię rządzenia. W tekstach linii Francja 2027 we „Wszystko co Najważniejsze” analizowaliśmy już, że Bardella próbuje budować obraz polityka zdolnego jednocześnie do twardej polityki migracyjnej i obrony społecznej stabilności Francuzów.
To właśnie dlatego część francuskiego centrum coraz bardziej obawia się scenariusza, w którym Jordan Bardella lub Marine Le Pen zdołają połączyć elektorat bezpieczeństwa z elektoratem siły nabywczej.
Éric Zemmour chce uczynić wybory wojną tożsamościową
Jeszcze dalej idzie Éric Zemmour. W wywiadzie dla „Le Figaro” przedstawia wybory 2027 jako starcie „Francji wiecznej” z „nową Francją” Jean-Luka Mélenchona.
Zdaniem Zemmoura prawdziwy konflikt nie przebiega dziś między prawicą a lewicą w dawnym sensie, lecz między modelem narodowym a modelem wielokulturowym. To właśnie dlatego kwestie migracji, islamu, szkoły, bezpieczeństwa i tożsamości stają się coraz bardziej centralne.
Zemmour uważa, że Marine Le Pen popełnia błąd, próbując budować konflikt głównie społeczny i gospodarczy. Jego zdaniem Francja wchodzi w epokę starcia cywilizacyjnego.
Kryzys centrum po Emmanuelu Macronie
Drugim wielkim pytaniem przed zbliżającymi się wyborami prezydenckimi 2027 roku pozostaje przyszłość obozu centrowego po Emmanuelu Macronie. Laurence Ferrari opisuje prezydenta coraz bardziej osłabionego wewnętrznie i pozbawionego realnej większości politycznej.
To właśnie dlatego centrum rozpaczliwie szuka dziś nowego przywódcy. Najczęściej wymienianym nazwiskiem pozostaje były premier Édouard Philippe, który próbuje przedstawiać siebie jako kandydata stabilności państwowej i kompetencji.
Coraz większą aktywność wykazuje również inny były premier Gabriel Attal, próbujący przekonać wyborców, że młodsze pokolenie obozu Macrona może jeszcze zatrzymać marsz prawicy.
Problem polega jednak na tym, że Francuzi coraz mniej oczekują technokratycznego zarządzania, a coraz bardziej politycznej ochrony: granic, bezpieczeństwa, poziomu życia i narodowej ciągłości.
Jean-Luc Mélenchon mobilizuje „nową Francję”
Równocześnie na skrajnej lewicy lider LFI Jean-Luc Mélenchon pozostaje centralną postacią francuskiej lewicy i jednym z najważniejszych aktorów przyszłych wyborów.
Mélenchon buduje swoją siłę wokół wielkich miast, młodszych wyborców, środowisk imigracyjnych oraz radykalnej lewicy kulturowej. Dla jego przeciwników symbolizuje właśnie „nową Francję”, o której mówi Éric Zemmour.
To sprawia, że wybory 2027 roku coraz bardziej przypominają konflikt nie tyle programów gospodarczych, ile dwóch wizji samego narodu francuskiego.
Francja szuka dziś nie tylko programu lecz także poczucia kontroli
Najważniejszy wniosek płynący z tekstu Laurence Ferrari podsumowującego obraz kraju na rok przed wyborami prezydenckimi 2027 roku jest prosty: Francuzi są zmęczeni samymi diagnozami. Oczekują odpowiedzi.
Migracja, bezpieczeństwo, gospodarka, zadłużenie, demografia, szkoła i pytanie o tożsamość tworzą dziś jedną wielką debatę o przyszłości Francji. Coraz więcej wyborców ma poczucie, że kraj utracił zdolność kontrolowania własnego kierunku rozwoju.
Właśnie dlatego wybory prezydenckie we Francji w 2027 roku mogą okazać się czymś znacznie większym niż zwykłą zmianą lokatora Pałacu Elizejskiego. Coraz bardziej przypominają próbę odpowiedzi na pytanie, jaki nowy porządek polityczny i cywilizacyjny Francja chce zbudować po epoce Emmanuela Macrona.
Arkadiusz Jordan
Paryż





