Dlaczego dług publiczny może stać się jednym z głównych tematów wyborów we Francji 2027?

Na niespełna rok przed wyborami prezydenckimi we Francji coraz więcej uwagi przyciągają nie tylko sondaże, nazwiska kandydatów czy spory dotyczące migracji, lecz także stan finansów publicznych państwa. Francja wchodzi bowiem w kampanię wyborczą z zadłużeniem przekraczającym 115 proc. PKB. Jednocześnie coraz częściej pojawia się pytanie, czy źródłem problemu są wyłącznie decyzje kolejnych rządów, czy także sposób funkcjonowania francuskiej gospodarki w ramach strefy euro. Tę debatę otworzył niedawno Jean-Pierre Robin na łamach „Le Figaro”, a podobne pytania od lat stawia na łamach „Wszystko co Najwazniejsze” ekonomista Stefan Kawalec.
Francja zadłużała się szybciej niż niemal cała Europa
W rozmowie podsumowującej swoją działalność François Villeroy de Galhau, kończący misję prezesa Banque de France, zwrócił uwagę na fakt, który trudno zignorować. Od 2010 roku zadłużenie publiczne całej strefy euro pozostawało zasadniczo stabilne w relacji do PKB. W tym samym czasie we Francji wzrosło ono o około trzydzieści punktów procentowych.
Jean-Pierre Robin zauważa, że przez niemal trzy dekady funkcjonowania wspólnej waluty Francja należała do państw najrzadziej przestrzegających reguły ograniczającej deficyt budżetowy do poziomu 3 proc. PKB. Spośród dwudziestu siedmiu lat istnienia euro wymóg ten został spełniony jedynie siedem razy.
Autor tekstu w „Le Figaro” przypomina również, że średni roczny deficyt wynosił 5,5 proc. PKB podczas prezydentury Nicolasa Sarkozy’ego, 3,6 proc. za François Hollande’a i ponad 5 proc. za rządów Emmanuela Macrona.
Dla części ekonomistów nie jest to już problem techniczny. To problem polityczny, który może znaleźć się w samym centrum kampanii prezydenckiej.
Euro nie stworzyło kryzysu. Euro ujawniło jego skalę
Najciekawsza teza artykułu Jean-Pierre’a Robina w „Le Figaro” nie polega na krytyce euro. Wręcz przeciwnie. Autor podkreśla, że odpowiedzialność za obecną sytuację nie wynika z samej wspólnej waluty, ale z tego, jak Francja funkcjonowała po jej przyjęciu.
Podobną argumentację od wielu lat przedstawia Stefan Kawalec na łamach „Wszystko co Najważniejsze”. W jego ocenie wspólna waluta może dobrze funkcjonować jedynie wtedy, gdy gospodarki uczestniczące w unii walutowej zachowują porównywalną konkurencyjność i zdolność dostosowywania się do zmian gospodarczych.
Przed wprowadzeniem euro państwa traciły konkurencyjność, ale mogły reagować poprzez dewaluację własnej waluty. Po wejściu do strefy euro ten mechanizm przestał istnieć.
Stefan Kawalec wielokrotnie zwracał uwagę, że państwa tracące konkurencyjność nie mogą już przywracać równowagi poprzez zmianę kursu walutowego. Muszą dokonywać znacznie trudniejszych reform wewnętrznych dotyczących rynku pracy, wydajności gospodarki i finansów publicznych.
To właśnie ten mechanizm opisuje również Jean-Pierre Robin.
Niemcy reformowały. Francja zwiększała wydatki
Autor przypomina symboliczny moment początku XXI wieku. W styczniu 2000 roku rząd Lionela Jospina wprowadzał 35-godzinny tydzień pracy. W tym samym czasie rząd Gerharda Schrödera rozpoczynał reformy rynku pracy, które później stworzyły przewagę konkurencyjną niemieckiej gospodarki.
W efekcie udział przemysłu w gospodarce Francji systematycznie malał. Obecnie odpowiada on za około 12 proc. PKB, podczas gdy w Niemczech pozostaje znacznie wyższy.
Stefan Kawalec wskazuje, że właśnie takie różnice stają się szczególnie niebezpieczne w ramach wspólnej waluty. Gospodarki bardziej konkurencyjne umacniają swoją pozycję, podczas gdy słabsze coraz częściej kompensują utracone przewagi wzrostem wydatków publicznych.
W przypadku Francji oznaczało to stopniowy wzrost zadłużenia.
Państwo coraz częściej zastępowało reformy
Jean-Pierre Robin opisuje mechanizm, który może okazać się jednym z najważniejszych tematów wyborów prezydenckich.
Francja nie mogła już dewaluować waluty. Zamiast tego państwo zaczęło finansować rozbudowane systemy wsparcia dla przedsiębiorstw i pracowników.
Ulgi składkowe dotyczące najniższych wynagrodzeń kosztują dziś około 76 miliardów euro rocznie. Kolejne miliardy pochłaniają programy wspierające siłę nabywczą gospodarstw domowych.
Powstało błędne koło. Aby utrzymać konkurencyjność gospodarki, państwo zwiększało wydatki. Aby finansować te wydatki, zwiększało zadłużenie. Rosnący dług ograniczał z kolei możliwości przyszłych reform.
To właśnie ten mechanizm sprawia, że kwestia długu publicznego przestaje być problemem ekonomistów, a staje się problemem wyborczym.
Jordan Bardella, Bruno Retailleau, Édouard Philippe i Jean-Luc Mélenchon proponują różne odpowiedzi
Wybory prezydenckie 2027 roku mogą być pierwszymi od wielu lat, w których pytanie o finanse publiczne stanie się jednym z głównych tematów kampanii.
Jordan Bardella i Zjednoczenie Narodowe argumentują, że część problemów wynika z kosztów migracji, utraty kontroli nad polityką gospodarczą oraz osłabienia francuskiej produkcji. Odpowiedzią ma być – wpisana do programu Zjednoczenia Narodowego – odbudowa suwerenności gospodarczej i ochrona rynku krajowego.
Bruno Retailleau coraz częściej buduje swoją pozycję wokół przywrócenia dyscypliny finansów publicznych. Jego wystąpienia pokazują, że prawica republikańska chce uczynić z redukcji deficytu jeden z głównych tematów kampanii.
Édouard Philippe prezentuje się jako kandydat odpowiedzialności budżetowej i stopniowych reform mających przywrócić równowagę finansom państwa bez gwałtownych wstrząsów społecznych.
Z kolei Jean-Luc Mélenchon oraz radykalna lewica proponują dalsze zwiększanie wydatków publicznych, argumentując, że państwo powinno aktywnie chronić społeczeństwo przed skutkami globalizacji i nierówności społecznych.
Wszystkie te propozycje różnią się niemal we wszystkim. Łączy je jedno. Każda musi odpowiedzieć na pytanie, jak zarządzać państwem, którego dług publiczny przekracza dziś 115 proc. PKB.
Kampania 2027 może stać się referendum nad francuskim modelem gospodarczym
Debata o długu publicznym jest w rzeczywistości debatą o czymś znacznie większym. To spór o to, czy Francja powinna kontynuować model oparty na wysokich wydatkach publicznych, czy też przeprowadzić reformy pozwalające odzyskać konkurencyjność gospodarki w ramach strefy euro.
Jean-Pierre Robin pokazuje w „Le Figaro”, że problem ten narasta od ponad dwóch dekad. Stefan Kawalec od lat ostrzega, że wspólna waluta bez odpowiednich reform może prowadzić do coraz głębszych nierównowag gospodarczych.
Niezależnie od tego, kto znajdzie się w drugiej turze wyborów prezydenckich, przyszły gospodarz Pałacu Elizejskiego będzie musiał zmierzyć się z tym samym pytaniem: jak zatrzymać wzrost zadłużenia, nie osłabiając jednocześnie francuskiej gospodarki i francuskiego modelu społecznego?
To właśnie dlatego dług publiczny może stać się jednym z najważniejszych tematów wyborów prezydenckich 2027 roku.
Arkadiusz Jordan
Paryż






