Czy Jean-Luc MÉLENCHON może wejść do drugiej tury wyborów 2027?

Kiedy Jean-Luc Mélenchon rozpoczął kampanię prezydencką przed wyborami 2027 roku podczas wielkiego wiecu w Saint-Denis, wielu komentatorów skupiło się na jego przemówieniu, symbolach i programowych deklaracjach. Tymczasem najważniejsze pytanie może brzmieć zupełnie inaczej.
.Nie chodzi już o to, kim naprawdę jest Jean-Luc Mélenchon. Pytanie brzmi, czy lider La France Insoumise rzeczywiście może po raz czwarty z rzędu znaleźć się w centrum francuskiej kampanii prezydenckiej i ponownie walczyć o wejście do drugiej tury.
Jeszcze kilka miesięcy temu wielu obserwatorów zakładało, że francuska lewica będzie szukała nowego przywództwa. Pojawiały się nazwiska Raphaëla Glucksmanna, François Hollande’a, Marine Tondelier czy Fabiena Roussela. Jednak im bliżej wyborów prezydenckich 2027 roku, tym bardziej widoczne staje się zjawisko, które może przesądzić o całej kampanii.
Jean-Luc Mélenchon pozostaje jedynym politykiem lewicy posiadającym prawdziwą machinę wyborczą.
Jean-Luc Mélenchon ma coś, czego nie mają jego rywale
We współczesnych wyborach prezydenckich rozpoznawalność jest walutą polityczną. Pod tym względem lider La France Insoumise znajduje się w sytuacji wyjątkowej.
Przez kilkanaście lat uczestniczył w kolejnych kampaniach ogólnokrajowych. Był kandydatem Frontu Lewicy. Następnie trzykrotnie reprezentował La France Insoumise. Stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci francuskiego życia politycznego.
Większość Francuzów zna jego nazwisko. Większość Francuzów wie, jakie poglądy reprezentuje. Większość Francuzów potrafi wymienić przynajmniej kilka jego najważniejszych postulatów.
To przewaga, której nie posiada dziś żaden inny polityk lewicy. Raphaël Glucksmann jest znacznie mniej rozpoznawalny. Marine Tondelier pozostaje politykiem kojarzonym głównie przez wyborców ekologicznych. Olivier Faure nie zdołał zdobyć szerokiej rozpoznawalności mimo wielu lat kierowania Partią Socjalistyczną. Fabien Roussel pozostaje liderem ugrupowania, którego wpływy od lat są ograniczone.
W rezultacie Mélenchon wchodzi do kampanii z przewagą, której nie sposób zbudować w ciągu kilku miesięcy.
Dlaczego podziały lewicy pomagają Mélenchonowi?
Paradoksalnie największym sprzymierzeńcem Jean-Luca Mélenchona może okazać się sama francuska lewica.
Od kilku lat kolejne próby stworzenia wspólnego projektu kończą się niepowodzeniem. Partia Socjalistyczna nie odzyskała pozycji utraconej po katastrofalnych wyborach 2017 roku. Ekolodzy pozostają podzieleni. Komuniści próbują zachować własną tożsamość. Place Publique Raphaëla Glucksmanna nie posiada rozbudowanych struktur terenowych.
Każda z tych formacji posiada własnych liderów, własne ambicje i własne interesy polityczne. To oznacza ryzyko rozproszenia głosów.
Mélenchon doskonale rozumie tę sytuację. Dlatego rozpoczął kampanię tak wcześnie. Nie czeka na decyzje konkurentów. Nie czeka na prawybory. Nie czeka na porozumienie lewicy. Próbuje narzucić wszystkim prostą logikę. Najpierw jest kandydat.
Dopiero później pojawia się pytanie, kto będzie próbował go zatrzymać.
Czy Raphaël Glucksmann może odebrać mu pozycję lidera lewicy?
To jedno z najważniejszych pytań kampanii.
Raphaël Glucksmann osiągnął dobry wynik w wyborach europejskich i wielu obserwatorów widziało w nim potencjalnego lidera nowej umiarkowanej lewicy. Problem polega jednak na tym, że sukces europejski nie zawsze przekłada się na wybory prezydenckie. W wyborach do Parlamentu Europejskiego głosuje się na listy. W wyborach prezydenckich głosuje się na człowieka. To zupełnie inna logika.
Mélenchon posiada przewagę doświadczenia, struktur i rozpoznawalności. Glucksmann posiada przewagę wizerunkową wśród części wyborców centrolewicowych. Nie jest jednak oczywiste, czy wystarczy to do przejęcia całego elektoratu lewicy. Tym bardziej że kampania prezydencka wymaga nie tylko popularności medialnej, lecz również tysięcy działaczy, setek lokalnych spotkań i sprawnej organizacji.
Pod tym względem La France Insoumise pozostaje najsilniejszą formacją po lewej stronie sceny politycznej.
Dlaczego Mélenchon mówi już o drugiej turze?
Podczas wiecu w Saint-Denis można było odnieść wrażenie, że Jean-Luc Mélenchon prowadzi kampanię nie tylko przed pierwszą, ale już przed drugą turą wyborów. To nie jest przypadek.
Lider La France Insoumise zdaje się zakładać, że jego najważniejszym przeciwnikiem nie będzie kandydat socjalistów ani ekologów. Jego przeciwnikiem ma być Zjednoczenie Narodowe, a więc Marine Le Pen lub Jordan Bardella.
W tym sensie cała strategia Mélenchona opiera się na prostym założeniu.
Jeżeli lewica pozostanie podzielona, a centrum nie wystawi jednego dominującego kandydata, wówczas walka o drugą turę może rozegrać się pomiędzy kandydatem La France Insoumise a kandydatem Zjednoczenia Narodowego.
To właśnie dlatego w jego wystąpieniach coraz częściej pojawia się język wielkich sporów historycznych.
Nie chodzi już wyłącznie o gospodarkę. Nie chodzi wyłącznie o kwestie społeczne.
Chodzi o przedstawienie wyborów 2027 roku jako starcia dwóch wizji Francji.
Czy Jean-Luc Mélenchon ma jeszcze czas?
Jest jednak pytanie, którego nie sposób pominąć. Jean-Luc Mélenchon przekroczył siedemdziesiąty rok życia. Wybory prezydenckie odbywają się co pięć lat. W praktyce oznacza to, że kampania 2027 roku może być jego ostatnią kampanią prezydencką.
To nadaje całemu przedsięwzięciu szczególny charakter.
Dla wielu polityków kampania jest etapem kariery. Dla Jean-Luca Mélenchona może być politycznym zwieńczeniem kilkudziesięciu lat działalności publicznej. Dlatego rozpoczął ją wcześniej niż większość konkurentów. Dlatego próbuje narzucić własny rytm debacie publicznej.
I dlatego stara się przekonać wyborców, że wybór pomiędzy nim a prawicą jest scenariuszem najbardziej prawdopodobnym.
Największy problem Mélenchona
Największym problemem lidera La France Insoumise nie jest dziś organizacja kampanii. Nie jest nim również brak rozpoznawalności.
Największym problemem pozostaje pytanie, czy potrafi poszerzyć własny elektorat.
Mélenchon posiada wiernych zwolenników. Posiada sprawną organizację. Posiada doświadczenie.
Jednak aby wejść do drugiej tury wyborów prezydenckich 2027 roku, będzie musiał przekonać także tych wyborców, którzy przez lata odnosili się do niego z nieufnością.
To właśnie od odpowiedzi na to pytanie zależy przyszłość całej francuskiej lewicy. Bo wybory 2027 roku mogą okazać się nie tylko kolejną kampanią Jean-Luca Mélenchona. Mogą stać się ostatecznym testem jego politycznego projektu.
Arkadiusz Jordan
Paryż





