
Z dziejów serca Fryderyka Chopina
Z inicjatywy Towarzystwa Muzycznego urnę z sercem kompozytora wmurowano w lewy pierwszy filar górnego kościoła Świętego Krzyża w trzydziestą rocznicę śmierci kompozytora, w roku 1879. Stało się niekwestionowanym symbolem polskiej tożsamości narodowej – pisze Artur SZKLENER
.Fryderyk Chopin zmarł w Paryżu 17 października 1849 roku. Pogrzeb kompozytora miał niezwykle uroczysty charakter, pojawiła się na nim śmietanka towarzyska i artystyczna Paryża – ponad trzy tysiące osób na imienne zaproszenia i wielokrotnie więcej anonimowych paryżan. Kondukt pogrzebowy z kościoła św. Magdaleny na cmentarz Père-Lachaise otwierał książę Adam Czartoryski. W trakcie uroczystości wykonano Requiem Mozarta, co wymagało zgody arcybiskupa i świadczyło o tak dużej randze wydarzenia, że odnotowała to nawet polska prasa. Utwór ten miał wysoce symboliczne znaczenie – Mozart należał do wąskiego grona kompozytorów, których Chopin cenił najwyżej, wielokrotnie w rozmowach wskazywał jego dzieła jako niedościgniony wzór. A jednocześnie Msza żałobna d-moll stała się swoistym credo mistrza z Salzburga, co dopełniło znaczenia zarówno artystyczne, jak i religijne.
Zgodnie z prośbą kompozytora jego serce trafiło do Polski, co wynikało z kilku nakładających się na siebie okoliczności. Chopin nigdy nie przestał czuć się emigrantem, zgodnie z relacjami Ferenca Liszta jako najlepsze symboliczne określenie swojej twórczości wskazywał słowo „żal” – żal-tęsknotę za Polską, za domem, za najbliższymi i żal-smutek z powodu popowstaniowych losów i braku możliwości powrotu. Jego wolą było, by jego ciało spoczęło na Powązkach, obok grobów ojca i siostry Emilii. Jednak jak stwierdził – „Paskiewicz [Iwan Fiodorowicz Paskiewicz, rosyjski namiestnik Królestwa Polskiego w latach 1832–1856 – przyp. A.S.] nie pozwoli przewieźć mnie do Warszawy, więc zabierzcie przynajmniej moje serce”. Drugi powód miał charakter czysto medyczny – Chopin uważał, że główną przyczyną jego niedomagań zdrowotnych była poważna choroba serca, i prosił, by po śmierci poddać jego ciało autopsji dla celów naukowych.
Wśród historyków trwa od lat dyskusja, czy Chopin – podobnie jak jemu współcześni – bał się pogrzebania żywcem. Słynna karteczka z francuskim tekstem „Gdy mnie ten kaszel ostatecznie zadusi, wyjmijcie moje serce, bo nie chcę być pochowany żywcem” okazała się napisana ręką ojca kompozytora, więc jeśli wśród motywów Fryderyka był lęk tego typu, miał on utajony charakter.
.Z kolei dla Polaków przywiezienie serca Chopina do kraju od początku miało charakter symboliczny. Już za życia stał się on rodzajem wyidealizowanego reprezentanta narodu, zmuszonego do życia na obczyźnie, co miało poważne znaczenie w polskim dyskursie patriotycznym, bodaj najbardziej sugestywnie ujętym we lwowskim przemówieniu Ignacego Jana Paderewskiego, który stwierdził m.in.: „W nim się objawia cała nasza zbiorowa dusza”.
Powszechnie znana jest historia, zgodnie z którą siostra Chopina, Ludwika Jędrzejewiczowa, przewiozła serce kompozytora ukryte w falbanach sukni. Nie ma dziś jednak pewności, że jest to historia prawdziwa. Jedynym źródłem takiej wersji jest relacja Antoniego Jędrzejewicza – siostrzeńca kompozytora, spisana 50 lat później (sic!). Tymczasem już w listopadzie 1849 roku czytelnicy „Kuriera Warszawskiego” dowiedzieli się o woli kompozytora i zamiarze sprowadzenia jego serca do Polski. Ludwika wróciła do kraju na początku stycznia 1850 r., a „Kurier Warszawski” doniósł o dotarciu serca dopiero 17 marca, czyli 2 miesiące później: „Stosownie do życzenia ś.p. Szopena, jak o tem w swoim czasie donieśliśmy, serce jego z Paryża, gdzie dokonał życia, już przybyło na ziemię naszą”. Również już po powrocie Ludwiki do Warszawy dotarła oficjalna paczka zawierająca pamiątki po kompozytorze, przekazane rodzinie przez jego uczennicę i wielbicielkę Jane Stirling. Z dokumentu przewozowego wynika, że w paczce tej znajdowała się szkatuła z sercem, co by sugerowało, że cała historia o kontrabandzie była konfabulacją. Nie można jednak zupełnie wykluczyć, że Ludwika przemyciła sam słój, zostawiając ozdobną szkatułę w Paryżu, a tę w późniejszym czasie przesłała Jane Stirling. Byłoby to działanie bardzo ryzykowne, sprzeczne z przepisami restrykcyjnie regulującymi procedury przewozu zwłok z zagranicy, ale nie niemożliwe.
W Warszawie serce przez jakiś czas znajdowało się w domu Jędrzejewiczów, przy ul. Podwale, następnietrafiło do kościoła Świętego Krzyża, który był kościołem parafialnym rodziny Chopinów. Co ciekawe, spis parafian z roku 1791 jest pierwszym śladem pobytu ojca kompozytora – Mikołaja – w Warszawie. Miał wtedy 18 lat i mieszkał razem ze swymi polskimi opiekunami, państwem Weydlich, i w spisie widnieje jako Mikołaj Szotan, jednak nie ma dziś wątpliwości, że to o niego chodziło. W parafii Świętego Krzyża ochrzczone zostały dwie młodsze siostry Fryderyka: Izabela i Emilia. Stąd też m.in. wyruszył kondukt pogrzebowy Stanisława Staszica, który to pogrzeb mógł mieć wpływ na powstały wiele lat później marsz żałobny z Sonaty b-moll Chopina. Miejsce to miało zatem dla kompozytora szczególne znaczenie. Na początku XIX wieku był to też największy kościół Warszawy; to tam pochowano przywiezione z Lipska szczątki księcia Józefa Poniatowskiego, zatem ten wybór wydawał się oczywisty.
Nie jest dziś znana dokładna data przeniesienia serca do kościoła. Wspomniany już Antoni Jędrzejewicz relacjonował opóźnianie tego faktu przez duchownych. Głównym argumentem przeciwko budowie nagrobka w kościele górnym był fakt, iż Chopin był osobą świecką, choć być może nieformalny związek z rozwódką, jaką była George Sand, miał też pewne znaczenie. Ostatecznie doszło do zgody na umieszczenie serca w katakumbach, co zostało odnotowane w publikowanych źródłach w roku 1855, zatem musiało mieć miejsce przed tą datą. Prawdopodobnie nieefektowny sposób przechowywania urny uchronił ją od całkowitego zniszczenia w roku 1863, gdy w odwecie za nieudany zamach na rosyjskiego namiestnika Królestwa Polskiego Fiodora Berga wojska moskiewskie nie tylko splądrowały okoliczne mieszkania, niszcząc m.in. fortepian Chopina przechowywany przez jego młodszą siostrę Izabelę Barcińską, ale również dokonały grabieży w kościele Świętego Krzyża połączonej z profanacją zwłok w podziemiach. Ostatecznie z inicjatywy Towarzystwa Muzycznego urnę z sercem kompozytora wmurowano w lewy pierwszy filar górnego kościoła dopiero w trzydziestą rocznicę śmierci kompozytora, w roku 1879.
.W trakcie uroczystego koncertu charytatywnego zorganizowanego przez kompozytora Władysława Żeleńskiego, którego celem było zebranie funduszy na epitafium przeznaczone do górnego kościoła, zabrzmiało Requiem Mozarta, co dało impuls dla późniejszej tradycji wykonywania tego dzieła. Samo epitafium umieszczono tamże w roku 1880. Requiem Mozarta zabrzmiało pod sercem Chopina w roku 1935, z okazji 125. rocznicy urodzin kompozytora, której towarzyszyło wmurowanie nowej tablicy, z datą urodzin odpowiadającą metryce chrztu, czyli 22 lutego 1810 roku. Na pierwotnej tablicy widniała data 2 marca 1809 roku; dziś przyjmuje się, że Chopin urodził się 1 marca 1810 roku, ponieważ tego dnia Chopinowie obchodzili jego urodziny i tę datę podał osobiście, gdy prosił o przyjęcie do Towarzystwa Historyczno-Literackiego w Paryżu. Regularne wykonania Requiem Mozarta brzmią w kościele Świętego Krzyża od 1975 roku, od kiedy stały się częścią programu Konkursu Chopinowskiego. W trakcie ostatnich dekad są one organizowane rokrocznie przez Narodowy Instytut Fryderyka Chopina.
Wmurowanie nowej tablicy nie zakończyło jednak burzliwej historii serca Chopina, której najbardziej dramatyczny epizod miał dopiero nadejść. W trakcie powstania warszawskiego kościół Świętego Krzyża był obszarem zaciętych walk, z których zachowały się sprzeczne relacje, co sprawia, że historycy do tej pory nie są pewni rzeczywistego przebiegu wydarzeń, które ostatecznie doprowadziły do przekazania serca Chopina polskim władzom kościelnym. Kościół Świętego Krzyża został zdobyty przez powstańców w 23. dniu powstania (23 sierpnia 1944 roku), po podpaleniu go przez cofających się żołnierzy niemieckich. W polskich relacjach z tamtego czasu dominował niepokój o serce Chopina, lecz niebawem pojawiły się uspakajające informacje i zdjęcie, które wskazywało, że serce ocalało z pożaru, a tablica ochronna i epitafium nie uległy uszkodzeniu. Dwa tygodnie później (7 września) powstańcy zostali wyparci i – pomimo odmiennych informacji na ten temat – najprawdopodobniej nie zabrali serca ze sobą. Żołnierze niemieccy zapewne dopiero wtedy – a nie jeszcze przed 23 sierpnia (jak wynika z niektórych relacji) – rozbili tablicę i przekazali szkatułę do kwatery głównej. Tam generał von dem Bach postanowił sprokurować materiał propagandowy, wręczając przed obiektywami kamer serce kompozytora ks. arcybiskupowi Antoniemu Szlagowskiemu, który następnie ukrył je w Milanówku, gdzie przetrwało do końca wojny.
W tym czasie serce Chopina było już niekwestionowanym symbolem polskiej tożsamości narodowej, co po wojnie komuniści postanowili wykorzystać w celu legitymizacji swej władzy. Już 17 października 1945 roku, a więc w kolejną rocznicę śmierci kompozytora, zorganizowali uroczysty powrót serca z Milanówka przez Żelazową Wolę do Warszawy. W uroczystościach wziął udział Bolesław Bierut, który osobiście odebrał serce od strony kościelnej. W starannie zainscenizowanej sekwencji wydarzeń przekaz propagandowy miał głosić, iż serce zostało przejęte przez reprezentanta narodu, by poprzez władze miasta trafić do młodzieży – studentów Konserwatorium Muzycznego i Wyższej Szkoły Muzycznej, którzy ostatecznie złożyli je z powrotem w kościele Świętego Krzyża. Całość miała charakter kościelno-państwowy, ceremonii towarzyszyły koncerty i uroczysta msza, w trakcie której homilię wygłosił znany polski muzykolog, ksiądz prof. Hieronim Feicht.
W 2014 roku doszło do badania stanu zachowania urny z sercem Chopina. Zdaniem specjalistów podobne preparaty po ok. stu pięćdziesięciu latach mogą ulec rozszczelnieniu, co prowadzi do ich szybkiej i bezpowrotnej degradacji, a tymczasem przez kilkadziesiąt lat nikt nie sprawdzał stanu tej bezcennej urny. W wyniku dość złożonej procedury z udziałem reprezentantów państwa i kościoła udało się dokonać nieinwazyjnego badania, w ramach którego oceniono stan zachowania naczynia i wykonano dokumentację fotograficzną. Stan preparatu okazał się wyjątkowo dobry, ubytek płynu konserwującego (alkoholu) bardzo nieznaczny, zatem uznano, że wystarczającym działaniem jest doszczelnienie wieka naczynia, i serce wróciło na swoje miejsce. Badanie to potwierdziło tezę o rozlicznych powikłaniach gruźliczych, w tym obejmujących samo serce, co wskazuje na gruźlicę jako główną przyczynę śmierci kompozytora.
.Serce Chopina należy okresowo sprawdzać, aby wykluczyć dalsze ubytki płynu, ewentualnie podjąć decyzję o nowym zabezpieczeniu, adekwatnym do rozwoju sytuacji. Trudno wykluczyć, że kiedyś w przyszłości może ono zostać wykorzystane jako źródło materiału do dalszych badań, jeśli naukowcy uznaliby to za jedyną możliwość odpowiedzi na kluczowe pytania dotyczące stanu zdrowia i przyczyn śmierci kompozytora. Przy założeniu pełnej zgodności z wszelkimi standardami etycznymi dotyczącymi ludzkich szczątków byłoby to wypełnieniem woli kompozytora, aby jego śmierć i jego serce mogły się przyczynić do rozwoju nauki.
Tekst ukazał się w nr 64 miesięcznika opinii „Wszystko co Najważniejsze” [PRENUMERATA: Sklep Idei LINK >>>]. Miesięcznik dostępny także w ebooku „Wszystko co Najważniejsze” [e-booki Wszystko co Najważniejsze w Legimi.pl LINK >>>].






