Czy Marine Le Pen ma szansę wygrać wybory prezydenckie?

Marine Le Pen ma szansę

Orzeczenie sądu apelacyjnego rodzi więcej pytań, niż daje odpowiedzi. Co prawda Marine Le Pen może dziś technicznie uważać się za potencjalną kandydatkę w wyborach prezydenckich 2027 roku i nawet już ogłosiła to publicznie, ale czy tak będzie również wiosną?

.Po katastrofalnym dla Marine Le Pen wyroku sądu pierwszej instancji – nałożono na nią karę 5 lat pozbawienia prawa do sprawowania funkcji publicznych z natychmiastowym zastosowaniem – a następnie po pozornie łagodniejszym wyroku apelacyjnym nadchodzi teraz postępowanie kasacyjne. Przewodnicząca frakcji parlamentarnej RN zamierza nadal głosić swoją niewinność, ale także opóźnić rozpoczęcie stosowania kary w postaci bransoletki elektronicznej. Według sędziów wyrok sądu kasacyjnego ma zapaść „najpóźniej w kwietniu 2027 r.”, co pozwoliłoby Marine Le Pen na swobodne prowadzenie kampanii przynajmniej do tego czasu.

Jednak nadal istnieją pewne wątpliwości. Po pierwsze, sąd kasacyjny mógłby utrzymać obowiązek noszenia przez Marine Le Pen bransoletki elektronicznej, co znacznie ograniczyłoby jej swobodę przemieszczania się i możliwości organizacyjne jako kandydatki prawicy aż do wyborów. W takim przypadku zwróciłaby się do sędziego o dalsze odroczenie terminu. Po drugie, mogłoby to postawić ją w sprzeczności z jej własnymi oświadczeniami, zgodnie z którymi nie mogłaby prowadzić kampanii wyborczej z bransoletką elektroniczną (oświadczenie z 25 lutego 2026 r. w BFM TV). Wreszcie, co by się stało, gdyby sędziowie sądu kasacyjnego nakazali przekazanie sprawy do nowego sądu apelacyjnego? Nawet jeśli nie podważyłoby to od razu uprawnienia Marine Le Pen do kandydowania, partia mogłaby być zmuszona do wyznaczenia Jordana Bardelli jako nowego kandydata ze względów wizerunkowych (i sondażowych?). Przyszłość kandydatury RN w wyborach prezydenckich pozostaje zatem niejasna.

To nie wszystko. Dla wielu działaczy tej dużej partii prawicowej kandydatura Jordana Bardelli była już przesądzona. Ten ostatni zaczął nawet wcielać się w rolę kandydata na prezydenta, o czym świadczy ujawnienie jego związku z księżniczką Marią Karoliną z rodu Burbonów Obojga Sycylii czy jego polityczna wizyta w Polsce (Jordan Bardella w Warszawie spotkał się m.in. z prezydentem Karolem Nawrockim). Mimo że jego wypowiedzi na temat ewentualnej kandydatury pozostawały ostrożne, można było jednak dostrzec pewną formę konkretnych przygotowań. Chociaż zwolennicy RN mieli mieszane opinie co do tego, kto byłby najlepszym kandydatem, to jednak wyłaniała się pewna preferencja dla młodego przewodniczącego grupy Patrioci dla Europy w Parlamencie Europejskim.

Jordan Bardella nie jest obciążony ani przeszłymi porażkami Frontu Narodowego, a następnie Zjednoczenia Narodowego w wyborach prezydenckich, ani nazwiskiem Le Pen, które dla wielu wyborców nadal stanowi czynnik zniechęcający do oddania głosu na prawicę. Reprezentuje on ponadto linię polityczną odmienną od linii Marine Le Pen: podczas gdy ta ostatnia jest zwolenniczką „obrony małych przed wielkimi” oraz „opozycji między patriotami a globalistami”, Jordan Bardella kładzie większy nacisk na tradycyjny podział „prawica kontra lewica”. Marine Le Pen zwraca się przede wszystkim do klas niższych i rozczarowanych lewicą, podczas gdy zadaniem Jordana Bardelli jest utrzymanie elektoratu prawicowego, konserwatywnego, a nawet liberalnego.

.Jednak członkowie i działacze RN wywodzą się przede wszystkim z prawicy i dlatego są bardziej zgodni ze stanowiskiem Jordana Bardelli, nawet jeśli Marine Le Pen wysunęła na pierwszy plan wielu kadrowców wiernych jej własnej linii. Cel jest jasny – wykorzystać oba elektoraty RN: populistyczny, socjalny i suwerenistyczny z jednej strony, konserwatywny, tożsamościowy i antyimigracyjny z drugiej. Aby położyć kres dyskusjom, partia wezwała do zjednoczenia się wokół Marine Le Pen. Zwrócono się również do partii sojuszniczych (UDR i IDL) o utworzenie wspólnego bloku.

Jordan Bardella powraca zatem do roli „kandydata na premiera” i musi pogodzić się z tym, że mówi się o nim, iż „nie jest jeszcze gotowy na prezydenta” (co być może nie jest nieprawdziwe). Jeśli jednak wiosną 2027 roku Marine Le Pen ostatecznie nie będzie mogła kandydować (z przyczyn prawnych lub moralnych), trzeba będzie ponownie wyjaśnić, że ten trzydziestolatek jest jednak gotowy i zdolny do objęcia urzędu prezydenta Republiki. Prawnicy i doradcy RN z pewnością zdają sobie sprawę z tej sytuacji i stoją przed delikatnym zadaniem wytyczenia jak najmniej ryzykownej drogi dla kampanii RN.

.To prowadzi nas do głównego pytania: czy Marine Le Pen może wygrać wybory prezydenckie? Przede wszystkim należy zachować ostrożność w obliczu obiecujących sondaży na korzyść kandydatki RN. Nie byłby to pierwszy raz, kiedy w wyborach prezydenckich osiągnęłaby gorszy wynik niż ten, który zapowiadały sondaże na rok przed wyborami. Ponadto nawet jeśli poziom niezadowolenia Francuzów wzrósł w trakcie drugiej kadencji Emmanuela Macrona, nie można opierać swojej kampanii wyłącznie na odrzuceniu obecnej władzy.

Tym bardziej że podobnie jak w 2017 roku, większość francuskich mediów zostanie zmobilizowana, aby w jak największym stopniu wypolerować kandydata centrowego (niezależnie od tego, czy będzie to Gabriel Attal, Édouard Philippe, czy ktoś inny). Już wtedy mediom udało się przekonać Francuzów, że Emmanuel Macron był kandydatem „nowym”, „poza systemem”, „bezpartyjnym” i z pewnością nieodpowiedzialnym za bilans kadencji François Hollande’a. Wielu zatem uważa, że to, co zadziałało w 2017 roku, zadziała ponownie w roku 2027.

Nie zapominajmy też, że Marine Le Pen będzie musiała prowadzić kampanię pod groźbą potencjalnie niekorzystnego wyroku, a także w trakcie ciągłych ataków mediów i przeciwników politycznych w związku z jej skazaniem w sprawie „asystentów parlamentarnych”. Debaty przed wyborami w 2022 roku zostały zdominowane przez wojnę na Ukrainie – czy te przed wyborami w 2027 roku zostaną zdominowane przez proces Marine Le Pen? To właśnie na to chce bez wątpienia postawić przywódca RN: zmobilizować wyborców wokół powszechnej nieufności wobec tego, co pisarz i prawicowy polityk Éric Zemmour nazywa „sędziowskim zamachem stanu”. Czy sama próbuje skierować debatę na swoją osobę, aby nie mówiono o gospodarce, imigracji, tożsamości i kwestiach międzynarodowych?

Pomóc Marine Le Pen mogłaby przeciętność konkurencji oraz brak entuzjazmu dla kandydata bloku centrowego. Potencjalnym ułatwieniem byłaby również druga tura wyborów przeciwko radykalnie lewicowemu Jean-Lukowi Mélenchonowi, w której to sytuacji RN mogłoby uchodzić za mniejsze zło (należy jednak uważać na utrzymującą się koncepcję „frontu republikańskiego”). Wreszcie Marine Le Pen mogłaby liczyć na większą świadomość ze strony Francuzów, że pilnie trzeba wyjść z kryzysów, które dotykają ich kraj od kilku dziesięcioleci.

Z drugiej strony niepewność prawna i moralny ciężar wyroku niewątpliwie osłabiłyby kandydaturę córki Jeana-Marie Le Pena. Do tego należałoby dodać ewentualną demobilizację części prawicowych wyborców, którzy mogliby zdecydować się na wstrzymanie się od głosu w drugiej turze, gdyby Marine Le Pen nie wysłała jasnego sygnału w kierunku innych prawicowych kandydatów. Rzeczywiście, Éric Zemmour bez wahania wezwał do głosowania na nią w drugiej turze w 2022 roku, pozbawiając się tym samym kart przetargowych na przyszłość. Nie jest pewne, czy w 2027 roku popełni ten sam błąd polityczny. Wreszcie, jak wspomniano powyżej, nie należy lekceważyć odporności „frontu republikańskiego”, będącego dziedzictwem intensywnej propagandy medialnej trwającej od 40 lat.

Czym jest „front republikański” – czytaj: „Front republikański we Francji. Czy nadal działa i czy zatrzyma prawicę w wyborach 2027?” [LINK]

.Atmosfera wokół wyborów prezydenckich w 2027 roku pozostanie zatem toksyczna jeszcze przez wiele miesięcy, a może nawet aż do samego końca kampanii. Może to wywołać demobilizację i zmęczenie, zarówno wśród mediów, jak i wyborców, a nawet działaczy partyjnych. W tym kontekście – i nie jest to dla nikogo zaskoczeniem – trudno przewidzieć, jaki ton przybierze kampania, nie mówiąc już o ostatecznych wynikach. Marine Le Pen ma oczywiście szanse na zwycięstwo, choć w rzeczywistości są one mniejsze, niż wskazują sondaże na rok przed wyborami. Nie zmienia to jednak faktu, że nie to przywróci Francuzom zaufanie do ich instytucji.

Nathaniel Garstecka
Tekst pochodzi z cotygodniowej kroniki prowadzonej w języku francuskim i polskim przez Autora w tygodniku „Gazeta na Niedzielę” [link]. Przedruk za zgodą redakcji.

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 10 lipca 2026