Prof. Piotr CZAUDERNA: Pokłady łatwego zła

Pokłady łatwego zła

Photo of Prof. Piotr CZAUDERNA

Prof. Piotr CZAUDERNA

Lekarz, chirurg dziecięcy, profesor nauk medycznych, w 2019 prezes Agencji Badań Medycznych. W 2015 r. powołany w skład Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP.

ryc. Fabien CLAIREFOND

zobacz inne teksty Autora

W ostatnich latach karierę robi pojęcie hejtu w internecie; nazywane jest to inaczej mową nienawiści, ale jest wiele polskich synonimów, np. oszczerstwo, kalumnia, potwarz, szyderstwo, pomówienie, afront, obelga, obmowa. Generalnie chodzi o krzywdzące, niesłuszne oskarżenia i próbę zniszczenia czyjegoś dobrego imienia – pisze prof. Piotr CZAUDERNA

„Gdy diabeł chce cię doprowadzić do katastrofy,
nigdy nie popycha cię do tego brutalnie,
ale przyciąga cię z łagodnością”.

O. Paisjusz Hagioryta (1924–1994), mnich z Góry Athos, prawosławny święty.

.Osobiście miałem z tym niedawno do czynienia, kiedy w gdańskim dodatku do „Gazety Wyborczej” ukazała się informacja na temat tego, że przyjąłem stanowisko społecznego doradcy w kancelarii prezydenta Karola Nawrockiego. Oto tylko niektóre z komentarzy pod artykułem:

 „Na Boga, zabrońcie temu człowiekowi łapać skalpel. Odleciał już totalnie!”,  „Bo on przez te odlotowe błękitne okularki widzi tylko niebo. A na niebie Karola, a może dwóch?”, „Jest Izba lekarska, są wreszcie ludzie, którzy mogą odmówić badania i leczenia przez tego »lekarza«”, „Skleroza mentalna tego gościa. Paraliż postępowy dotyka najtęższe głowy”, „Jego zdolności intelektualne budzą poważne wątpliwości. W związku z tym ryzykowne wydaje się oddawanie w jego ręce zdrowia własnego czy swojego dziecka”, „Jak mówi o tradycyjnych wartościach, to pewnie lubi kraść i brać łapówki”, „Szemrany prawak z ciągotami do szumowin”, „Im większy z..b, tym bardziej fikuśne okulary”, „To znany koperciarz, bierze od każdego, dlatego wlazł pod skrzydła alfonsa”, „Z..b. Po prostu z..b”, „A jednak nie wszyscy lekarze zasługują na szacunek” – i tak dalej, i tak dalej.

Przecież ci wszyscy internauci najpewniej osobiście mnie nie znają ani pewnie w życiu mnie nawet nie spotkali czy tym bardziej nie mieli okazji ze mną porozmawiać. Wypowiadają się wyłącznie na podstawie podjętej przeze mnie decyzji oraz mojego wyglądu na zdjęciu dołączonym do artykułu i tego, co dziennikarz uznał za stosowne przedstawić na mój temat. Na tej kanwie postanowiłem napisać tekst o złu, i to nie dlatego, że te wpisy jakoś szczególnie mnie dotknęły. Moją główną motywacją była tkwiąca we mnie od dawna intuicja, że internet otworzył w ludziach pokłady „łatwego” zła.

.Dlaczego zło tak pociąga człowieka? Najprościej odpowiedzieć: „Bo jest łatwe i pozornie atrakcyjne”, ale oczywiście nie wyczerpuje to złożoności problemu. Problem zła zajmował teologów, filozofów i religioznawców od dawna. Wybitny polski chrześcijański filozof, dominikanin Mieczysław Albert Krąpiec (1921–2008) poświęcił mu nawet książkę Dlaczego zło?. Zgodnie z tradycją św. Augustyna i św. Tomasza z Akwinu uważał je nie za samodzielny byt, lecz traktował je jako brak lub zakłócenie dobra. Zgodnie z jego wywodami zło nie istnieje samo w sobie, a jego istnienie można wytłumaczyć przez analizę czynników, które doprowadziły do tej „nieobecności”.

Jednak jakie są przyczyny obecności zła na świecie? Skąd zło? Unde mihi malum venit? I dlaczego zło? Cur malum?

To jedno z najgłębszych i najtrudniejszych pytań, z jakimi kiedykolwiek zmagała się ludzkość. Nie ma jednej prostej odpowiedzi, tym bardziej że złem zajmuje się wiele dziedzin: filozofia, teologia, psychologia czy prawo.

Oto jak zło jest rozumiane z różnych perspektyw.

Dyskurs filozoficzny dotyczy często tego, czy zło jest siłą pozytywną, czy jedynie brakiem dobra. Św. Augustyn z Hippony głosił tak zwaną teorię niedoboru, uznającą, że zło nie jest rzeczą samą w sobie, lecz niedoborem lub brakiem dobra. Podobnie jak ciemność jest brakiem światła, a zimno – brakiem ciepła, tak zło jest brakiem dobra, sprawiedliwości lub miłości. A zatem człowiek popełnia zły czyn, gdy brakuje mu jakiejś cnoty. Rozróżnił on też zło moralne, wynikające z celowych działań ludzi, i zło naturalne, wynikające z procesów naturalnych, takich jak trzęsienia ziemi, choroby i głód.

Kolejne istotne pytanie brzmi: „Czy człowiek jest z natury zły, czy też jego działania są wynikiem oddziaływania środowiska i wychowania?”. W oczywisty sposób prowadzi to do następnego pytania – o wolną wolę i determinizm.

Koncepcja zła występuje w większości religii. Często jest ono postrzegane jako siła przeciwstawiająca się boskiemu dobru. W tak zwanych religiach abrahamowych (chrześcijaństwo, islam, judaizm) zło jest często postrzegane jako bunt przeciwko woli Boga, wywołany kuszeniem przez Szatana, mimo że świat był pierwotnie stworzony jako dobry. Z kolei religie Wschodu (hinduizm, buddyzm) postrzegają zło przez pryzmat własnej karmy i ignorancji. Cierpienie i szkodliwe działania są wynikiem złudzeń, zbędnych przywiązań i pożądań. Ostatecznym celem życia nie jest zatem walka z zewnętrzną siłą zła, ale osiągnięcie oświecenia i w ten sposób wyrwanie się z kręgu cierpienia. W innych religiach, np. w zaratusztrianizmie, dominuje dualizm. Według nich wszechświat jest polem bitwy między dwiema równymi sobie, lecz przeciwstawnymi siłami: dobrem i złem.

Natomiast we współczesnym, zdominowanym przez psychologię świecie unika się starannie terminu „zło”, ponieważ wiąże się on z osądem moralnym. Dąży się do zrozumienia i wyjaśnienia przyczyn skrajnego okrucieństwa i zachowań aspołecznych.

Jak pisała Hannah Arendt, zło jest banalne, a ​​wielkie zło często popełniają nie jakieś sfanatyzowane potwory, lecz zwykli ludzie, którzy ślepo wykonują rozkazy, biurokratyzują okrucieństwa i nie potrafią „wczuć się” w sytuację swoich ofiar. Zło staje się banalne, przyziemne i jakby oswojone. Jak dowiódł przerwany eksperyment więzienny przeprowadzony na Uniwersytecie Stanfordzkim i opisany przez Philipa Zimbardo, pod wpływem pewnych nacisków społecznych i sytuacyjnych wielu zwykłych ludzi może zacząć popełniać akty okrucieństwa.

.Czyny powszechnie uznawane za złe mają pewne wspólne wyróżniki: zmierzają do umyślnego wyrządzenia krzywdy drugiemu czy też drugim, powodują ból fizyczny lub psychiczny u ofiar, pozostają w rażącej dysproporcji w stosunku do zamierzonych celów, uderzają w ludzi lub nawet przedstawicieli świata zwierzęcego, a więc w tych, którzy są niewinni, bezbronni lub bezsilni, choć warto zaznaczyć, że w przedziwny sposób optyka ta nierzadko nie dotyczy dzieci nienarodzonych.

W dzisiejszych czasach zło jest niemal powszechnie postrzegane nie jako efekt działania sił nadprzyrodzonych, lecz jako ludzka zdolność do skrajnego okrucieństwa czy zwykłej obojętności. Mogą temu sprzyjać uwarunkowania zewnętrzne, na przykład konkretne cechy psychologiczne danej osoby, naciski ideologiczne, presja konkretnej sytuacji czy brak empatii i nieumiejętność spojrzenia na świat z perspektywy ofiary. Tak więc zło jest rodzajem etykiety, którą przyklejamy najbardziej skrajnym i nagannym formom ludzkiego zachowania, które szokują nasze sumienia i przeczą naszemu pojmowaniu zwykłej ludzkiej przyzwoitości. Jego definicja zawsze będzie trudna i złożona, ponieważ jest powiązana z naszą hierarchią wartości i rozumieniem tego, co znaczy być człowiekiem.

Czujemy, że wybór ścieżki zła jest relatywnie łatwy, gdyż to droga mniejszego oporu, która jest zgodna z naszymi podstawowymi instynktami i pragnieniami, oferuje nam natychmiastową gratyfikację. Tymczasem kluczem do duchowego rozwoju człowieka jest tzw. odroczenie gratyfikacji, o czym pięknie pisał amerykański psycholog Morgan Scott Peck w swojej słynnej książce Droga rzadziej przemierzana: „Odroczenie gratyfikacji jest procesem polegającym na planowaniu rzeczy przykrych i przyjemności w życiu w ten sposób, żeby potęgować przyjemności przez to, że najpierw staje się wobec cierpienia, doświadcza go, a potem pokonuje przeszkodę. Jest to jedyny sensowny sposób na życie”. Jednak złe czyny często pociągają, bo przynoszą natychmiastową, choć często przejściową korzyść, pozwalając ominąć konieczność ciężkiej pracy, cierpliwości i dyscypliny, których z kolei wymaga dobro. Jak pisze Peck: „Dyscyplina to cztery typy zachowań: odraczanie gratyfikacji, przyjęcie odpowiedzialności, wierność prawdzie i zachowanie równowagi. Są one łatwe i nie wymagają intensywnego treningu. […] Kłopot polega nie tyle na ich złożoności, ile na woli ich przyjęcia. Przeznaczone są do stawiania czoła cierpieniu, a nie do jego unikania. […] Źródłem woli ich zastosowania jest miłość”. Tymczasem okrucieństwo, lekceważenie lub egoizm wymagają o wiele mniej energii psychicznej i fizycznej niż empatia, cierpliwość i hojność. Życzliwość wymaga wysiłku emocjonalnego; obojętność – nie. Czynienie dobra zwykle wymaga stałego narzucania sobie twardych zasad i powściągliwości. Bycie uczciwym, sprawiedliwym i współczującym oznacza ciągłe kontrolowanie swoich impulsów i pożądań.

Zło jest łatwe na krótką, a trudne na dłuższą metę, gdyż konsekwencje samolubnego lub okrutnego czynu często pociągają za sobą poważne skutki długoterminowe: poczucie winy, zerwanie relacji osobowych, utratę zaufania, problemy prawne oraz życie pełne strachu i izolacji. Dlatego właśnie budowanie życia opartego na kłamstwie jest niezwykle trudne do utrzymania. Z dobrem jest dokładnie odwrotnie. Początkowy wysiłek bycia uczciwym, ciężkiej pracy i budowania autentycznego zaufania jest trudny. Jednak z czystym sumieniem jest o wiele łatwiej żyć, niż przez lata cierpieć z powodu poczucia winy.

Dlaczego zło jest tak kuszące?

.Zło w swoich wielu formach oznacza po prostu zniesienie ograniczeń, którym podlegamy. To pozwolenie na oddawanie się nienawiści, chciwości lub lenistwu bez wewnętrznego strażnika (daimoniona) mówiącego „nie” daje nam niejednokrotnie poczucie bycia nadczłowiekiem, którego wola nie jest niczym skrępowana. Nasze mózgi wydają się tak skonstruowane, że łatwiej jest nam wybierać negatywne ścieżki. Więc często się usprawiedliwiamy, zrzucając winę na okoliczności czy na innych. Tymczasem „by stać się wolnymi, musimy przyjąć całkowitą odpowiedzialność za swe postępowanie, ale umieć odrzucić odpowiedzialność za to, co od nas nie jest zależne” (Scott Peck).

O wiele łatwiej jest być okrutnym wobec tych, których postrzegamy jako „innych”. Stosunkowo łatwo przychodzi nam ich odczłowieczanie. Wiedziały to wszystkie wielkie dyktatury. Zło często zaczyna się od małych, łatwych kompromisów. Każdy krok ułatwia kolejny, stopniowo prowadząc do pogorszenia naszej moralnej kondycji oraz do nasilenia negatywnych zachowań, i dzieje się to bez żadnej dramatycznej decyzji czy cezury. Istotne znaczenie może też mieć mentalność tłumu i związane z tym rozproszenie odpowiedzialności. Jednostki czują się w tłumie mniej odpowiedzialne za swoje czyny. Łatwo jest przyłączyć się do zastraszania, nienawiści w internecie lub przemocy, gdy czujemy się anonimowi, a nasza odpowiedzialność jest rozmyta.

Zło, a raczej sposób myślenia, który do niego prowadzi, sprzyja też prostym narracjom i ułatwia uproszczone rozumienie świata, usuwa ciężar związany z byciem empatycznym. Daje też szybką nagrodę i krótką ścieżkę do rzeczy, których wielu ludzi szczególnie pragnie: władzy, kontroli nad innymi, bogactwa i przyjemności. W pewien szczególny sposób istnieje też kulturowy i estetyczny urok „ciemności”, wystarczy tylko wspomnieć niektórych muzyków czy postaci popkultury, takich jak Ozzy Osbourne, Marilyn Manson czy lord Darth Vader albo Joker. Słynny psycholog Carl Gustav Jung (1875–1961) uważał, że każdy ma „cień własnego ja” – czyli część naszej osobowości, którą tłumimy, ponieważ jest mroczna, nieakceptowalna lub brutalna. Z pewnością istnieje wrodzona ludzka fascynacja łamaniem zasad i przekraczaniem granic. To właśnie jest sedno wielu narracji o „zakazanym owocu”. Łamanie zasad wywołuje intensywne poczucie władzy i wyzwolenia od społecznych ograniczeń. Zapewnia też zastrzyk adrenaliny związany z łamaniem tabu.

Moim zdaniem powstanie internetu i jego upowszechnienie na ogromną skalę przyczyniło się pośrednio do szerokiego rozprzestrzenienia się zła, gdyż w pewien sposób stało się ono jeszcze łatwiejsze niż wcześniej.

Oczywiście sam internet z natury nie tworzy zła jako takiego, ale jego fundamentalna architektura i sposoby interakcji, w jakie w nim wchodzimy, mogą niestety obniżać bariery tolerancji szkodliwych zachowań. Nakładają się na to i inne zjawiska, np. zanik umiejętności czytania ze zrozumieniem czy rozpowszechnianie się kultury obrazkowej. Dlatego właśnie internet często promuje to, co moglibyśmy nazwać złymi lub antyspołecznymi zachowaniami. Sprzyjają temu pozorna anonimowość i ograniczona identyfikowalność. Kiedy ludzie czują, że ich prawdziwa tożsamość jest ukryta, społeczne ograniczenia, które zazwyczaj zapobiegają złym zachowaniom, znikają. Sieć prowadzi do deindywidualizacji ludzkich reakcji, ponieważ w internecie stajemy się mniej sobą, a bardziej częścią anonimowego tłumu. Prowadzi to do zmniejszenia poczucia odpowiedzialności osobistej.

.Co gorsza, skutki naszych zachowań są w pewien sposób niewidzialne. Nie możemy zauważyć na przykład natychmiastowej instynktownej reakcji innej osoby: łez, smutku i bólu, co sprawia, że bardzo ​​łatwo jest zapomnieć, że po drugiej stronie mamy do czynienia z żywym i rzeczywistym człowiekiem. W ten sposób powstaje realny deficyt empatii, który jest głównym motorem ludzkiego okrucieństwa w internecie, a z czasem przenosi się na całość stosunków międzyludzkich. Jak pisałem w jednym ze swoich tekstów dla „Wszystko co Najważniejsze” [LINK], platformy mediów społecznościowych nie są neutralne, lecz poddane władzy algorytmów i zaprojektowane tak, aby prowadziły do maksymalizacji zaangażowania ich użytkowników. Na dodatek treści wywołujące silne emocje, takie jak oburzenie, gniew czy irytacja, rozpowszechniane są szybciej, gdyż otrzymują więcej kliknięć, komentarzy i udostępnień niż treści zniuansowane, spokojne lub pozytywne. Algorytmy doskonale to rozumieją i aktywnie je promują, aby utrzymać zaangażowanie użytkowników.

Co więcej, z czasem algorytm będzie podawał coraz bardziej ekstremalne treści, aby utrzymać nasze zainteresowanie, co tworzy silną pętlę sprzężenia zwrotnego, popychającą ludzi do radykalizacji poglądów i zachowań. Jeden prowokacyjny post może w ciągu kilku minut przywołać nienawistny tłum złożony z tysięcy nieznajomych, tzw. „dog-pilling”, który będzie nękał jedną osobę, tymczasem każdy uczestnik tłumu będzie uważał, że jego osobisty wkład jest niewielki i jakoś uzasadniony. Dodatkowo dochodzi do, tzw. gamifikacji interakcji społecznych, ponieważ polubienia, udostępnienia, retweety i liczba obserwujących zamieniają te interakcje w grę opartą na metrykach. System bowiem nagradza treści, które osiągają wyniki, a nie te, które są prawdziwe, miłe lub pomocne. Sprzyja temu internetowa pogoń za sławą wyłącznie po to, by zyskać status społeczny i widoczność w internecie. Mój siedmioletni wnuczek powiedział mi ostatnio, że chciałby mieć milion polubień w internecie, i to mimo że nie ma ani smartfona, ani własnego konta na Facebooku czy Instagramie. Z trudem wytłumaczyłem mu, że ten ewentualny milion polubień wart jest o wiele mniej niż jeden prawdziwy przyjaciel. Z kolei w niedawno pokazywanym na ekranach naszych kin filmie fabularnym F1 padły znamienne słowa – młody i obiecujący kierowca Formuły 1, Joshua Pearce, mówi, że chce być kochany przez swoich fanów, na co jego znacznie starszy kolega i weteran ścigania się, Sonny Hayes, odpowiada: „To wszystko tylko szum”.

.Ponieważ w internecie nic nie ginie, a zapisy internetowe są trwałe i możliwe do odnalezienia. Jeden błąd, stary żart wyrwany z kontekstu lub nieszczęśliwie sformułowana opinia sprzed lat mogą zostać „odkopane” i wykorzystane do zniszczenia czyjegoś dobrego imienia, co sprzyja kulturze strachu i nieustannego oburzenia. Cały system mediów społecznościowych został bowiem zaprojektowany z myślą o ludzkim zaangażowaniu, a nie o moralności naszych zachowań. Internet promuje złe zachowania nie dlatego, że jego użytkownicy są z natury źli, ale dlatego, że architektura świata online, oparta na anonimowości, algorytmicznym wzmocnieniu oraz grywalizacji uwagi, tworzy środowisko, w którym takie zachowania są często najskuteczniejszą drogą do zyskania uwagi i władzy nad innymi. W ten sposób internet i media społecznościowe żerują na naszych najbardziej podstawowych instynktach – często kosztem prawdy, empatii i miłości.

Piotr Czauderna

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 30 sierpnia 2025