Prof. Wojciech ROSZKOWSKI: Wystarczy przestać dokarmiać smoka

Wystarczy przestać dokarmiać smoka

Photo of Prof. Wojciech ROSZKOWSKI

Prof. Wojciech ROSZKOWSKI

Profesor zwyczajny nauk humanistycznych, nauczyciel akademicki, profesor Instytutu Studiów Politycznych PAN. Autor publikacji na temat historii Polski XX wieku. Kawaler Orderu Orła Białego.

Ryc.Fabien Clairefond

zobacz inne teksty Autora

POLEMIKA Z TEKSTEM...

Henri Guaino nie powiedział nam, jak rozumie Rosję: czy jako normalnego partnera stosunków międzynarodowych, czy jako imperium, które chce żyć kosztem życia innych pisze prof. Wojciech ROSZKOWSKI

.W 2005 roku zdumiał mnie komentarz redakcji BBC, w którym jedna z wypowiadających się osób stwierdziła, że sześćdziesiąt lat wcześniej zakończyła się II wojna światowa rozpoczęta przez III Rzeszę przeciw ZSRR w 1941 roku. To tak, jakby wcześniej obydwa te państwa nie zawarły sojuszu, którego skutkiem była inwazja na Polskę i jej rozbiór, którego skutkiem była także inwazja i zabór Estonii, Łotwy, Litwy i rumuńskiej Besarabii, a więc jakby od 1939 roku nie trwała już wojna, w której wojska niemieckie i sowieckie zabijały ludzi.

Podobne zdumienie wywołał we mnie tytuł (Niczym lunatycy zmierzamy ku wojnie) artykułu Henri Guaino, bądź co bądź byłego doradcy prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego. Czyżby autor nie zauważył, że na Ukrainie trwa autentyczna wojna, że giną ludzie, a rosyjski agresor popełnia zbrodnie wojenne? I pytanie drugie: kim są owi tytułowi „lunatycy”? To rosyjscy agresorzy, ginący od bomb Ukraińcy, pomagający ukraińskim uchodźcom Polacy, Słowacy, Węgrzy i Rumuni, a może pomagający armii ukraińskiej członkowie NATO, z niewielkim wyjątkiem niektórych Niemców, Francuzów i byłego premiera Włoch Silvio Berlusconiego?

Analogia do 1914 roku świadczy o lekkości rozumienia historii przez autora. W 1914 roku bowiem wszystkie mocarstwa europejskie były gotowe skoczyć sobie do gardeł i tak też uczyniły. Dziś mamy kolejną napaść wielkiego mocarstwa na sąsiada, któremu mocarstwo to odmawia prawa do istnienia. Napaść kolejną, gdyż zaczęło się to w 2014 roku od masowych protestów Ukraińców w obronie prawa wyboru własnej drogi politycznej i aneksji ukraińskiego terytorium wbrew międzynarodowym gwarancjom z 1994 roku. Bardziej do dzisiejszej sytuacji pasuje analogia do 1939 roku, gdy w wyniku polityki appeasementu Hitler przyjął, że wszystko mu ujdzie na sucho, i z pomocą Stalina podpalił świat.

Appeasement można by porównać do niemieckiego planu podporządkowania sobie Europy Wschodniej za pomocą dostaw rosyjskiego gazu, który oznaczał gigantyczne dofinansowanie gospodarki rosyjskiej, czy też do francuskich dostaw do Rosji sprzętu wojskowego, które wzmocniły armię rosyjską.

Henri Guaino pisze: „Zachód żyje w przekonaniu, że jeśli Rosja pokona Ukrainę, nic już nie będzie ograniczało jej woli dominacji. I odwrotnie, Rosja jest przekonana, że przeciągnięcie Ukrainy przez Zachód do swojego obozu nie zaspokoi jego hegemonicznych ambicji”. Autor nie powiedział nam, jak rozumie Rosję: czy jako normalnego partnera stosunków międzynarodowych, czy jako imperium, które chce żyć kosztem życia innych. Z dalszego wywodu można sądzić, że autor podziela opinię tych, którzy uważają, że Rosja ma prawo wytyczać sobie granice tam, gdzie chce. W swoich „hegemonistycznych ambicjach” Zachód przynajmniej obiecuje ostatnio, że nie będzie to dotyczyć Estończyków, Łotyszy, Litwinów czy Polaków, a ostatnio – Ukraińców.

Czy zdaniem Henri Guaino NATO powinno porzucić te ambicje? Mam nadzieję, że autor nie mówi w imieniu władz francuskich, a tym bardziej w imieniu dowództwa NATO, gdyż oznaczałoby to koniec niepodległości wspomnianych narodów.

Henri Guaino wydaje się przejęty rosyjskim poczuciem osaczenia. Argument ten jest notorycznie używany przez rosyjską propagandę, choć doprawdy trudno pojąć, jaką groźbę dla wielkiej Rosji stanowi niewielka Estonia czy nawet Polska oraz Ukraina, a nawet wszystkie te kraje razem wzięte. Wystarczy spojrzeć na mapę. Rosjanie czuli się zresztą zawsze osaczeni, nawet gdy stali nad Łabą. Podobnie czuliby się chyba w Paryżu. „Być może – pisze Guaino – Rosja nie postrzega wojny na Ukrainie jako wojny napastliwej, ale jako wojnę secesyjną. Być może chodzi o wojnę o wyodrębnienie kolebki świata rosyjskiego”.

Na Kremlu tak właśnie się uważa, tyle że kolebką świata rosyjskiego nie był Kijów, ale Moskwa, która uzurpowała sobie prawo do spadku po chrzcie Rusi Kijowskiej. Jako Polak nie życzę sobie porównania przynależności Rusi do I Rzeczypospolitej do działań armii Hitlera. Obrażanie Polaków nie jest najlepszą metodą budowania jedności Europy.

Nie bardzo zrozumiała jest też metafora przypierania Rosji do muru. To raczej Ukraińcy zostali przyparci do muru lub może raczej giną pod murami, gdyż nie chcą być Rosjanami. Czyżby powinni skorzystać z okazji, by siedzieć cicho i spokojnie przyjąć swój los? Pan Guaino współczuje przypartym do muru Rosjanom, choć mur ten przenieśli oni na Ukrainę, a także zapowiada dzielny opór narodu rosyjskiego przed agresją Zachodu.

Autorowi coś się chyba pomyliło. Czyżby to Ukraina napadła na Rosję? Czyżby śladem tego oporu były ciała cywilów pomordowanych przez Rosjan w Buczy czy Irpieniu?

Niepokój Henri Guaino budzi los świata, w którym Rosja zostanie wykluczona z wszelkich organizacji międzynarodowych. Czy przypadkiem większego niepokoju nie budzi sytuacja, w której stały członek Rady Bezpieczeństwa ONZ dopuszcza się na oczach świata zbrodni ludobójstwa? Rozbrajająco brzmi sugestia autora, że stawianie dobra przeciw złu jest powrotem do ducha wypraw krzyżowych.

Wyprawy krzyżowe powracają w argumentacji niektórych autorów jak bumerang piewców moralnego relatywizmu. Po pierwsze, czy rzeczywiście motywem krucjat była walka dobra ze złem? Sądzę, że Henri Guaino miałby co do tego wątpliwości. Po drugie, jeśli do napaści Rosji na Ukrainę nie stosować kryteriów moralnych, to jakie? Siłowe? Finansowe? Rasowe? Prosiłbym autora o wyjaśnienie.

Głosu Putina chyba autor nie wysłuchał, bo przywódca Kremla jasno powiedział, iż Ukraińcy to naziści i trzeba ich zlikwidować. Nam tu w Polsce serce zamarło, ale może do Francji ten głos nie dotarł – Paryż leży dość daleko od Moskwy i Kijowa. Guaino postuluje, by zatrzymać to szaleństwo. Bardzo słusznie. Nie mówi jednak, jak to zrobić. Dobre słowa prezydenta Emmanuela Macrona przecież nie wystarczyły. Głos dumnej Francji, do którego odwołuje się autor, nie zadziałał, tak jak nie zadziałał w przypadku Polski we wrześniu 1939 roku. Także odwołanie się do opinii Henry’ego Kissingera nie wystarcza. W imię pokoju światowego Ukraina miała być kiedyś, jego zdaniem, mostem między Rosją i Zachodem. Rosja ten most właśnie burzy, więc co mogą dziś dać gładkie i puste słowa?

Przykład z historii francuskiego ruchu oporu, w którym dowódca poświęcił swojego człowieka dla ratowania wioski, jest jeszcze bardziej chybiony. Po pierwsze, Ukraina to wioska dość spora – ponad 40 milionów ludzi. Po drugie, broni się ona zaciekle i oczekuje zrozumienia oraz pomocy, a nie wystawienia na dalsze ciosy wroga.

Kończąc, Henri Guaino serwuje nam pytanie, które ma poruszyć nasze sumienia: jak odpowiemy na spojrzenia tych, którzy będą nas błagać o powstrzymanie nieszczęść? Znów nie wiem, kim są owi „my”, więc niech każdy mówi za siebie. Nie wiem też, kim są ci, którzy będą błagać. Na razie o ratunek błagają Ukraińcy. Moim zdaniem łatwiej będzie im spojrzeć w oczy, gdy im pomożemy, niż gdy pozostawimy ich na łasce barbarzyńcy.

Henri Guaino przedstawia rosyjską argumentację uzasadniającą agresję, choć nie wspomina o rasistowskim przemówieniu Putina, w którym po prostu odmówił on Ukraińcom prawa do istnienia.

.Powstaje pytanie, dlaczego autor podziela rosyjski punkt widzenia. Wojna jest rzeczą straszną. I w tym punkcie zgadzam się w pełni z Henri Guaino. Tyle tylko że jeśli wojna wybucha, to dotychczasowe plany, nadzieje i rachuby odkrywają swoje prawdziwe znaczenie. Zwłaszcza jeśli jest oczywiste, kto jest agresorem, a kto ofiarą. Jeśli ofiara stawia opór, to jaki ma sens nawoływanie, by się poddała? Szczególnie gdy siedzi się we Francji, trzy tysiące kilometrów od frontu. Z lęku, że smok może dotrzeć do Paryża? Jeśli tak, to nie należało go hołubić. Teraz nikt nie oczekuje umierania za Gdańsk czy nawet Kijów. Wystarczy przestać dokarmiać smoka.

Wojciech Roszkowski
Tekst ukazał się w nr 42 miesięcznika opinii “Wszystko co Najważniejsze” [LINK].

Z TEKSTEM HENRI’EGO GUAINO POLEMIZUJE TAKŻE
* Prof. Ewa THOMPSON: Słabsi muszą przegrać

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 6 sierpnia 2022
Fot. Marko DJURICA / Reuters / Forum