Francja peryferyjna idzie do wyborów prezydenckich 2027

Francja przed wyborami prezydenckimi 2027

Francja przed wyborami prezydenckimi w 2027 roku nie jest już krajem jednego politycznego centrum, jednej wspólnej opowieści i jednego języka społecznego awansu. To państwo głęboko podzielone między metropolie i peryferie, między zwycięzców globalizacji i tych, którzy uznali, że zostali z niej wypchnięci. Właśnie tę Francję opisują od lat Jérôme Fourquet i Christophe Guilluy — pierwszy językiem archipelagu, drugi językiem wywłaszczenia.

Christophe Guilluy i Francja ludzi zwykłych

Christophe Guilluy jest francuskim geografem, eseistą i konsultantem. Urodził się w Montreuil, studiował geografię miejską na Uniwersytecie Paris 1 Panthéon-Sorbonne, a od końca lat 90. pracuje nad nową geografią społeczną Francji, analizując jej przemiany przez pryzmat terytorium. Jego najważniejsze książki to m.in. „Fractures françaises”, „La France périphérique”, „Le Crépuscule de la France d’en haut”, „No Society”, „Le temps des gens ordinaires” oraz „Les dépossédés”. Dostępne źródła nie potwierdzają stałego akademickiego stanowiska wykładowcy ani jednoznacznej listy nagród; pokazują raczej autora funkcjonującego na pograniczu geografii społecznej, eseistyki i debaty publicznej. 

Jego diagnoza, jaką przedstawił ostatnio w „Le Figaro”, jest ostra: od lat 80. Francja została podporządkowana logice technostruktury, która widzi kraj przez mapy, modele i metropolie. W tej wizji liczą się wielkie ośrodki, gospodarka usługowa, szybkie połączenia i globalne przepływy. Z pola widzenia znika natomiast duża część terytorium: małe miasta, średnie miasta, prowincja, dawne obszary przemysłowe i rolnicze. Guilluy twierdzi, że to tam mieszka „zwykła większość”, która utraciła poczucie reprezentacji ekonomicznej, politycznej i kulturowej.

Guilluy i Fourquet opisują tę samą Francję innym językiem

Jérôme Fourquet, dyrektor działu opinii publicznej i strategii korporacyjnej w Ifop, autor „L’Archipel français”, opisuje Francję jako społeczeństwo coraz bardziej podzielone na wyspy. Na łamach „Wszystko co Najważniejsze” pisał, że obraz archipelagu dobrze oddaje społeczeństwo Francji podzielone na grupy o odmiennych stylach życia, obyczajach i wizjach świata. 

Guilluy i Fourquet spotykają się w jednej zasadniczej intuicji: Francja nie jest już jednolitym społeczeństwem politycznym. Łączy ich przekonanie, że gniew, abstencja i głosowanie antysystemowe nie są przypadkowym zaburzeniem, lecz objawem głębokiej przemiany społecznej. Obaj widzą oddalanie się elit od dużej części kraju. Fourquet mówi jednak przede wszystkim o archipelagizacji, dechrystianizacji, indywidualizacji i zmianach antropologicznych; Guilluy mocniej akcentuje klasę, terytorium, deindustrializację i poczucie wywłaszczenia. 

Różnica jest więc istotna. Fourquet częściej opisuje Francję jako mozaikę wysp, które żyją obok siebie. Guilluy widzi przede wszystkim konflikt między Francją metropolii a Francją peryferyjną. U Fourqueta nacisk pada na rozpad wspólnej kultury. U Guilluy na fakt, że część kraju została uznana przez elity za gospodarczą i symboliczną resztę.

Wybory 2027 będą głosowaniem Francji pękniętej

Wybory prezydenckie we Francji 2027 będą więc nie tylko starciem kandydatów, ale także testem tego, która opowieść o kraju okaże się politycznie skuteczniejsza. Czy wygra Francja metropolitalna, liberalna, europejska, ufająca technokracji i gospodarce usługowej? Czy też Francja peryferyjna, domagająca się ochrony, reprezentacji, przemysłu, bezpieczeństwa i uznania?

To napięcie tłumaczy, dlaczego pytanie „kto wygra wybory prezydenckie” nie może być dziś sprowadzone wyłącznie do najnowszych sondaży przed wyborami prezydenckimi. Sondaże pokazują układ sił, ale nie wyjaśniają całego źródła gniewu. A źródło to — według Guilluy — tkwi w poczuciu, że zwykli ludzie zostali odsunięci od miejsc, gdzie powstają praca, wartość, prestiż i reprezentacja.

Fourquet dodaje do tego obraz kraju, którego dawne spoiwa — religijne, kulturowe, społeczne, partyjne — osłabły. W tekstach publikowanych przez „Wszystko co Najważniejsze” zwracał uwagę, że francuska polityka coraz bardziej przypomina spektakl odklejony od rzeczywistości, grany przy pustej widowni, a kryzys instytucjonalny łączy się z głęboką zmianą układu sił politycznych. 

Nic nie jest przesądzone

Najważniejsze w diagnozie Christophe’a Guilluy jest jednak to, że nie kończy się ona fatalizmem. Francja nie jest — w jego ujęciu — skazana na balkanizację ani na pełną archipelagizację. Warunkiem odbudowy jest ponowne połączenie metropolii i peryferii, usług i przemysłu, rolnictwa i nowoczesnej gospodarki, elit i „zwykłej większości”.

Dlatego wybory prezydenckie we Francji 2027 będą czymś więcej niż kolejną kampanią. Będą pytaniem o to, czy V Republika potrafi jeszcze przemówić do całego kraju, a nie tylko do tych części Francji, które mieszczą się na mapach technostruktury. Właśnie tu spotykają się Guilluy i Fourquet: obaj ostrzegają, że bez odbudowy wspólnej opowieści politycznej Francja będzie coraz bardziej krajem równoległych światów.

Arkadiusz Jordan
Paryż

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 16 maja 2026