
Polonia w Brazylii. Strategiczny most, który czeka na większą uwagę Polski
W Brazylii mieszka – według różnych szacunków – od 1,5 do nawet 5 milionów osób polskiego pochodzenia. To jeden z najbardziej niedocenionych zasobów polskiej polityki zagranicznej – pisze Bogna JANKE
.Wśród brazylijskiej Polonii sentyment do Polski wciąż jest bardzo żywy, mimo że są to kolejne już pokolenia imigrantów, z których większość nigdy nie była w Polsce. Społeczność ta mogłaby być dla Polski pomocna w budowaniu mostów z Brazylią. W zmieniającym się geopolitycznie świecie i kryzysie demograficznym to drogocenny zasób. Jak dotąd kolejne ekipy polskich władz koncentrują się głównie na fascynacji kulturowym fenomenem, jakim bez wątpienia jest brazylijska Polonia. Jednak z punktu widzenia interesów państwa powinna stać się częścią polskiej strategii wobec Brazylii.
Język dziadków
.Wcześniej tu był cmentarz – mówi Adam Kusiak, obwożąc mnie swoją „kamionetą” (z port. camioneta – ciężarówka) po miasteczku Ijuí. – Tu był pochowany dziadek, który przyjechał z Polski. Jak postanowili zrobić plac zabaw, to zabraliśmy gnaty dziadka i przenieśliśmy je na nowy cmentarz. Na „gnaty dziadka” zareagowałam śmiechem – nie dało się inaczej. Adam mówi językiem dziadków i ma tego świadomość, więc śmiejemy się razem. Opowiada o rodzinie, ciężkich początkach, o głodzie, o tym, jak dziadek z babcią budowali życie w obcym kraju. I o tym, jak żyje dzisiaj. Odwiedzamy kilka rodzin – również potomków polskich imigrantów, którzy dziś prowadzą imponujące biznesy. Tak jak Adam są dumni z tego, kim są – kim się stali. Ciężką pracą kilku pokoleń.
Polska płynie do Brazylii
.Polonia jest jednym z wielu kamieni tworzących współczesne społeczeństwo Brazylii. Kluczem do zrozumienia jego natury jest różnorodność – populację tworzą potomkowie Indian, afrykańskich niewolników, europejskich kolonizatorów i imigrantów z całego świata. Polacy są ważną częścią jego tożsamości,
Za początek polskiej imigracji uznaje się rok 1869, gdy do stanu Paraná przybyło 16 rodzin z Górnego Śląska. Trwała ona nieprzerwanie do lat 30. XX wieku. Dla Polaków żyjących pod zaborami perspektywa posiadania ziemi, niezależności ekonomicznej i wyrwania się z biedy stanowiła obietnicę nie tylko poprawy losu, ale i wolności.
Proces ten stał tak intensywny, że zyskał miano „brazylijskiej gorączki”. Polskie osadnictwo było skoncentrowane w stanach południowych – Paraná, Santa Catarina, Rio Grande do Sul. Mimo skrajnie trudnych warunków – tropikalnego klimatu, braku infrastruktury, nieurodzajnej gleby – potrafili przekształcić dzikie tereny w dobrze zorganizowane osady.
Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości emigracja do Brazylii trwała, a dzięki porozumieniom międzyrządowym, jak układ z władzami stanu São Paulo z 1927 r., zyskała ramy instytucjonalne i była logistycznie wspierana przez Linie Żeglugowe Gdynia-Ameryka (GAL).
Proces emigracji do Brazylii zatrzymał się w latach 30. XX w. za prezydenta Getúlio Vargasa, który wprowadził politykę nacjonalizacji i asymilacji grup imigranckich. Zakazano publicznego używania języków obcych, zamknięto szkoły prowadzone w językach imigrantów, zdelegalizowano zagraniczne organizacje społeczne oraz cenzurowano prasę mniejszości narodowych. W konsekwencji, pod koniec lat 30., imigracja z Europy praktycznie się zatrzymała. – Dziadkowie sprzedali wszystko, co mieli, w tym dom, żeby wyjechać do Brazylii, ale spotkali się z odmową – opowiadała mi wnuczka niedoszłych emigrantów.
Według szacunków MSZ do wybuchu II wojny światowej do Brazylii przybyło ok. 200 tysięcy polskich imigrantów.
W czasie wojny Brazylia udzieliła schronienia tysiącom polskich uchodźców – intelektualistom, politykom, artystom, w tym wielu Żydom. Gdy po wojnie Polska znalazła się w radzieckiej strefie wpływów, trafiła tam nowa fala, ok. 10 tysięcy osób, w większości inteligencja – lekarze, inżynierowie, prawnicy, wojskowi. Osiedlali się w Rio de Janeiro i São Paulo.
Polska emigracja do Brazylii to też ta, o której mówi się niewiele: młodych kobiet, które jechały tam w czasie „brazylijskiej gorączki”. Oszukane co do celu wyjazdu, na miejscu były zmuszane do prostytucji. Było to zjawisko tak masowe, że w brazylijskiej wersji języka portugalskiego neutralne w Portugalii słowo polaca (z port. – Polka, polska) stało się synonimem prostytutki. Zastąpiono je nowym – polonesa. Język bywa bezlitosnym świadectwem historii.
Polskie nazwiska w polityce i mediach
.Wbrew niesłusznie powielanemu przekonaniu, że polska emigracja do Brazylii miała charakter tylko chłopski, potomkowie Polaków doszli do wysokich stanowisk państwowych. To ogromny kapitał dla Polski.
Jednym z nich jest Ricardo Lewandowski, wybitny prawnik, były przewodniczący Federalnego Sądu Najwyższego (STF), a obecnie minister sprawiedliwości i bezpieczeństwa publicznego w rządzie prezydenta Luli. Urodził się w 1954 roku w Rio de Janeiro jako syn polskiego imigranta z Sosnowca. Jest wykładowcą i profesorem prawa na uniwersytecie w São Paulo. W 2024 r. wygłosił w polskiej ambasadzie w Brasílii wykład o Konstytucji 3 maja; obecność ministra na przyjęciu w ambasadzie była wyjątkowym gestem i wyrazem sentymentu do kraju przodków. Z punktu widzenia polskiej dyplomacji – wielka rzecz.
Niezwykle ważną politycznie postacią w Brazylii jest Jaques Wagner – senator, były gubernator stanu Bahia, jeden z najbliższych przyjaciół prezydenta Luli. W rozmowie, którą odbyłam z nim w czasie mojej misji dyplomatycznej, potwierdził, że oprócz brazylijskiego posiada także obywatelstwo polskie.
W poprzedniej administracji – prezydenta Jaira Bolsonaro – ważną funkcję w brazylijskim ministerstwie spraw zagranicznych pełnił potomek polskiego imigranta, Kenneth Haczyński da Nobrega.
Jest też mocny polski akcent w brazylijskich mediach: Luciano Huck – gwiazda telewizji Globo, przedsiębiorca i społecznik. Od kilku lat uważany za potencjalnego kandydata na prezydenta kraju. W jego imponującym domu w Rio de Janeiro opowiedział mi o rodzinnych związkach z Polską – swoich i jego żony, Angéliki, która także jest gwiazdą brazylijskich mediów.
W życiu publicznym Brazylii jest więcej osób o polskich korzeniach. Są to senatorowie, kongresmeni, księża, ludzie mediów, artyści, przedsiębiorcy. Każdy z nich to potencjalnie wielki kapitał dla Polski.
Kierunek Polska
.Dla brazylijskiej Polonii Polska jest często punktem odniesienia i marzeniem. Dla jednych z sentymentu do kraju przodków, dla innych, szczególnie dla młodego pokolenia, jako szansa. Chcieliby studiować na polskich uczelniach, poznać język i kulturę, zdobyć doświadczenia zawodowe.
Pomocna może być Karta Polaka – dokument potwierdzający przynależność do narodu polskiego, która umożliwia legalny pobyt, pracę i studiowanie w Polsce. Pierwsze wręczono w Brazylii w 2020 r. Wymóg znajomości języka polskiego jest jednak poważną przeszkodą – znajomość języka przodków jest w trzecim czy czwartym pokoleniu niewielka.
Burmistrz miasta Carlos Gomes w stanie Rio Grande do Sul, Luiz Zelinski, którego mieszkańcy w 95 proc. są potomkami Polaków, marzy o tym, aby jego 11-letnia córka za kilka lat pojechała do Polski na studia. – Zrobimy wszystko, aby mogła wyjechać – powiedział podczas obiadu, na który zaprosiłam ich do polskiej ambasady. Historia tej rodziny zatoczy koło. Kierunkiem ich przodków była Brazylia, dziś marzeniem młodego pokolenia jest Polska. Dla większości taki wyjazd to jednak duże wyzwanie.
W ostatnich latach coraz częściej Brazylijczycy – niekoniecznie polskiego pochodzenia – wybierają Polskę. Silna gospodarka, coraz wyższy standard życia, członkostwo w Unii Europejskiej – to sprawiło, że Polska stała się atrakcyjna dla obywateli innych państw, w tym Brazylii. Studenci podejmują naukę na polskich uczelniach, specjaliści znajdują zatrudnienie w sektorze IT, nauce, medycynie. Brazylijscy sportowcy, jak Luquinhas z Legii Warszawa, wybierają polskie kluby. To nowy, inny kierunek migracji.
Stajenka z Kurytyby
.Ostatnie chwile podczas wizyty w Kurytybie spędzam w barze „Krakowiaczek”. Zamawiam pierogi i czerwony barszcz. Walizka wypchana prezentami od Polonii: dżemy, sok, yerba mate z firmy Sokolowski, pamiątki z dedykacjami. Na pożegnanie kustoszka polskiego muzeum w Parku Jana Pawła II, Danuta Lysiski Abreu, ściskając mnie kolejny raz, wręcza upominek. – Niech pani o nas pamięta – poprosiła. Nigdy nie zapomnę. Drewniana, ręcznie strugana stajenka będzie mi zawsze przypominać o wspaniałych Polakach z Brazylii.
Od wspólnoty do partnerstwa
.Historia brazylijskiej Polonii to nie tylko zapis migracyjnych losów, ale i opowieść o sile pamięci, przetrwaniu i zdolności do współtworzenia nowej rzeczywistości bez zrywania więzi z dawną. To także – z perspektywy państwowej – jeden z najbardziej niedocenionych zasobów polskiej polityki zagranicznej.
Dziś, w świecie opartym na sieciach powiązań, miękkiej sile i symbolicznej obecności, taka społeczność to prawdziwy skarb. Nie sentymentalny, ale realny. Polska, jeśli poważnie myśli o swojej obecności poza Europą, nie może traktować brazylijskiej Polonii tylko jako kolorowej ciekawostki. Powinna zacząć traktować ją jak partnera. To obowiązek polskiej dyplomacji.
Potrzebna jest polityka, która nie tylko okaże należny szacunek potomkom imigrantów na południu Brazylii, ale stworzy im realne możliwości odwiedzania i powrotu do Polski. Programy stypendialne na duża skalę, uproszczony dostęp do obywatelstwa lub prawa stałego pobytu, projekty gospodarcze z udziałem Polonii. Wzorce z innych krajów już są. Nie chodzi tylko o to, by wspominać przeszłość, ale żeby wspólnie kształtować przyszłość. Bo Polonia w Brazylii to nie jest zamknięty rozdział. To wciąż żywa opowieść – o Polsce, która wyjechała, ale nie przestała istnieć. I która może jeszcze raz wrócić – tym razem jako siła współpracy.