Druga tura wyborów samorządowych we Francji. Powrót trzech bloków [Nathaniel GARSTECKA]

druga tura wyborów samorządowych we Francji

Okres między dwiema turami wyborów samorządowych upłynął pod znakiem dominacji spraw ogólnokrajowych kosztem spraw lokalnych: sojusz lewicy i skrajnej lewicy, połączenie centrum i centroprawicy, prawica nadal oskarżana o „faszyzm”… a wszystko to pod znakiem wycofania się Sarah Knafo z wyborów w Paryżu. Ponownie mamy do czynienia z trzema blokami, podobnie jak w Zgromadzeniu Narodowym. Czy te wybory samorządowe są rewanżem za ostatnie wybory parlamentarne?

Trzy bloki – taki model obserwujemy podczas drugiej tury francuskich wyborów samorządowych w 2026 r., które nabierają charakteru drugiej tury wyborów parlamentarnych, ponieważ sprawy lokalne ustąpiły miejsca kwestiom ogólnokrajowym. Czy jest to związane z tym, że zbliżają się wybory prezydenckie w 2027 roku i każdy próbuje przymierzyć prezydencki garnitur (na niektórych za duży)?

Pomimo przysięgi złożonej z ręką na sercu, że nigdy więcej nie zawrze sojuszu z radykalnie lewicową La France Insoumise, tak zwana „umiarkowana” (lub „republikańska”) lewica ostatecznie uległa dobrym wynikom partii Jean-Luca Mélenchona w dużych miastach. „Porozumienia techniczne” lub wycofanie kandydatur, mniej lub bardziej wymuszone, jest niezbędne do utrzymania niektórych miast, takich jak Lyon czy Marsylia. Nieważne, że LFI znalazła się w ostatnich tygodniach w centrum intensywnych kontrowersji dotyczących udziału niektórych jej działaczy w zabójstwie młodego Quentina Deranque’a w Lyonie lub antysemickiej retoryki niektórych jej kadr. „Front republikański” dotyczy i ma dotyczyć tylko prawicy. Lewica, zawodowo udzielająca lekcji moralności, wydaje się wyraźnie z nich zwolniona.

W ten sposób Jean-Luc Mélenchon staje się postacią nie do pominięcia w zdominowanych przez białe kołnierzyki lub zislamizowanych ośrodkach miejskich, co jasno wskazuje, że ma silną pozycję przed 2027 r. Świadczą o tym wybory w Saint-Denis, Roubaix, La Courneuve czy Tuluzie. Jedynie Paryż raczej unika sojuszu między socjalistami, Zielonymi i La France Insoumise – z tego prostego powodu, że socjalista Emmanuel Grégoire, mając 38 proc. głosów uzyskanych w pierwszej turze, uważa, że jest w stanie samodzielnie pokonać Rachidę Dati.

Oczywiście podczas tych wyborów samorządowych uwaga skupia się przede wszystkim na metropoliach, a nie na miasteczkach i obszarach wiejskich. To właśnie w dużych miastach toczy się większość życia politycznego kraju, w związku z czym to skupienie uwagi na „top 50” w naturalny sposób sprzyja lewicy. Tym bardziej że w ogromnej większości francuskich gmin wybory często sprowadzają się do ponownego wyboru burmistrza bez przynależności partyjnej, który i tak jest jedynym kandydatem w wyborach…

Drugim filarem tego trójdzielnego podziału sceny politycznej jest obóz „macronowsko-republikański”, czyli sojusz centrystycznego bloku skupionego wokół Emmanuela Macrona i Republikanów, który obserwujemy od kilku lat w Zgromadzeniu Narodowym. Widzimy tu filozofię „socle commun” („wspólnej podstawy”): automatyczne wystawianie jedynych kandydatów centrowych/centroprawicowych w większości dużych miast, z wyjątkiem Paryża; wyjątek ten zresztą został skorygowany w drugiej turze.

Strategia ta zrodziła się z podwójnej obserwacji dokonanej zarówno przez kadrę centrystów, jak i Republikanów: blok macronowski pozostaje słabo zakorzeniony na szczeblu lokalnym, a Republikanie nadal tracą wpływy w dużych miastach. Aby powstrzymać postęp lewicy i Rassemblement National, trzeba się zjednoczyć. Tak jak w Pałacu Bourbon. Mimo to perspektywy dla tego rozszerzonego centrum nie są jasne. Jedynie Bordeaux wydaje się „do zdobycia” przez działacza partii Emmanuela Macrona, być może również Paryż, biorąc pod uwagę silny centrowy charakter listy Rachidy Dati.

Niezależnie od wyniku drugiej tury Bruno Retailleau, szef chadeckich Republikanów, nie będzie miał łatwego zadania, aby wyciągnąć pozytywne wnioski z tych wyborów. Ma on ambicję wygrać wybory prezydenckie w 2027 roku i potrzebuje spektakularnego sukcesu, aby się wybić. Dlaczego nie Paryż dzięki połączeniu listy Rachidy Dati z listą centrysty Pierre’a-Yves’a Bournazela? A także dlaczego nie gest, mimo wszystko, wobec RN, z odmową poparcia Christiana Estrosi w Nicei w starciu z prawicowym Érikiem Ciottim?

Wreszcie pozostaje prawica. Rassemblement National zyskuje poparcie zwłaszcza na południu i ma duże szanse na zdobycie Nicei (dzięki Éricowi Ciottiemu). Jednak w przeciwieństwie do lewicy nie zawarto żadnego porozumienia z Republikanami, którzy są związani sojuszem z centrum i wciąż pozostają pod wpływem 40 lat socjalistycznej propagandy dotyczącej rzekomego „zagrożenia faszystowskiego”. Zarówno LR (w Marsylii), jak i RN (w Brest lub Clermont) odmawiają ponadto wycofania się z wyborów, aby stworzyć baraż przeciwko lewicy. Takie podejście jest po prostu nieodpowiedzialne, podczas gdy w tym samym czasie lewica nie ma żadnych skrupułów, by zawrzeć porozumienie z LFI.

Wśród tej przeciętności należy zwrócić uwagę na gest Sarah Knafo, kandydatki partii Reconquête w Paryżu. Ugrupowanie Érica Zemmoura rzuciło wszystkie swoje siły na stolicę i miało nadzieję na spektakularny sukces, na przykład poprzez awans do drugiej tury wyborów na prezydenta miasta. Po pełnym emocji wieczorze wyborczym Sarah Knafo uzyskała ostatecznie 10,4 proc. głosów, zapewniając sobie awans do kolejnej tury, zwłaszcza dzięki bardzo dobrym wynikom w burżuazyjnej XVI dzielnicy (23 proc.). Szybko jednak pojawiła się kwestia strategii na drugą turę, a europosłanka z partii Reconquête podjęła znaczącą decyzję: lista, na czele której stoi, wycofała się z wyborów po tym, jak odmówiono jej połączenia z listą Rachidy Dati, która znalazła się pod presją centrystów.

Podobnie jak Éric Zemmour, który bez żadnych warunków wezwał do głosowania na Marine Le Pen w drugiej turze wyborów prezydenckich w 2022 roku, a nawet zaproponował swoje wycofanie się z polityki, gdyby mogło to doprowadzić do porozumienia między RN a Reconquête, Sarah Knafo wzywa do zablokowania lewicy, nie oczekując niczego w zamian. Rozmach i niemal chrystusowa ofiarność partii, która postawiła sobie za cel zjednoczenie prawicy. Wartości i dane słowo mają tu pierwszeństwo przed politycznymi intrygami. Wybór mniejszego zła w sytuacji bez wyjścia – w obliczu ryzyka zwycięstwa radykalnej lewicy odpowiedzialnej za zniszczenie Paryża. Przyszłość oceni ten wybór wycofania się bez żadnych korzyści, ale działacze Reconquête mogą przynajmniej nadal patrzeć w lustro.

Ta decyzja wstrząsnęła kierownictwem LR i RN. Przez kilka dni Reconquête nagle przestała być partią „faszystowską”, „rasistowską” i „sprzymierzoną z neonazistami z AFD”. RN zaniemówiło, a Jordan Bardella zagubił się w nieudolnych atakach, z jednej strony oskarżając Sarah Knafo o „wyrządzenie znacznej szkody prawicy”, z drugiej zaś oświadczając, że w Paryżu „osobiście zagłosowałby, aby powstrzymać lewicę”. Trudno dostrzec logikę RN w jego relacjach z innymi partiami prawicowymi, co jest nie tylko jego winą, ale także winą klasycznej chadecji postgaullistowskiej, która zawsze odrzucała sojusz na prawicy.

Trzy bloki, ale tylko dwa miejsca w drugiej turze następnych wyborów prezydenckich. Emmanuel Macron być może przejdzie do historii jako prezydent, który umożliwił drugą turę między RN a LFI. A jeśli takiego pojedynku uda się uniknąć w 2027 roku, stanie się on nieunikniony w roku 2032. Ropień stagnacji wciąż się powiększa, w końcu trzeba będzie go wyciąć.

Nathaniel Garstecka
Tekst pochodzi z cotygodniowej kroniki prowadzonej w języku francuskim i polskim przez Autora w tygodniku „Gazeta na Niedzielę” [link]. Przedruk za zgodą redakcji.

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 20 marca 2026