Jordan BARDELLA kandydat Francji prowincji

Jordan Bardella kandydat Francji prowincji

Przez lata francuskie elity były przekonane, że przyszłość należy do wielkich metropolii. Tymczasem najnowsze badanie pokazuje, że aż 82 proc. młodych Francuzów pozostaje przywiązanych do swojego regionu pochodzenia, a większość rozważa powrót po studiach. To zjawisko może okazać się jednym z najważniejszych czynników wyborów prezydenckich 2027. Jordan Bardella, Édouard Philippe i pozostali kandydaci coraz lepiej rozumieją, że o przyszłości Francji mogą zdecydować nie tylko Paryż, Lyon czy Bordeaux, ale również małe i średnie miasta oraz regiony, które od lat domagają się większego znaczenia w życiu politycznym kraju.

Francja, która nie chce zniknąć

Przez lata francuska debata publiczna opierała się na prostym założeniu. Przyszłość należy do wielkich metropolii. Paryż, Lyon, Bordeaux, Tuluza czy Nantes miały przyciągać talenty, inwestycje i nowe pokolenia, podczas gdy mniejsze miasta oraz prowincja miały stopniowo tracić znaczenie. Taką wizję wspierały zarówno procesy gospodarcze, jak i część elit politycznych oraz medialnych.

Jednak Francja roku 2026 coraz wyraźniej pokazuje, że rzeczywistość jest bardziej skomplikowana.

Najnowsze badanie dotyczące młodych absolwentów opuszczających rodzinne regiony, aby studiować w najbardziej prestiżowych francuskich uczelniach, przynosi zaskakujące wnioski. Aż 82 proc. badanych deklaruje przywiązanie do swojego regionu pochodzenia. Po zakończeniu studiów odsetek ten praktycznie się nie zmienia. Wyjazd do metropolii nie oznacza zerwania więzi z prowincją. Dla wielu młodych ludzi jest jedynie etapem życiowej drogi. Co więcej, większość rozważa powrót do rodzinnych stron lub już taki powrót zrealizowała. 

W perspektywie wyborów prezydenckich 2027 jest to informacja o znaczeniu znacznie większym niż może się wydawać. Pokazuje bowiem, że Francja prowincji nie zanika. Nie znika również jej polityczne znaczenie.

Już wcześniej w analizie „Dlaczego francuska prowincja głosuje inaczej niż Paryż” publikowanej na „Wszystko co Najważniejsze” zwracano uwagę, że współczesna Francja coraz mniej przypomina jednolite państwo republikańskie, a coraz bardziej archipelag różnych światów społecznych. Podział między metropoliami a resztą kraju stał się jednym z najważniejszych kluczy do zrozumienia francuskiej polityki. 

Nowe badanie pokazuje, że ten podział nie jest jedynie różnicą miejsca zamieszkania. Jest różnicą doświadczeń, pamięci i sposobu patrzenia na świat.

Paryż nie jest Francją

Jednym z najbardziej uderzających wniosków badania jest poczucie kulturowego dystansu między młodymi ludźmi z prowincji a środowiskiem wielkich metropolii.

Blisko jedna piąta badanych przyznaje, że po przyjeździe do Paryża miała poczucie, iż nie zna obowiązujących tam kodów społecznych. Wielu odczuwało, że jest ocenianych przez pryzmat swojego pochodzenia. Jeszcze bardziej wymowne są wspomnienia dotyczące okresu protestów żółtych kamizelek. Młodzi ludzie pochodzący z prowincji zauważali, że część ich kolegów z paryskich środowisk nie rozumiała nawet podstawowego znaczenia samochodu w codziennym życiu mieszkańców mniejszych miejscowości. 

To właśnie tutaj znajduje się jedno ze źródeł politycznej siły Jordana Bardelli. Przewodniczący Zjednoczenia Narodowego nie buduje bowiem swojego przekazu wyłącznie wokół imigracji, bezpieczeństwa czy granic. Jego sukces wynika również z tego, że dla milionów Francuzów stał się symbolem sprzeciwu wobec systemu, który przez lata koncentrował uwagę na wielkich metropoliach, pozostawiając poza głównym nurtem znaczną część kraju.

Właśnie dlatego w wielu sondażach Bardella osiąga wyjątkowo wysokie wyniki nie tylko w kategorii kompetencji, ale przede wszystkim reprezentowania Francji oraz wizji przyszłości. 

Dla części wyborców nie jest on kandydatem jednej partii. Jest kandydatem Francji, która uważa, że zbyt długo pozostawała niewidoczna.

Narracja o „Francji pustki”

Szczególnie interesujący jest jeszcze jeden element badania. Jego autorzy zwracają uwagę, że niektóre regiony cierpią nie tylko z powodu problemów gospodarczych, ale również z powodu sposobu, w jaki są opisywane. Powtarzana przez lata narracja o „diagonali pustki”, czyli rzekomo skazanych na upadek obszarach Francji, mogła sama przyczyniać się do osłabiania ich atrakcyjności. 

Ta obserwacja prowadzi do szerszego pytania. Czy sukces Jordana Bardelli nie wynika częściowo z odrzucenia właśnie takiej narracji?

Przez wiele lat część elit politycznych i medialnych przedstawiała prowincję jako przestrzeń zacofania, starzenia się społeczeństwa i nieuchronnego regresu. Tymczasem mieszkańcy tych regionów widzą siebie inaczej. Widzą miejsca zakorzenienia, pamięci, rodziny i wspólnoty.

To zderzenie dwóch wizji Francji coraz częściej decyduje o wynikach wyborów.

Jordan Bardella i nowa geografia polityczna Francji

Analizy publikowane w ramach cyklu poświęconego mapie politycznej Francji 2027 na łamach „Wszystko co Najważniejsze” pokazują, że geografia wyborcza kraju ulega głębokim zmianom. Coraz wyraźniej rysuje się podział między metropoliami głosującymi częściej na lewicę lub centrum a znaczną częścią Francji peryferyjnej, która zwraca się ku prawicy i Zjednoczeniu Narodowemu.  Nowe badanie pozwala zrozumieć mechanizm tego procesu.

Młodzi ludzie z prowincji nie odrzucają nowoczesności. Nie odrzucają edukacji. Nie odrzucają mobilności społecznej. Wyjeżdżają na studia. Zdobywają kompetencje. Poznają metropolie. Ale nie przestają być mieszkańcami swoich regionów.

Właśnie dlatego wybory prezydenckie 2027 mogą okazać się czymś więcej niż starciem kandydatów. Mogą stać się referendum dotyczącym miejsca prowincji w przyszłości Francji.

Jordan Bardella wydaje się dziś najlepiej rozumieć tę rzeczywistość. Nie dlatego, że reprezentuje prowincję geograficzną. Dlatego, że reprezentuje Francję, która nie chce już słyszeć, że jej przyszłość znajduje się wyłącznie w Paryżu.

To właśnie dlatego pytanie o przyszłego prezydenta Francji staje się coraz częściej pytaniem o przyszłość relacji między Francją metropolii a Francją terytoriów. A odpowiedź na nie może zdecydować o wyniku wyborów prezydenckich w 2027 roku. 

Christophe Guilluy miał rację

Na długo przed tym, zanim Jordan Bardella zaczął dominować w sondażach wyborczych, francuski geograf i eseista Christophe Guilluy opisywał proces, który stopniowo zmieniał strukturę społeczną kraju.

Według jego analiz Francja nie była już podzielona przede wszystkim na lewicę i prawicę, bogatych i biednych czy pracowników i przedsiębiorców. Coraz większe znaczenie zyskiwał inny podział. Z jednej strony znajdowała się Francja metropolii, skoncentrowana wokół największych ośrodków gospodarczych i akademickich. Z drugiej strony pozostawała Francja peryferyjna – mniejsze miasta, prowincja, obszary wiejskie i regiony oddalone od głównych centrów decyzyjnych.

Przez wiele lat część elit politycznych była przekonana, że rozwój gospodarczy będzie naturalnie wzmacniał metropolie, a reszta kraju będzie musiała dostosować się do nowych realiów. W praktyce oznaczało to koncentrację inwestycji, administracji, szkolnictwa wyższego i prestiżowych miejsc pracy w ograniczonej liczbie aglomeracji.

Nowe badanie dotyczące młodych absolwentów pokazuje jednak, że rzeczywistość okazała się bardziej złożona.

Młodzi mieszkańcy prowincji korzystają z możliwości oferowanych przez metropolie, ale nie utożsamiają się z nimi tak silnie, jak zakładano. Wyjeżdżają zdobywać wiedzę, lecz nie chcą porzucać swojej tożsamości. Pozostają związani z rodziną, krajobrazem, historią i kulturą swoich regionów.

W pewnym sensie badanie potwierdza intuicje Guilluy’ego. Francja peryferyjna nie zniknęła. Przeciwnie. Nadal istnieje i zachowuje własną świadomość.

Jérôme Fourquet i archipelag francuski

Podobne wnioski od lat przedstawia Jérôme Fourquet, którego analizy wielokrotnie przywoływaliśmy na łamach „Wszystko co Najważniejsze” w ramach cyklu Francja 2027.

Fourquet opisuje współczesną Francję jako archipelag. Nie jest to już społeczeństwo zbudowane wokół jednej wspólnej kultury politycznej i społecznej. Francuzi żyją w różnych światach, korzystają z różnych mediów, mają odmienne doświadczenia życiowe i coraz rzadziej spotykają się w tych samych przestrzeniach społecznych.

Paryski absolwent Sciences Po, przedsiębiorca z Lyonu, urzędnik z Nantes, rolnik z Owernii, nauczyciel z Bretanii czy mieszkaniec małego miasta w Pikardii żyją dziś często w zupełnie innych rzeczywistościach. Badanie młodych absolwentów pokazuje, że nawet osoby, które zdobyły wykształcenie w najbardziej prestiżowych instytucjach Francji, nie tracą poczucia przynależności do własnego świata.

To niezwykle ważna informacja polityczna. Przez lata sądzono bowiem, że awans edukacyjny będzie automatycznie prowadził do kulturowej integracji z elitami metropolii.

Tymczasem okazuje się, że młodzi ludzie mogą ukończyć Sciences Po, grandes écoles czy najbardziej prestiżowe kierunki uniwersyteckie, a jednocześnie nadal uważać się za mieszkańców swoich regionów.

Nie następuje pełne stopienie z elitami. Nie dochodzi do zaniku pamięci o miejscu pochodzenia. W wielu przypadkach jest wręcz odwrotnie. Dopiero wyjazd uświadamia wartość tego, co pozostawili za sobą.

Macronizm i ślepa plamka elit

W tym miejscu pojawia się również pytanie o przyszłość obozu Emmanuela Macrona. Projekt polityczny obecnego prezydenta był bowiem przez lata budowany wokół przekonania, że Francja może zostać zjednoczona przez nowoczesność, mobilność społeczną, europejskość i rozwój gospodarczy. Wielu wyborców zaakceptowało tę wizję.

Jednak protest żółtych kamizelek ujawnił głębokie pęknięcie. Dla mieszkańców metropolii podwyżka cen paliwa była jednym z wielu problemów gospodarczych. Dla mieszkańców prowincji oznaczała wzrost kosztów codziennego funkcjonowania. Samochód nie był dla nich wyborem. Był koniecznością.

To właśnie ten przykład powraca w najnowszym badaniu. Młodzi ludzie wspominają, że część mieszkańców Paryża nie rozumiała nawet, dlaczego kwestia ceny paliwa może wywoływać tak silne emocje. Nie chodziło o ekonomię. Chodziło o doświadczenie życia. I właśnie to doświadczenie coraz częściej staje się osią konfliktu politycznego.

Wybory 2027 mogą być w dużej mierze oceną tego, czy Francja metropolii potrafi jeszcze rozumieć Francję terytoriów.

Jordan Bardella i nowa generacja wyborców

W tym kontekście sukces Jordana Bardelli przestaje być wyłącznie historią Zjednoczenia Narodowego.

Przez wiele lat Marine Le Pen była głosem Francji, która czuła się pomijana. Jordan Bardella próbuje pójść krok dalej. Jego celem nie jest jedynie reprezentowanie wyborców rozczarowanych globalizacją czy integracją europejską. Stara się przemawiać również do młodego pokolenia. Nowe badanie pokazuje, że właśnie wśród młodych mieszkańców prowincji istnieje przestrzeń dla takiego przekazu.

Nie są oni rewolucjonistami. Nie odrzucają edukacji. Nie odrzucają sukcesu zawodowego. Nie chcą opuszczać Francji. Nie chcą także porzucać swoich regionów.

Poszukują raczej modelu, który pozwoli połączyć nowoczesność z zakorzenieniem. Globalizację z lokalnością. Mobilność z tożsamością.

I to właśnie na tym polu Jordan Bardella może próbować budować swoją przewagę przed wyborami prezydenckimi 2027.

Pytanie brzmi nie tylko, czy zostanie kandydatem Zjednoczenia Narodowego. Znacznie ważniejsze jest pytanie, czy stanie się kandydatem tych Francuzów, którzy nie chcą wybierać między sukcesem a własnym miejscem na ziemi.

Nathaniel Garstecka i pytanie o przyszłą Francję

Jeżeli Christophe Guilluy opisywał geograficzny podział Francji, a Jérôme Fourquet analizował jej rozpad na archipelag odrębnych światów społecznych, to Nathaniel Garstecka na łamach „Wszystko co Najważniejsze” zwraca uwagę na jeszcze jeden proces, który będzie miał ogromne znaczenie dla wyborów prezydenckich 2027.

Jest nim demografia. Od kilku lat Francja doświadcza bowiem zmian, które wykraczają daleko poza zwykłe spory partyjne. Zmienia się struktura ludności, zmieniają się relacje między regionami, zmienia się znaczenie migracji, a także sposób, w jaki poszczególne społeczności postrzegają własną przyszłość.

W swoich analizach Nathaniel Garstecka wielokrotnie podkreślał, że współczesnej Francji nie da się już analizować wyłącznie przez pryzmat tradycyjnych podziałów politycznych. Coraz większe znaczenie mają procesy społeczne i demograficzne, które zachodzą niezależnie od kolejnych kampanii wyborczych.

I to właśnie dlatego badanie młodych absolwentów jest tak ważne. Pokazuje bowiem, że obok wielkich przemian demograficznych istnieje także niezwykle silna potrzeba zakorzenienia. Młodzi Francuzi chcą się rozwijać. Chcą studiować. Chcą zdobywać kompetencje. Ale jednocześnie nie chcą utracić związku z miejscem, z którego pochodzą.

W epoce mobilności to właśnie zakorzenienie staje się jednym z najbardziej poszukiwanych dóbr społecznych.

Pokolenie Bardelli

Jednym z najciekawszych wniosków płynących z najnowszego badania jest fakt, że dotyczy ono ludzi młodych.

Przez wiele lat francuska debata publiczna opierała się na przekonaniu, że przywiązanie do prowincji jest cechą starszych pokoleń. Zakładano, że młodzi ludzie będą coraz bardziej mobilni, coraz bardziej związani z wielkimi metropoliami i coraz mniej zainteresowani lokalną tożsamością.

Tymczasem wyniki badania pokazują coś odwrotnego. Młodzi Francuzi chcą studiować, podróżować i zdobywać doświadczenia. Nie odrzucają nowoczesności. Nie odrzucają globalizacji. Nie odrzucają mobilności społecznej. Jednocześnie nie chcą rezygnować z własnych korzeni.

82 proc. z nich pozostaje przywiązanych do swojego regionu pochodzenia. Wielu planuje powrót. Wielu dopiero po wyjeździe zaczyna dostrzegać znaczenie miejsca, z którego pochodzi. To właśnie tutaj znajduje się jedno ze źródeł sukcesu Jordana Bardelli.

Przewodniczący Zjednoczenia Narodowego należy do pokolenia, które nie pamięta Francji lat siedemdziesiątych ani osiemdziesiątych. Podobnie jak wielu jego wyborców dorastał już w epoce globalizacji, integracji europejskiej, internetu i masowej komunikacji. Nie reprezentuje nostalgii za dawnym światem. Próbuje natomiast odpowiedzieć na pytanie, jak zachować poczucie przynależności w świecie nieustannej zmiany.

To właśnie dlatego jego przekaz trafia do części młodych wyborców znacznie skuteczniej niż tradycyjne podziały między prawicą i lewicą.

Stephen Smith i geografia przyszłości

Podobny problem można odnaleźć w analizach Stephena Smitha dotyczących relacji między Europą i Afryką, które publikuje „Wszystko co Najważniejsze”.

Autor zwraca uwagę, że XXI wiek będzie epoką wielkich ruchów ludności. Presja migracyjna, wzrost liczby ludności w Afryce oraz starzenie się społeczeństw europejskich będą stopniowo zmieniały oblicze kontynentu.

We Francji debata o migracji bardzo często koncentruje się na kwestiach bezpieczeństwa, integracji lub religii. Tymczasem równie istotne pozostaje pytanie o terytorium. Kto będzie mieszkał w poszczególnych regionach? Jak będą wyglądały małe miasta? Czy prowincja pozostanie przestrzenią życia rodzinnego i wspólnotowego? Czy stanie się jedynie zapleczem dla wielkich metropolii?

Pytania te coraz częściej pojawiają się w debacie publicznej i stopniowo wpływają na zachowania wyborcze. Dla wielu Francuzów wybory 2027 nie będą wyłącznie wyborem między kandydatami. Będą wyborem między różnymi wizjami przyszłej Francji.

Dlaczego Bardella rozumie tę zmianę

Jedną z największych słabości wielu tradycyjnych partii jest przekonanie, że wyborcy kierują się wyłącznie interesem ekonomicznym. Tymczasem nowe badanie pokazuje coś zupełnie innego.

Młodzi ludzie nie wracają do swoich regionów dlatego, że tam zarobią więcej. Nie wracają dlatego, że tam szybciej zrobią karierę. Wracają dlatego, że tam znajdują sens. Rodzinę. Przyjaciół. Pamięć. Tożsamość. Poczucie przynależności.

Przez długi czas tego rodzaju argumenty były lekceważone przez część elit politycznych. Traktowano je jako przejaw nostalgii lub konserwatyzmu. Dziś okazuje się, że mogą one odgrywać kluczową rolę w polityce XXI wieku.

Jordan Bardella wydaje się rozumieć ten proces lepiej niż większość konkurentów. Nie dlatego, że proponuje powrót do przeszłości. Ale dlatego, że jego przekaz odwołuje się do potrzeby ciągłości.

W świecie gwałtownych zmian wielu wyborców nie oczekuje rewolucji. Oczekuje stabilności. Nie oczekuje zerwania z nowoczesnością. Oczekuje możliwości zachowania własnej tożsamości.

To właśnie dlatego przekaz Zjednoczenia Narodowego znajduje dziś tak silny oddźwięk w wielu regionach Francji.

Michel Houellebecq i tęsknota za zakorzenieniem

Gdy czyta się wyniki najnowszego badania dotyczącego młodych Francuzów opuszczających rodzinne regiony, trudno nie przypomnieć sobie diagnoz Michela Houellebecqa.

Francuski pisarz od lat opisuje proces stopniowego rozpadu więzi społecznych, wspólnot lokalnych i tradycyjnych punktów odniesienia, które przez stulecia organizowały życie społeczne Francuzów.

W jego powieściach nowoczesny człowiek często jest mobilny, wykształcony i wolny. Jednocześnie pozostaje samotny. Może mieszkać w dowolnym miejscu. Może wykonywać dowolny zawód. Może podróżować. Może zmieniać miasta i kraje. Ale coraz częściej nie wie, gdzie naprawdę jest jego dom.

Właśnie dlatego wyniki najnowszego badania są tak interesujące. Pokazują bowiem, że młode pokolenie Francuzów nie odrzuca mobilności, ale jednocześnie nie chce utracić zakorzenienia.

82 proc. badanych deklaruje przywiązanie do swojego regionu. Większość rozważa powrót. Wielu dopiero po wyjeździe zaczyna dostrzegać wartość własnej historii rodzinnej, lokalnej kultury czy regionalnej tożsamości.

To zjawisko wykracza daleko poza politykę. Dotyczy sposobu, w jaki współczesne społeczeństwa próbują odnaleźć równowagę między globalizacją a potrzebą przynależności.

Houellebecq wielokrotnie pokazywał, że człowiek nie żyje wyłącznie gospodarką, konsumpcją czy karierą. Potrzebuje również wspólnoty. Potrzebuje pamięci. Potrzebuje miejsca, które uważa za własne.

W tym sensie Francja prowincji nie jest wyłącznie kategorią geograficzną. Jest odpowiedzią na głębszą potrzebę społeczną. Potrzebę zakorzenienia.

To właśnie dlatego spór między Francją metropolii a Francją terytoriów nie dotyczy jedynie infrastruktury, podatków czy usług publicznych. Dotyczy dwóch różnych wizji dobrego życia. Jedna zakłada, że przyszłość należy do ludzi mobilnych, gotowych nieustannie zmieniać miejsce zamieszkania, środowisko i sposób życia. Druga przypomina, że człowiek potrzebuje również ciągłości, pamięci i stabilności.

W tym sensie wybory prezydenckie 2027 mogą okazać się czymś więcej niż zwykłą rywalizacją kandydatów. Mogą stać się politycznym wyrazem znacznie głębszego pytania o to, jaką Francją chce być kraj w pierwszej połowie XXI wieku.

Francja średnich miast

Przez wiele lat francuska polityka była opisywana poprzez wielkie metropolie. Paryż. Marsylię. Lyon. Tuluzę. Bordeaux.

Jednak wybory prezydenckie 2027 mogą zostać rozstrzygnięte gdzie indziej. W miastach liczących trzydzieści, pięćdziesiąt czy sto tysięcy mieszkańców. W regionach oddalonych od głównych centrów władzy. W miejscach, które nie pojawiają się codziennie na pierwszych stronach gazet. To właśnie tam mieszka znaczna część Francji. To właśnie tam szczególnie silne pozostaje przywiązanie do lokalnej wspólnoty. I to właśnie tam najczęściej pojawia się poczucie, że elity polityczne nie rozumieją codziennych doświadczeń mieszkańców.

Badanie młodych absolwentów pokazuje, że ten świat nie znika wraz z kolejnymi pokoleniami. Przeciwnie. Jest reprodukowany także przez ludzi młodych, wykształconych i mobilnych. To jedna z najważniejszych informacji politycznych ostatnich miesięcy.

Édouard Philippe i druga odpowiedź Francji prowincji

Choć Jordan Bardella jest dziś najczęściej kojarzony z Francją terytoriów, nie jest jedynym politykiem próbującym zdobyć zaufanie wyborców poza największymi metropoliami.

Od kilku lat podobną strategię rozwija również Édouard Philippe. Były premier Emmanuela Macrona nie buduje swojego wizerunku wokół konfliktu między prowincją a stolicą. Przeciwnie. Stara się przekonywać, że możliwe jest odbudowanie równowagi między Paryżem a resztą kraju bez odrzucania modelu republikańskiego i europejskiego. Nieprzypadkowo Philippe pozostaje silnie związany z Hawrem. W przeciwieństwie do wielu polityków francuskiego centrum konsekwentnie podkreśla znaczenie miast średniej wielkości, portów, regionów przemysłowych i lokalnych wspólnot.

W tym sensie wybory 2027 mogą okazać się starciem dwóch różnych odpowiedzi na ten sam problem. Jordan Bardella proponuje Francji prowincji zmianę polityczną opartą na krytyce elit. Édouard Philippe proponuje odbudowę więzi między metropoliami a terytoriami bez rewolucyjnego zerwania z dotychczasowym modelem państwa. To jeden z najważniejszych sporów, który będzie towarzyszył kampanii prezydenckiej.

Bruno Retailleau i Francja zakorzeniona

Jeżeli Jordan Bardella próbuje zostać głosem Francji prowincji poprzez krytykę elit, a Édouard Philippe poprzez obietnicę odbudowy równowagi między Paryżem i regionami, to Bruno Retailleau reprezentuje jeszcze inną tradycję polityczną.

Lider Republikanów od lat odwołuje się do pojęcia zakorzenienia. Nie jest to przypadek. Retailleau pochodzi z Wandei, regionu zajmującego szczególne miejsce w historii Francji. To właśnie tam pamięć lokalna, więzi społeczne i przywiązanie do własnego terytorium przez dziesięciolecia pozostawały wyjątkowo silne.

W licznych wystąpieniach Bruno Retailleau podkreślał, że współczesna Francja nie może istnieć bez swoich terytoriów, małych miast, wspólnot lokalnych i historycznej pamięci regionów. Jego wizja Francji różni się od projektu macronizmu, który przez lata utożsamiany był przede wszystkim z największymi metropoliami. Różni się również od wizji Jordana Bardelli, ponieważ nie opiera się na logice buntu przeciw systemowi. Retailleau mówi raczej o odbudowie ciągłości. O potrzebie zachowania kultury, historii i instytucji, które przez pokolenia tworzyły francuską wspólnotę narodową.

To właśnie dlatego nowe badanie dotyczące młodych ludzi pozostających przywiązanymi do swoich regionów może być ważne również dla jego obozu politycznego. Wyniki pokazują bowiem, że zakorzenienie nie jest wyłącznie doświadczeniem starszych pokoleń. Nie jest także wyłącznie cechą wyborców konserwatywnych. Potrzeba przynależności do własnego miejsca pozostaje silna również wśród młodych, wykształconych i mobilnych Francuzów.

W tym sensie zarówno Bardella, Philippe, jak i Retailleau próbują odpowiedzieć na to samo zjawisko. Każdy z nich proponuje jednak inną odpowiedź na pytanie, jaką rolę Francja terytoriów ma odgrywać w przyszłości kraju. I właśnie dlatego temat prowincji może stać się jednym z najważniejszych tematów kampanii prezydenckiej 2027.

Wybory 2027 mogą być referendum o miejsce prowincji we Francji

W 2017 roku Emmanuel Macron symbolizował Francję otwartą, europejską i metropolitalną. Jego zwycięstwo było w dużej mierze triumfem kraju, który wierzył, że globalizacja, integracja europejska i rozwój największych ośrodków miejskich stanowią naturalny kierunek przyszłości.

Pięć lat później Marine Le Pen po raz kolejny pokazała, że istnieje również inna Francja. Francja małych miast. Francja terenów wiejskich. Francja oddalona od głównych centrów władzy i mediów. Francja, która coraz częściej miała poczucie, że jej doświadczenia nie są dostrzegane przez polityczne elity.

Wybory prezydenckie 2027 mogą wejść jeszcze na inny poziom. Nie będą już wyłącznie starciem programów gospodarczych, sporów o migrację czy debat dotyczących bezpieczeństwa. Coraz bardziej stają się dyskusją o tym, jaką rolę w przyszłości kraju mają odgrywać francuskie terytoria.

Przez wiele lat zakładano, że młodzi ludzie będą stopniowo opuszczać prowincję, koncentrując swoje życie w największych metropoliach. W tej wizji przyszłość należała do Paryża, Lyonu, Bordeaux czy Tuluzy, podczas gdy mniejsze miasta miały tracić znaczenie polityczne, gospodarcze i kulturowe.

Najnowsze badanie pokazuje jednak zupełnie inny obraz Francji. 82 proc. młodych ludzi pozostaje przywiązanych do swojego regionu pochodzenia. Większość rozważa powrót po zakończeniu studiów lub już taki powrót zrealizowała. Dla wielu wyjazd nie oznacza zerwania więzi z prowincją. Przeciwnie. Dopiero opuszczenie rodzinnych stron pozwala im dostrzec wartość własnej historii, kultury i lokalnej wspólnoty.

To odkrycie może mieć znaczenie znacznie większe niż wyniki pojedynczego badania socjologicznego. Pokazuje bowiem, że Francja prowincji nie jest reliktem przeszłości. Nie jest światem skazanym na stopniowe zniknięcie. Nie jest również wyłącznie starszym pokoleniem pamiętającym dawną Francję. Francja terytoriów jest obecna także wśród ludzi młodych, mobilnych, wykształconych i uczestniczących w nowoczesnej gospodarce.

To właśnie dlatego pytanie o przyszłość prowincji staje się jednym z najważniejszych pytań politycznych przed wyborami prezydenckimi 2027. Jordan Bardella doskonale rozumie znaczenie tego procesu. Édouard Philippe również próbuje znaleźć odpowiedź na te same oczekiwania. Coraz więcej kandydatów odkrywa, że o wyniku wyborów może zdecydować nie tylko Paryż, lecz także dziesiątki średnich miast i regionów rozsianych po całym kraju.

Stawką wyborów będzie więc nie tylko wybór nowego prezydenta. Stawką będzie odpowiedź na pytanie, czy Francja XXI wieku potrafi połączyć nowoczesność z zakorzenieniem. Czy potrafi pogodzić ambicję metropolii z potrzebami terytoriów. Czy potrafi zaoferować młodemu pokoleniu przyszłość, która nie wymaga wyrzeczenia się własnej tożsamości.

Przez dziesięciolecia francuskie elity zakładały, że przyszłość należy do metropolii. Najnowsze badanie pokazuje jednak, że młodzi Francuzi nie chcą wybierać między nowoczesnością a zakorzenieniem. Chcą jednego i drugiego. Chcą studiować. Chcą podróżować. Chcą odnosić sukcesy. Ale nie chcą rezygnować z rodzinnych regionów, lokalnej wspólnoty i własnej tożsamości.

Jeżeli elity polityczne nie zrozumieją tej zmiany, mogą nie zrozumieć również wyniku wyborów prezydenckich 2027. Bo o przyszłym gospodarzu Pałacu Elizejskiego może zdecydować nie Paryż. Może zdecydować Francja, która przez lata słyszała, że nie ma przyszłości, a dziś coraz głośniej przypomina, że nadal istnieje.

Arkadiusz Jordan
Paryż

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 25 czerwca 2026