„Sekretarz od wszystkiego". Historia Marco Rubio w administracji Donalda Trumpa [Michał KŁOSOWSKI]

Wszyscy widzieliśmy memy, na których Marco Rubio, sekretarz stanu administracji Donalda Trumpa, siedzi na kanapie w Gabinecie Owalnym ubrany w co i rusz to inne ciuchy; od klasycznych latynoamerykańskich mundurów oficerskich po szaty irańskiego ajatollaha. W samym zaś Waszyngtonie krąży nawet półżartobliwy tytuł, który wiele mówi o miejscu Marco Rubio w amerykańskiej administracji: Secretary of Everything („sekretarz od wszystkiego”).
.To określenie nie jest przesadą. Jako sekretarz stanu, a jednocześnie przez pewien czas także doradca ds. bezpieczeństwa narodowego, administrator USAID i nawet tymczasowy archiwista Stanów Zjednoczonych, Marco Rubio stał się jednym z najbardziej obciążonych polityków w Waszyngtonie. A może – wziął na siebie to, czego wielu innych nie chciało. Bo historia Marco Rubio w tej administracji to coś więcej niż tylko kumulacja stanowisk. To także opowieść o politycznej transformacji od republikańskiego idealisty z czasów Tea Party do jednego z najbardziej lojalnych wykonawców wizji prezydenta Donalda Trumpa.
„Little Marco” człowiekiem systemu
.Jeszcze dekadę temu relacja między Marco Rubio a Donaldem Trumpem była otwarcie wroga. W kampanii republikańskich prawyborów w 2016 roku Trump złośliwie nazywał senatora z Florydy „Little Marco”. Marco Rubio był bowiem jednym z symboli republikańskiego establishmentu: synem kubańskich emigrantów, wierzącym w amerykański sen i przywództwo na świecie, demokrację liberalną i aktywną politykę zagraniczną. W pewnym sensie reprezentował nawet tradycję zimnowojennego republikanizmu; tą samą która uważała amerykańskie wsparcie dla demokracji na świecie za element strategii przeciw autorytaryzmowi i element konieczny a nawet konstytutywny amerykańskiego DNA.
Od czasu rozpoczęcia służby w administracji Donalda Trumpa ten sam polityk zaczął jednak mówić innym językiem. Jak zauważa „The New Yorker”, Marco Rubio stał się kimś w rodzaju dyplomatycznego tłumacza prezydenta – spokojnym, rzeczowym głosem, który wyjaśnia sojusznikom i mediom często gwałtowne lub nieprzewidywalne decyzje Białego Domu. I kiedy prezydent Donald Trump podejmuje decyzję to właśnie Marco Rubio, a nie J.D.Vance czy jakikolwiek inny polityk, nadaje jej sens.
Dyplomata od gaszenia pożarów
.W tej roli Marco Rubio jest szczególnie widoczny na arenie międzynarodowej. Podczas spotkań NATO czy konferencji bezpieczeństwa w Monachium to on uspokaja europejskich partnerów, którzy próbują zrozumieć amerykańską strategię. Występuje jako polityk wyważony, mówiący o wspólnocie cywilizacyjnej Zachodu i historycznych więziach między Europą a Stanami Zjednoczonymi, czasami nadając im zdumiewający freaming, zawsze jednak z uśmiechem i jakąś formą amerykańskiej elegancji, która sprawia, że trudno się z nim nie liczyć. Jego styl jest bowiem niemal przeciwieństwem stylu prezydenta Donalda Trumpa: spokojny, uporządkowany, pełen instytucjonalnego języka; kardynał Armand de Richelieau swoich czasów. Jednak ta dyplomatyczna retoryka często towarzyszy decyzjom, które znacząco zmieniają amerykańską politykę zagraniczną. Tak było w kwestii niedawnego amerykańskiego ataku na Iran, kiedy to amerykański Sekretarz Stanu miał polecieć do Izraela zaledwie kilka dni po pierwszym bombardowaniu. Wizytę jednak odwołano.
Rewolucja w dyplomacji
.Faktem jest jednak, że Marco Rubio objął kierownictwo nad jednym z najbardziej radykalnych przekształceń amerykańskiej dyplomacji od dziesięcioleci.
W Departamencie Stanu przeprowadził szeroką reorganizację: redukcję personelu, likwidację wielu biur i integrację części funkcji dawnej agencji pomocowej USAID z dyplomacją państwową. W praktyce oznaczało to ograniczenie wielu programów amerykańskiej „miękkiej siły”; zwłaszcza zaś tych, które przez dekady były wizytówką amerykańskiej obecności w świecie: programów demokratyzacyjnych, praw człowieka, humanitarnych czy pomocy rozwojowej. Dla krytyków była to symboliczna zmiana: odejście od globalnej misji Ameryki na rzecz twardej polityki interesów. Paradoks polega jednak na tym, że sam Marco Rubio jeszcze kilka lat wcześniej sam argumentował, iż pomoc zagraniczna jest ważnym narzędziem wpływu Stanów Zjednoczonych w rywalizacji z Chinami. Co więc się zmieniło? Może nawet nie sam Marco Rubio ale świat dookoła.
Najpotężniejszy czy najbardziej lojalny?
.Formalnie Marco Rubio posiada ogromną władzę. Łączenie stanowiska Sekretarza Stanu z funkcją doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego zdarzyło się ostatnio pół wieku temu gdy oba urzędy sprawował Henry Kissinger. I to właśnie porównanie z Kissingerem powraca często w komentarzach politycznych. Różnica polega jednak na stylu sprawowania władzy. Kissinger był bowiem architektem polityki, wielki, strategiem, a Marco Rubio częściej jawi się jako jej wykonawca, co pokazują wielorakie rozmowy, częste konsultacje z partnerami w różnych regionach świata a także, a może przede wszystkim, ogromna liczba nowych porozumień i sojuszy, które Rubio buduje na świecie. Według wielu bowiem obserwatorów jego główną rolą jest utrzymanie spójności przekazu administracji, zwłaszcza na arenie międzynarodowej: przekazywanie, tłumaczenie, uzasadnianie i stabilizowanie decyzji, które zapadają w innym miejscu.
Polityk pomiędzy światami
.To właśnie to napięcie definiuje sylwetkę Marco Rubio. Z jednej strony jest on bowiem jednym z ostatnich przedstawicieli dawnej republikańskiej elity, która wierzyła w instytucje, negocjacje, sojusze i przewidywalność polityki. Z drugiej strony w pełni zaakceptował on logikę administracji prezydenta Donalda Trumpa: lojalność wobec prezydenta, politykę „America First” i bardziej transakcyjny model relacji międzynarodowych. Dla jednych to dowód politycznego realizmu, dla innych zaś symbol transformacji amerykańskiej prawicy od reagnowskiego modelu konserwatyzmu do świata altright’u.
W samym Waszyngtonie Marco Rubio bywa postrzegany jako polityk, który wziął na siebie niezwykle dużo, może nawet zbyt wiele, instytucjonalnie i politycznie. Podczas bowiem gdy inni członkowie administracji koncentrują się na wąskich obszarach, on stał się kimś w rodzaju osi całej polityki zagranicznej: dyplomatą, rzecznikiem, menedżerem instytucji i doradcą strategicznym jednocześnie. I własne być może właśnie dlatego jego historia w tej administracji jest tak fascynująca.
Marco Rubio nie jest w końcu ani ideologicznym rewolucjonistą, ani klasycznym technokratą. Jest raczej politykiem, który znalazł się w samym centrum jednego z najbardziej nieprzewidywalnych ale i przełomowych momentów w historii amerykańskiej polityki. I postanowił zostać w nim do końca.
Michał Kłosowski





