Francja prowincji kontra Francja metropolii

Francja coraz bardziej przypomina kraj dwóch oddzielnych rzeczywistości. Wybory prezydenckie w 2027 r. nie będą wyłącznie klasycznym starciem programów politycznych ani pojedynkiem kandydatów walczących o Pałac Elizejski. Znacznie głębiej będą referendum nad tym, czy Francuzi nadal tworzą jeden naród polityczny. Coraz wyraźniej bowiem widać, że między wielkimi metropoliami a prowincją narasta nie tylko konflikt społeczny czy ekonomiczny, ale przede wszystkim konflikt kulturowy, psychologiczny i cywilizacyjny.
.Francja przez dekady była przekonana, że Republika potrafi scalać bardzo różne środowiska społeczne wokół wspólnej opowieści narodowej. Dziś coraz większa część Francuzów ma jednak poczucie, że wspólna Francja rozpada się na odrębne światy żyjące według różnych kodów kulturowych, różnych doświadczeń ekonomicznych i różnych wizji przyszłości kraju. Właśnie dlatego wybory prezydenckie Francja 2027 mogą stać się jednymi z najbardziej emocjonalnych i najważniejszych wyborów w historii V Republiki.
Paryż i metropolie jako centrum nowej Francji
Wielkie francuskie miasta stały się w ostatnich dekadach symbolem Francji zwycięskiej wobec globalizacji. Paryż, Lyon, Bordeaux czy Tuluza przyciągają kapitał, sektor technologiczny, klasy kreatywne, administrację państwową oraz nowe elity ekonomiczne. To właśnie tam najmocniej zakorzeniła się Francja liberalna, europejska i postnarodowa, znacznie bardziej otwarta na globalizację i przemiany kulturowe.
W wielu analizach publikowanych na łamach „Wszystko co Najwazniejsze” powraca przekonanie, że Emmanuel Macron stał się symbolem właśnie tej Francji metropolitalnej. Francji mobilnej, wykształconej, zamożniejszej, znacznie mniej przywiązanej do dawnych struktur wspólnotowych i tradycyjnej tożsamości republikańskiej.
Coraz więcej Francuzów spoza wielkich miast ma jednak poczucie, że elity metropolitalne przestały rozumieć resztę kraju. Paryż coraz częściej jawi się prowincji nie jako stolica wspólnej Republiki, ale jako osobna planeta polityczna, kulturowa i ekonomiczna.
Francja peryferyjna i narastające poczucie pogardy
Jednym z najważniejszych elementów współczesnego kryzysu Francji stało się poczucie pogardy wobec prowincji. Paul Melun opisuje wręcz „zbiorowe zjawisko społecznej pogardy dla Francji peryferyjnej”, które jego zdaniem trwale podzieliło kraj.
To właśnie ten element okazuje się dziś kluczowy dla zrozumienia wzrostu gniewu społecznego i sukcesu ugrupowań kontestujących dotychczasowy model polityczny Francji. Znaczna część mieszkańców prowincji uważa, że została symbolicznie wypchnięta poza centrum życia narodowego. Francja peryferyjna ma poczucie, że została przedstawiona przez część elit jako przestrzeń zacofania, lęku, konserwatyzmu i politycznej niewiedzy.
W rzeczywistości za tym gniewem kryją się jednak znacznie głębsze procesy. W wielu regionach Francji doszło do stopniowego osłabienia usług publicznych, zamykania połączeń kolejowych, utraty przemysłu, pogarszania się dostępu do administracji państwowej i narastającego poczucia niepewności ekonomicznej. Właśnie tam szczególnie silne staje się przekonanie, że Republika wycofała się z codziennego życia obywateli.
To dlatego bunt „żółtych kamizelek” wybuchł przede wszystkim poza wielkimi metropoliami. Był nie tylko protestem ekonomicznym, ale symbolicznym krzykiem Francji, która uznała, że przestała być słyszana przez własne państwo.
Dlaczego prowincja głosuje inaczej niż Paryż
Różnica polityczna między Paryżem a prowincją nie jest dziś wyłącznie różnicą preferencji wyborczych. Coraz bardziej przypomina zderzenie dwóch odmiennych doświadczeń historycznych i społecznych. Autorzy tekstów publikowanych na „Wszystko co Najwazniejsze” podkreślają, że francuska prowincja znacznie mocniej odczuwa skutki kryzysu bezpieczeństwa, migracji i osłabienia wspólnot lokalnych.
Paryż i największe metropolie funkcjonują coraz częściej według logiki społeczeństwa globalnego. Tymczasem prowincja pozostaje bardziej przywiązana do tradycyjnej wizji państwa narodowego, bezpieczeństwa kulturowego i republikańskiej ciągłości historycznej. To właśnie dlatego debata o migracji i asymilacji wywołuje na prowincji znacznie silniejsze emocje niż w elitach wielkomiejskich.
Wielu mieszkańców Francji prowincjonalnej uważa, że koszty przemian społecznych i kulturowych ponoszą przede wszystkim oni, podczas gdy elity polityczne i medialne żyją w znacznie bardziej chronionym świecie wielkich miast.
Bruno Retailleau i powrót porządku republikańskiego
Na tle narastającego podziału między Francją metropolitalną a Francją peryferyjną coraz większe znaczenie zyskują politycy odwołujący się do potrzeby odbudowy autorytetu państwa. Bruno Retailleau stał się jedną z najważniejszych postaci tego nurtu politycznego. Jego przekaz bardzo silnie trafia właśnie do tej części Francji, która uważa, że Republika utraciła zdolność ochrony własnych obywateli i własnej wspólnoty narodowej.
W tekście opublikowanym we „Wszystko co Najwazniejsze” Retailleau mówi wprost o potrzebie „przywrócenia porządku Republice”. W jego diagnozie Francja przeżywa kryzys państwa, autorytetu i bezpieczeństwa, który coraz mocniej podważa zaufanie obywateli do instytucji V Republiki.
Retailleau bardzo wyraźnie łączy kryzys bezpieczeństwa z kryzysem asymilacji i osłabieniem państwa republikańskiego. Jego polityczna siła wynika właśnie z tego, że potrafi mówić językiem Francji prowincjonalnej: Francji, która coraz częściej ma poczucie chaosu, utraty kontroli i rozpadu dawnej ciągłości narodowej.
To również tłumaczy, dlaczego hasło „przywrócenia porządku” staje się dziś tak silne politycznie. Coraz większa część Francuzów uważa bowiem, że państwo republikańskie utraciło zdolność narzucania wspólnych reguł życia społecznego.
Właśnie dlatego debata o bezpieczeństwie, migracji i autorytecie państwa będzie jednym z centralnych tematów kampanii poprzedzającej wybory prezydenckie we Francji w 2027 r. Coraz więcej wyborców nie oczekuje już od państwa jedynie reform gospodarczych. Oczekuje przywrócenia poczucia ładu i kontroli nad krajem.
Migracja jako symbol utraty kontroli
Temat migracji coraz bardziej staje się we Francji symbolem szerszego kryzysu państwa. Debata o imigrantach przestała być wyłącznie sporem o politykę społeczną czy gospodarczą. Coraz częściej jest postrzegana jako pytanie o zdolność Republiki do kontrolowania własnego terytorium, własnych granic i własnej wspólnoty narodowej.
To właśnie dlatego kwestia migracji tak silnie wpływa dziś na wzrost poparcia dla Jordana Bardelli i Marine Le Pen. Znaczna część wyborców postrzega bowiem Zjednoczenie Narodowe jako partię próbującą przywrócić państwu kontrolę nad procesami, które według nich wymknęły się elitom spod kontroli.
Francja prowincjonalna coraz częściej uważa, że państwo republikańskie nie potrafi już skutecznie chronić bezpieczeństwa, wspólnej kultury i ciągłości narodowej. W tym sensie wybory prezydenckie we Francji w 2027 r. będą także głosowaniem nad pytaniem, czy Francja nadal wierzy w możliwość zachowania własnej spójności cywilizacyjnej.
Jordan Bardella i polityczny bunt Francji peryferyjnej
Fenomen Jordan Bardelli nie może być zrozumiany bez zrozumienia geograficznego i kulturowego pęknięcia współczesnej Francji. Bardella stał się symbolem nowej Francji politycznej właśnie dlatego, że potrafił przemówić do wyborców czujących się opuszczonymi przez system polityczny V Republiki.
Jego sukces nie wynika wyłącznie z siły samego Zjednoczenia Narodowego. Znacznie głębiej jest wyrazem narastającego przekonania, że dawne elity republikańskie utraciły kontakt z rzeczywistością dużej części społeczeństwa. Właśnie dlatego wybory 2027 mogą okazać się momentem historycznego przesilenia politycznego we Francji.
Coraz więcej Francuzów nie głosuje już bowiem wyłącznie za konkretnym programem politycznym. Głosuje przeciwko poczuciu marginalizacji, utraty znaczenia i symbolicznego wykluczenia z narodowej wspólnoty.
Francja 2027 jako laboratorium kryzysu Zachodu
To, co dzieje się dziś między francuskimi metropoliami a prowincją, wykracza daleko poza samą Francję. W rzeczywistości jest jednym z najważniejszych laboratoryjnych przykładów kryzysu współczesnych demokracji zachodnich. Konflikt między elitami wielkomiejskimi a społeczeństwami peryferyjnymi pojawia się dziś w coraz większej liczbie państw Europy i Zachodu.
Francja pozostaje jednak szczególnym przypadkiem, ponieważ przez dekady uważała się za modelową Republikę zdolną integrować różne warstwy społeczne wokół wspólnego projektu narodowego. Dziś coraz więcej Francuzów obawia się, że ten model zaczyna się rozpadać.
Właśnie dlatego wybory prezydenckie Francja 2027 będą czymś znacznie większym niż zwykłym wydarzeniem politycznym. Będą jednym z najważniejszych testów przyszłości zachodniego modelu demokratycznego.
Arkadiusz Jordan
Paryż





