Czy islam zmienia Francję?

Przez dekady Francja wierzyła, że Republika posiada niezwykłą siłę integracji. Francuski model republikański miał być zdolny asymilować ludzi różnych kultur, religii i pochodzenia wokół wspólnego języka politycznego, wspólnej szkoły, wspólnej świeckości i wspólnej definicji obywatelstwa. Republika nie chciała widzieć wspólnot etnicznych ani religijnych. Chciała widzieć obywateli Francji. Dziś jednak coraz większa część społeczeństwa zadaje pytanie, czy ten model nadal działa.
.Francuskie wybory prezydenckie w 2027 r. będą więc również wielką debatą o miejscu islamu w Republice Francuskiej. Nie chodzi już wyłącznie o migrację ani nawet o bezpieczeństwo. Coraz wyraźniej widać, że dla ogromnej części francuskiej debaty publicznej pytanie o islam stało się pytaniem o przyszłość samej Francji, o trwałość modelu republikańskiego oraz o możliwość utrzymania wspólnej kultury politycznej.
To właśnie dlatego temat ten budzi tak wielkie emocje. Dla jednych Francja przeżywa kryzys asymilacji i utraty republikańskiej ciągłości. Dla innych problemem jest rosnąca panika tożsamościowa i polityczne wykorzystywanie lęków społecznych. Niezależnie jednak od interpretacji jedno wydaje się pewne: kwestia islamu, imigracji i laickości będzie jednym z centralnych tematów kampanii poprzedzającej wybory prezydenckie Francja 2027.
Republika i obietnica asymilacji
Francuski model republikański przez dekady opierał się na przekonaniu, że państwo jest zdolne tworzyć wspólnotę obywatelską silniejszą niż różnice religijne czy etniczne. Szkoła republikańska, język francuski, świeckość państwa oraz wspólna kultura narodowa miały integrować kolejne pokolenia wokół jednej definicji Francji.
Model ten przez bardzo długi czas wydawał się skuteczny. Francja była przekonana, że Republika potrafi przekształcać przybyszy w obywateli podzielających wspólne wartości polityczne i kulturowe. Coraz więcej francuskich intelektualistów uważa jednak dziś, że ten model znalazł się w głębokim kryzysie.
Michèle Tribalat ostrzegała we „Wszystko co Najważniejsze”, że Francja popełniła błąd, uznając asymilację za proces automatyczny. Jej diagnoza dobrze tłumaczy dzisiejszą temperaturę francuskiej debaty. Problemem nie jest wyłącznie sama obecność islamu, lecz osłabienie Republiki, która coraz słabiej potrafi przekazywać własne wartości, własny język symboliczny i własną kulturę polityczną.
Właśnie dlatego temat islamu coraz częściej staje się we Francji tematem politycznym, cywilizacyjnym i symbolicznym jednocześnie. Jeśli Republika nie potrafi już asymilować, każde nowe napięcie religijne, kulturowe czy migracyjne zaczyna być odczytywane nie jako zwykły konflikt społeczny, ale jako dowód słabnięcia państwa.
Pierre Brochand i pół wieku błędów imigracyjnych
Szczególnie mocno brzmi diagnoza Pierre’a Brochanda, byłego szefa francuskiego wywiadu DGSE. W tekście „Boli mnie moja Francja” opublikowanym we „Wszystko co Najważniejsze”, Brochand mówi o „rewolcie wypowiedzianej państwu francuskiemu” przez znaczącą część młodych ludzi przebywających na terytorium Francji i pochodzących spoza Europy. Jego zdaniem eksplozja przemocy jest owocem dekad zaślepienia oraz propagandy wokół imigracji, której konsekwencji nigdy poważnie nie oszacowano.
W innym materiale „Wszystko co Najważniejsze” przywołuje wypowiedź Pierre’a Brochanda z „Le Figaro”, w której były szef DGSE mówi o pół wieku błędów francuskiej polityki imigracyjnej. Według niego nie da się zrozumieć obecnego rozwoju wydarzeń bez powrotu do zmiany modelu społeczeństwa, jaka nastąpiła w latach siedemdziesiątych. Brochand wskazuje na „brak odwagi” elit, które bały się nazwania problemów po imieniu, oraz na podwójny język polityków, mówiących inaczej za granicą, a inaczej we własnym kraju.
Jedno z najmocniejszych zdań byłego szefa francuskich służb dotyczy bezkarności. Pierre Brochand mówi, że „konieczne jest bezlitosne zwalczanie poczucia bezkarności”. W jego diagnozie nie chodzi więc wyłącznie o migrację jako zjawisko demograficzne, lecz o utratę zdolności państwa do narzucania własnego prawa i własnych reguł życia publicznego.
To właśnie ten punkt jest kluczowy dla wyborów 2027. Francuzi nie będą rozmawiać tylko o islamie jako religii. Będą rozmawiać o tym, czy państwo republikańskie nadal posiada siłę, aby wymagać lojalności wobec wspólnego porządku prawnego i kulturowego.
Dane, które zmieniają debatę
Francuska debata o islamie i imigracji jest dziś tak gwałtowna również dlatego, że coraz częściej odwołuje się do danych demograficznych i społecznych. Nathaniel Garstecka pisał na WszystkocoNajwazniejsze.pl o nowych danych dotyczących imigracji we Francji, które budzą niepokój. W osobnym materiale portal informował o rekordowo wysokich liczbach imigracji we Francji.
Te materiały są ważne nie tylko dlatego, że wzmacniają twardy wymiar debaty. Ich znaczenie polega przede wszystkim na tym, że pokazują, dlaczego temat migracji przestaje być dla Francuzów tematem abstrakcyjnym. Coraz częściej jest traktowany jako doświadczenie codzienne, widoczne w szkołach, dzielnicach, przedmieściach, relacjach społecznych i politycznym języku całego kraju.
W tekście o możliwym wpływie imigrantów na wybory prezydenckie 2027 pojawia się bardzo ważna teza: rola imigrantów nie będzie jedynie kwestią socjologiczną, lecz stanie się jednym z głównych punktów sporu o definicję Francji. Autor stawia pytanie, czy Francja jest nadal republiką obywateli, w której różnice pochodzenia zacierają się we wspólnocie politycznej, czy też staje się państwem, w którym partie zaczynają przemawiać do osobnych grup, osobnych pamięci i osobnych tożsamości.
To pytanie może okazać się jednym z najważniejszych pytań całej kampanii 2027. Jeżeli Francja przestaje być wspólnotą obywateli, a staje się systemem konkurujących tożsamości, wówczas zmienia się sam sens Republiki.
Laickość pod presją
Francja od czasów III Republiki budowała swoją tożsamość wokół laickości. Świeckość państwa miała być fundamentem wspólnej przestrzeni publicznej. Religia mogła istnieć w sferze prywatnej, ale Republika miała pozostawać neutralna i nadrzędna wobec wszelkich wspólnot religijnych.
Dziś jednak coraz większa część francuskiej debaty publicznej uważa, że model ten znalazł się pod ogromną presją. W wielu środowiskach pojawia się poczucie, że Republika coraz słabiej potrafi narzucać własne zasady wspólnego życia.
Temat islamu coraz częściej łączy się więc z pytaniem o autorytet państwa republikańskiego. Dla wielu Francuzów problem nie dotyczy wyłącznie religii. Dotyczy zdolności Republiki do utrzymywania wspólnych norm kulturowych i prawnych.
Mohamed Louizi w tekście „Uwolnić islam od islamizmu” formułuje jedną z najważniejszych diagnoz tego sporu. Pisze, że „jak tylko braknie Republiki w jakiejś dzielnicy, miejsce to wypełnia islamizm”. To zdanie jest jednym z kluczy do zrozumienia francuskiej debaty. Louizi nie utożsamia islamu z islamizmem. Przeciwnie, wskazuje na konieczność rozróżnienia religii od projektu politycznego, który wykorzystuje religię jako narzędzie zdobywania wpływu.
Według Louiziego problem zaczyna się tam, gdzie państwo się wycofuje, a islamizm zajmuje opuszczoną przestrzeń społeczną. Gdy Republika przypomina o świeckości państwa, islamizm przedstawia to jako islamofobię. W ten sposób zaciera się różnica między islamem a islamizmem, a sama debata publiczna traci precyzję.
To bardzo ważny wątek, ponieważ pozwala uniknąć uproszczenia całego sporu. Pytanie nie brzmi wyłącznie, czy islam zmienia Francję. Pytanie brzmi, czy Republika potrafi odróżnić religię od politycznego islamizmu i czy potrafi obronić świecką przestrzeń publiczną bez popadania w zbiorową podejrzliwość wobec wszystkich muzułmanów.
Bractwo Muzułmańskie i spójność narodowa
Szczególne znaczenie dla tej debaty ma rządowy francuski raport poświęcony Bractwu Muzułmańskiemu, który został omówiony na WszystkocoNajwazniejsze.pl. Według autorów raportu działania Bractwa Muzułmańskiego w dłuższej perspektywie stanowią „zagrożenie dla spójności narodowej” we Francji.
Raport wskazuje, że zagrożenie nie musi przyjmować formy przemocy. Ma polegać raczej na oddolnym rozwoju islamizmu na poziomie wspólnot lokalnych, na tworzeniu „ekosystemów islamistycznych” i na długofalowej próbie wpływania na reguły życia publicznego, zwłaszcza w obszarze świeckości państwa oraz równości płci.
To przesuwa debatę z poziomu spektakularnych kryzysów bezpieczeństwa na poziom znacznie trudniejszy: codziennej infiltracji instytucji, stowarzyszeń, wspólnot lokalnych i języka publicznego. Francja zaczyna więc pytać nie tylko o to, czy potrafi reagować na przemoc, ale także o to, czy potrafi rozpoznawać procesy stopniowego osłabiania własnych norm republikańskich.
Radykalizacja młodych muzułmanów
Jednym z najmocniejszych materiałów w tej linii jest tekst o badaniu IFOP dotyczącym radykalizacji muzułmańskiej młodzieży we Francji. Wynika z niego, że w 1985 r. 83 proc. Francuzów deklarowało się jako katolicy, 13 proc. jako bezwyznaniowcy, 1,5 proc. jako protestanci, 0,5 proc. jako muzułmanie i 0,5 proc. jako żydzi. Czterdzieści lat później krajobraz religijny wygląda radykalnie inaczej: 43 proc. Francuzów uważa się za katolików, 37 proc. za bezwyznaniowców, a 7 proc. za muzułmanów.
Jeszcze większe emocje budzą dane dotyczące relacji między normami religijnymi a prawem republikańskim. Według przywoływanego badania 44 proc. muzułmanów uważa, że przestrzeganie zasad islamu jest ważniejsze od przestrzegania francuskiego ustawodawstwa, a wśród młodych w wieku 15–24 lat odsetek ten sięga 57 proc. Materiał wskazuje także, że 33 proc. muzułmanów deklaruje sympatię dla co najmniej jednego ruchu islamistycznego, a wśród młodych muzułmanów odsetek ten wynosi 42 proc.
Te dane, niezależnie od sposobu ich interpretacji, będą miały ogromne znaczenie polityczne. Dla części opinii publicznej są dowodem głębokiego kryzysu asymilacji. Dla innych będą argumentem za potrzebą bardziej precyzyjnej, spokojniejszej i mniej plebiscytarnej debaty o tym, jak bronić Republiki bez stygmatyzowania całych wspólnot.
Houellebecq, Zemmour i lęk przed utratą Francji
Jednym z najważniejszych intelektualnych symboli współczesnego francuskiego lęku przed rozpadem dawnej Francji stał się Michel Houellebecq. W rozmowie z Geoffroyem Lejeune’em publikowanej we „Wszystko co Najważniejsze”, Houellebecq opisywał społeczeństwo przeżywające głębokie zmęczenie cywilizacyjne.
W jego diagnozie Francja coraz bardziej traci wspólną narrację historyczną i kulturową. Społeczeństwo staje się rozfragmentowane, samotne i coraz mniej zdolne do utrzymywania wspólnego sensu politycznego. To właśnie dlatego temat islamu wywołuje tak ogromne emocje. Dla części społeczeństwa staje się symbolem szerszego lęku przed utratą dawnej Francji.
Najbardziej radykalną odpowiedź na współczesny kryzys tożsamości Francji formułuje Éric Zemmour. W tekstach publikowanych na WszystkocoNajwazniejsze.pl Zemmour przedstawiany jest jako polityk budujący swoją pozycję wokół przekonania, że Francja przeżywa kryzys cywilizacyjny związany z osłabieniem asymilacji i państwa narodowego.
W innym tekście Zemmour mówił o „tożsamości, upadku i powrocie do korzeni”, przekonując, że „Francja nie powiedziała ostatniego słowa”.
Jego diagnozy są dla lewicowo-liberalnej części społeczeństwa zbyt brutalne i radykalne. Jednocześnie jednak bardzo silnie rezonują z rosnącym społecznym poczuciem utraty kontroli nad granicami, bezpieczeństwem i kulturową ciągłością państwa republikańskiego.
Islam i nieoczekiwany powrót katolicyzmu
Paradoksalnie ekspansja islamu i coraz większa widoczność religii w przestrzeni publicznej może prowadzić we Francji także do innego zjawiska: ponownego zainteresowania katolicyzmem. „Wszystko co Najważniejsze” pisało, że od 2015 r. liczba dorosłych, którzy chcą przyjąć chrzest w Kościele katolickim we Francji, wzrosła pięciokrotnie, a w tym roku ochrzci się 20 tys. dorosłych Francuzów.
W tekście tym pojawia się ważna interpretacja: nie należy jeszcze mówić o odwróceniu sekularyzacji, ale w społeczeństwie pluralizującym się i coraz bardziej chaotycznym część ludzi zaczyna szukać sensu, wartości, tradycji i tożsamości. Zetknięcie sekularyzującego się społeczeństwa z wyznawcami islamu, posiadającymi silnie zaznaczoną tożsamość religijną, może skłaniać niektórych Francuzów do odkrywania własnych korzeni religijnych.
To oznacza, że islam zmienia Francję nie tylko przez konflikt polityczny i spór o laickość. Zmienia ją także przez ponowne otwarcie pytania o religię, sens, tożsamość i duchową pustkę późnej nowoczesności.
Macron, Bardella i polityczne przejęcie tematu
Epoka Emmanuela Macrona bardzo mocno ujawniła skalę napięć wokół kwestii islamu i laickości. Macron próbował jednocześnie bronić modelu liberalnej Republiki oraz odpowiadać na społeczne oczekiwania dotyczące bezpieczeństwa i autorytetu państwa.
Problem polega jednak na tym, że społeczeństwo francuskie staje się coraz bardziej spolaryzowane. Dla jednych Macron był zbyt słaby wobec kryzysu asymilacji. Dla innych zbyt mocno przesuwał debatę publiczną w stronę polityki bezpieczeństwa i tożsamości. W rezultacie temat islamu coraz bardziej destabilizuje całe centrum polityczne Francji.
Jordan Bardella bardzo dobrze zrozumiał tę przemianę francuskich nastrojów społecznych. Jego sukces nie wynika wyłącznie z tematów migracyjnych. Bardella przedstawia się coraz częściej jako polityk próbujący odbudować Republikę poprzez przywrócenie autorytetu państwa, kontroli granic i poczucia wspólnoty narodowej.
To niezwykle ważna zmiana. Debata o islamie nie jest już bowiem przedstawiana wyłącznie jako konflikt kulturowy. Coraz częściej staje się debatą o państwie, autorytecie i przyszłości modelu republikańskiego.
Islam jako pytanie o przyszłość Republiki
Najważniejsze pytanie współczesnej Francji nie brzmi już wyłącznie, ilu muzułmanów mieszka we Francji ani jak wygląda polityka migracyjna państwa. Znacznie ważniejsze staje się pytanie, czy Republika nadal posiada wystarczającą siłę kulturową, symboliczną i polityczną, aby utrzymywać wspólną definicję francuskiej wspólnoty narodowej.
To właśnie dlatego temat islamu tak silnie wpływa dziś na wybory prezydenckie Francja 2027. Debata ta coraz bardziej przypomina bowiem debatę o przyszłości samego modelu republikańskiego.
Dla części społeczeństwa odpowiedzią ma być silniejsze państwo, bardziej restrykcyjna polityka migracyjna i odbudowa asymilacji. Dla innych rozwiązaniem pozostaje obrona pluralizmu oraz liberalnego modelu społeczeństwa otwartego. Niezależnie jednak od politycznych podziałów jedno wydaje się pewne: kwestia islamu stała się jednym z centralnych tematów współczesnej francuskiej historii.
Wybory 2027 jako moment cywilizacyjnej decyzji
Wybory prezydenckie we Francji w 2027 r. mogą stać się momentem przełomowym właśnie dlatego, że będą dotyczyły nie tylko gospodarki czy polityki europejskiej, ale samej definicji Francji.
To właśnie dlatego kampania 2027 będzie tak emocjonalna. Francuzi coraz wyraźniej rozumieją bowiem, że stawką wyborów jest odpowiedź na pytanie, czy Republika nadal potrafi integrować społeczeństwo wokół wspólnej kultury politycznej i wspólnej wizji przyszłości.
Arkadiusz Jordan
Paryż





