Rozmowa z Jean-Paulem Oury w paryskiej kawiarni [Nathaniel GARSTECKA]

Kawa, croissant i piękna pogoda… W Paryżu to w zupełności wystarcza, by nawiązać ciekawe rozmowy o polityce, historii i ideach, które kształtują nasz świat. Tym bardziej na niecały rok przed wyborami prezydenckimi – najważniejszym wydarzeniem we francuskim kalendarzu politycznym.
.Paryskie kawiarnie tętnią życiem o każdej porze roku – to oczywiste. Rano czy wieczorem, niezależnie od tego, czy świeci słońce, czy pada deszcz, latem, czy zimą. To jeden z wielu uroków tego miasta, które bez wątpienia jest jednym z najpiękniejszych na świecie. Jakże wielką przyjemnością było więc spotkać się tam z moim przyjacielem Jean-Paulem Ourym, filozofem i pisarzem, związanym z francuskimi kręgami liberalno-konserwatywnymi, aby porozmawiać o sprawach, które leżą nam na sercu.
Wśród nich znalazła się sytuacja liberalnego konserwatyzmu we Francji. Ten nurt ideowy jest obecnie reprezentowany przez cztery partie polityczne, po kilkudziesięcioletniej pustce, która doprowadziła wielu działaczy do rozpaczy. Możemy zatem wymienić Reconquête Érica Zemmoura i Sarah Knafo, Nouvelle Energie Davida Lisnarda, UDR Érica Ciottiego oraz IDL Marion Maréchal, przy czym te dwie ostatnie są powiązane ze Zjednoczeniem Narodowym.
Trzeba przyznać, że różnice ideologiczne między tymi czterema ruchami są znikome. Ugrupowania te mogłyby wymienić się programami, a prawdopodobnie prawie nikt by tego nie zauważył, o czym świadczy niedawna debata między Sarah Knafo a Davidem Lisnardem przed zgromadzeniem szefów komitetu ETHIC. Jean-Paul Oury zgadza się jednak, że ta czwórka nie reprezentuje bynajmniej większości Francuzów ani nawet większości prawicowych wyborców. Nie przeszkadza mu to jednak w obronie swoich poglądów w debacie publicznej, na przykład poprzez wspieranie Davida Lisnarda, kierując się spójnością intelektualną i chęcią promowania swoich idei, co faktycznie jest kwestią, w której się zgadzamy.
Zgadzamy się również co do konieczności pracy nad prawdziwą unią prawicy, do czego każdy z nas dąży w obszarach naszych działań. Czy kiedykolwiek uda nam się osiągnąć szerokie porozumienie polityczne między Reconquête, Nouvelle Energie, UDR, IDL oraz liberalno-konserwatywnym skrzydłem Republikanów lub Zjednoczenia Narodowego? Byłby to wielki sukces. W końcu pierwsze próby zawarcia lokalnych porozumień już miały miejsce, na przykład podczas ostatnich wyborów konsularnych.
Nasza dyskusja pozwoliła mi zauważyć, jak trudno jest trzymać się linii liberalno-konserwatywnej w obliczu politycznych haseł i ideologicznych uproszczeń, które zalewają media. Poruszyliśmy kwestię niektórych „twardogłowych” liberałów, którzy odrzucają wszelką debatę na tematy społeczne, nawet jeśli oznacza to, że nie mają nic do zarzucenia „postępowym” reformom kolejnych rządów centrowych. Z drugiej strony niektórzy „czystej krwi” konserwatyści gardzą liberalną doktryną ekonomiczną, utożsamiając ją z anarchią i postrzegając jako furtkę dla wszelkich wypaczeń progresywnych i „woke”. Tym bardziej godne uwagi jest to, że kilka partii politycznych miało odwagę zająć wyraźne stanowisko w tej sprawie.
Jednym z najważniejszych punktów obecnej debaty politycznej na prawicy jest kwestia liberalizmu gospodarczego. Od czasów opozycji wobec Związku Sowieckiego mamy skłonność do przyjmowania za pewnik, że prawica jest z definicji liberalna. Jednak wcale tak nie jest. Bastiat (który określał się jako ani lewicowy, ani prawicowy) i Tocqueville to jedynie wyjątki w ideologicznej i politycznej historii francuskiej prawicy. „Piękne wyjątki” – podkreśla słusznie Jean-Paul Oury. Dodałbym z mojej strony, że Marine Le Pen ma być może „socjalistyczny” program gospodarczy, ale to nie czyni z niej działaczki lewicowej, nawet jeśli bez wątpienia akceptuje to określenie dla celów elektoralnych.
Kolejny punkt sporny między niektórymi liberałami: kwestia Unii Europejskiej. Zwróciłem uwagę mojemu przyjacielowi, że wielu działaczy naszego nurtu ideowego uważało, iż likwidacja państw narodowych na rzecz brukselskiej komisji skupiającej wszystkie kompetencje byłaby całkowicie akceptowalna z liberalnego punktu widzenia. Na szczęście Jean-Paul Oury uspokoił mnie, twierdząc, że chodzi tu bez wątpienia o skrajną mniejszość osób w naszym obozie. Federalistyczny i centralistyczny kierunek rozwoju instytucji brukselskich nie ma oczywiście nic wspólnego z liberalizmem. Dodajmy do tego siłę lobby krążących wokół Komisji i Parlamentu Europejskiego, na przykład lobby Braci Muzułmanów czy radykalnych ekologów.
Warto zauważyć, że to Jean-Paul Oury spopularyzował koncepcję „bruxit”, która od tamtej pory rozkwitła na prawicy. Polega ona na walce z brukselską biurokracją i jej nadużyciami bez odrzucania pozytywnych aspektów integracji europejskiej dla Europejczyków. Koncepcja ta jest daleka od „eurofobii”, ponieważ popierają ją zaangażowani Europejczycy – Jean-Paul Oury publikuje europejskich autorów na swojej stronie internetowej „European Scientist”, co jego zdaniem dowodzi, że nie potrzebujemy brukselskich technokratów do efektywnej współpracy.
Rozmowa w naturalny sposób doprowadziła nas do kwestii generała de Gaulle’a, który stanowi kamień węgielny politycznej historii Francji w XX wieku. Jean-Paul Oury, autor m.in. powieści Siliclone i Greta zabiła Einsteina, opowiedział o swoim pobycie w Polsce w 1996 roku oraz o tym, że przeczytał tam artykuł na temat mało znanego dziś spotkania Charles’a de Gaulle’a ze Stalinem w 1944 roku. Wynika z tego – co już jest szerzej znane – że generał wolał porozumieć się z sowieckim dyktatorem, aby uniemożliwić Amerykanom ustanowienie swojej administracji we Francji po wyzwoleniu. Miało to ponurą konsekwencję, za którą do dziś płacimy cenę: pozwoliło to ideologicznej lewicy stopniowo przejmować kluczowe instytucje kraju, aż w końcu była w stanie trwale narzucić swoje idee w debacie publicznej.
Ten epizod z życia generała de Gaulle’a oczywiście przyćmiewa jego wizerunek funkcjonujący w powszechnej świadomości, podobnie jak jego odmowa sprzeciwienia się podstawom powojennej francuskiej polityki migracyjnej oraz podpisanie porozumień z Évian w 1962 r., kończących wojnę w Algierii. Nie podważa to jednak jego statusu ikony francuskiej polityki, podobnie jak nie podważa innych, bardziej chwalebnych wydarzeń z jego życia, takich jak na przykład udział w wojnie polsko-rosyjskiej w 1920 roku czy kontynuacja walki z Niemcami w roku 1940. Zgadzamy się zatem w odniesieniu do tego, co najważniejsze: każdy może znaleźć w dziele generała de Gaulle’a to, co mu odpowiada, i należy z najwyższą ostrożnością podchodzić zarówno do tych, którzy odrzucają go w całości, jak i do tych, którzy podziwiają go bezkrytycznie.
.Rozstaliśmy się po półtorej godziny bardzo interesującej rozmowy, ciesząc się atmosferą, jaką oferowała nam nasza mała kawiarnia w zachodniej części Paryża – w tym mieście, gdzie piękno otoczenia w naturalny sposób podnosi poziom dyskusji, zwykła kawiarnia staje się sceną intelektualnego teatru. Być może właśnie na tym polega najgłębszy urok Paryża – na tym, że potrafi on przekształcić rozmowę przyjaciół w chwilę pełną wdzięku, w której czas, historia i przekonania łączą się z rzadką elegancją.
Nathaniel Garstecka
Tekst pochodzi z cotygodniowej kroniki prowadzonej w języku francuskim i polskim przez Autora w tygodniku „Gazeta na Niedzielę” [link]. Przedruk za zgodą redakcji.






