Referendum w Krakowie. Łukasz Gibała rzuca rękawicę Aleksandrowi Miszalskiemu

Będzie referendum w Krakowie nad odwołaniem prezydenta miasta. Stowarzyszenie i klub radnych miejskich Kraków dla Mieszkańców Łukasza Gibały poinformowały 28 stycznia 2026 r. o włączeniu się w zbieranie podpisów pod obywatelską inicjatywą referendalną w sprawie odwołania Aleksandra Miszalskiego (KO) z urzędu prezydenta miasta Krakowa.
Referendum w Krakowie: „Trzeba odzyskać miasto dla mieszkańców, z dala od układów partyjnych”
.Kontrkandydat Aleksandra Miszalskiego w wyborach samorządowych Łukasz Gibała decyzję o przyłączeniu się do akcji referendalnej uzasadnił opiniami, które otrzymał od mieszkańców i internautów. „Przytłaczająca większość z Was uważa, że powinniśmy się dołączyć do inicjatywy Jana Hoffmana, zmierzającej do odwołania Aleksandra Miszalskiego. Nie dziwi mnie to, bo sam mam podobne zdanie” – napisał na Facebooku.
Łukasz Gibała zwrócił się z prośbą o kontakt do osób, które chcą w jakikolwiek sposób pomóc w zbiórce podpisów. „Najwyższa pora odzyskać Kraków. Od układów partyjnych. Dla mieszkańców” – napisał.
Łukasz Gibała był kontrkandydatem Aleksandra Miszalskiego w II turze wyborów na prezydenta Krakowa w 2024 r. Przegrał otrzymując prawie 49 proc. poparcia, podczas gdy na Aleksandra Miszalskiego zagłosowało ponad 51 proc. uprawnionych.
Kiedy referendum o odwołanie Aleksandra Miszalskiego?
Grupa obywateli, reprezentujących różne środowiska, złożyła 27 stycznia 2026 r. w krakowskiej delegaturze Krajowego Biura Wyborczego oraz w Urzędzie Miasta Krakowa powiadomienie o zamiarze wystąpienia z inicjatywą przeprowadzenia referendum ws. odwołania Aleksandra Miszalskiego z urzędu prezydenta miasta. Zbiórka podpisów trwa na terenie miasta. Uruchomiona została także strona internetowa. Aby referendum mogło się odbyć, potrzeba podpisów 10 proc. wyborców, czyli 58 355 osób, zebranych w 60 dni.
28 stycznia 2026 r. o przyłączeniu się do zbiórki podpisów pod referendum ws. odwołania Aleksandra Miszalskiego poinformowali parlamentarzyści i samorządowcy PiS. Na konferencji prasowej przed magistratem poprosili mieszkańców o podpisywanie inicjatywy referendalnej.
– Nasze środowisko, zgodnie z decyzją kierownictwa naszej partii, będzie także zbierało podpisy pod tą inicjatywą referendalną – powiedział rzecznik partii Rafał Bochenek. Jak dodał, partia pomoże w zbiórce podpisów, ponieważ od lat krytycznie ocenia działania KO w Krakowie, a szczególnie negatywnie ocenia ostatnie ponad półtora roku rządów Aleksandra Miszalskiego i jego współpracowników.
Nawet Małgorzata Wassermann zmienia front, z poparcia Aleksandra Miszalskiego w 2024 roku – na poparcie jego odwołania w 2026
Poseł PiS Małgorzata Wassermann, która na ostatniej prostej wyborów samorządowych w 2024 r., tuż przed drugą turą ostro zaatakowała Łukasza Gibałę, co doprowadziło do zwycięstwa Aleksandra Miszalskiego, zmieniła zdanie. Jej zdaniem przez ostatnie półtora roku w Krakowie wzrosły tylko zakazy i opłaty. Jak dodała, w zamian jest rosnące zadłużenie miasta i „wysyp kolesiostwa”. Zwracała uwagę na wzrost cen biletów, zwiększenie liczby płatnych godzin za strefę płatnego parkowania oraz wzrost podatków i cen za wodę.
Zdaniem posłanki Aleksander Miszalski miasta kojarzy się z niepoważnymi zachowaniami, takimi jak „taniec na dachu”, „prowadzi politykę w internecie na rolkach”, wraz ze swoim otoczeniem – jak oceniła – „jest kompletnie oderwany od rzeczywistości”, „nie czuje w ogóle głosu społeczeństwa, które nie chce strefy czystego transportu”.
– To jest dramat. Tego nie chce nikt. Nikt się nie spodziewał, że radni miasta Krakowa uchwalą takiego potwora. Ustawodawca dał im do ręki możliwość chronienia choćby całego centrum (miasta), a zamiast tego dostaliśmy strefę czystego transportu w całym mieście – zauważyła Małgorzata Wassermann. Jej zdaniem SCT jest „wyciąganiem pieniędzy z kieszeni mieszkańców Małopolski”. Według niej swobodny wjazd do miasta lokalnych przedsiębiorców jest ważny m.in. ze względu na dużą skalę zwolnień grupowych w Krakowie.
Wiceprzewodniczący Rady Miasta Krakowa Michał Drewnicki ocenił, że „tak wielkiej buty, pychy i arogancji podlukrowanej ładnym słówkiem, pięknym filmikiem, jakąś dziwną rolką nie mieliśmy chyba w Krakowie nigdy”. Według radnego, większość KO i Lewicy w Radzie Miasta masowo odrzuca niepolityczne projekty opozycji. Za przykład podał projekt uchwały dotyczący wsparcia dla pracowników DPS-ów, przedstawiony przez opozycję na ostatniej sesji. – KO skrytykowała, odrzuciła projekt i na tej samej sesji złożyła podobny, tylko swój, który przegłosowała – zauważył Michał Drewnicki.
Aleksander Miszalski zadłużył Kraków na 2 mld zł. Sprzeciw wobec sposobowi jego rządów jest obywatelski i ponadpartyjny
.Politycy opowiadający się za odwołaniem prezydenta Krakowa podkreślali, że Aleksander Miszalski przez półtora roku zadłużył miasto na ok. 2 mld zł, podczas gdy poprzedni prezydent Jacek Majchrowski przez 22 lata zadłużył na ok. 6 mld zł.
Inicjatorzy referendum przekonują, że reprezentują różne środowiska, ale nie partie polityczne. – Nie jest naszym celem walka z rządem Donalda Tuska ani jakimkolwiek innym rządem. To akcja sprzeciwu wobec Aleksandra Miszalskiego i kompletnie zwasalizowanej przez niego Rady Miasta Krakowa – powiedział na konferencji prasowej 27 stycznia 2026 r. jeden z inicjatorów referendum, przewodniczący rady i zarządu dzielnicy Stare Miasto w Krakowie Jan Hoffman.
Pomysłodawcy referendum zarzucają Aleksandrowi Miszalskiemu m.in. zadłużenie miasta, „kolesiostwo”, brak rzetelnego audytu po rządach Jacka Majchrowskiego, niespełnienie obietnic wyborczych, sprawowanie urzędu w sposób niegodny.
Prezydent odpiera zarzuty przeciwników. Wprowadzenie SCT to – jak argumentuje – spełnienie wymogu ustawy o elektromobilności oraz troska o zdrowie i życie mieszkańców. Właścicielom diesli niespełniających norm SCT radzi, aby zakupili auta spełniające normy SCT.
Kraków wciąż funkcjonuje w trybie awaryjnym
.Na konferencji prasowej prezentującej projekt budżetu na 2024 rok Jacek Majchrowski twierdził, że jako Kraków „jesteśmy w dobrej kondycji finansowej”. Patrząc jednak na proponowany budżet na 2024 rok, należy wyciągnąć inne wnioski. Stan finansów miasta jest bardzo zły, brakuje ważnych dla mieszkańców inwestycji i nie ma przestrzeni na dalsze zadłużanie – pisze Łukasz GIBAŁA w opublikowanym na łamach „Wszystko co Najważniejsze” tekście „Kraków w trybie awaryjnym„.
Czy jechaliście kiedyś psującym się samochodem? Takie auto przechodzi w tryb awaryjny, zachowując tylko niezbędne funkcje. Moc silnika zostaje ograniczona, nie może przekraczać pewnej prędkości, nie da się korzystać z wielu funkcji auta. Właśnie takie porównanie przyszło mi na myśl, kiedy analizowałem przyszłoroczny budżet. Przejdźmy jednak do konkretów. Zadłużenie miasta jest gigantyczne. Dług Krakowa ma wzrosnąć o dodatkowe pół miliarda złotych, osiągając na koniec 2024 roku 6,4 mld. Do tego zadłużenia należy dodać zobowiązania spółek miejskich, które nie są umieszczane w budżecie – a to do nich realnie przenoszono wiele inwestycyjnych wydatków miasta. Dług spółek to ponad 3 mld zł. Jacek Majchrowski zadłużył więc Kraków na prawie 10 mld zł!
Oawaryjnym trybie budżetu świadczy poziom nakładów na inwestycje. W porównaniu z 2023 rokiem zmniejszyły się o połowę i większość z nich to kontynuacja już rozpoczętych zadań. Wśród tych najkosztowniejszych są projekty oprotestowane przez mieszkańców, takie jak Centrum Muzyki (115 mln zł), budowane w fatalnym miejscu oraz w niewystarczającej skali, czy kładka pieszo-rowerowa Kazimierz-Ludwinów (51 mln zł), która nie będzie w pełni przystosowana do potrzeb osób z niepełnosprawnościami czy wózków dziecięcych. Drastycznie obcięto ważne dla transformacji energetycznej miasta programy termomodernizacji, wsparcia OZE i małej retencji. W 8,5-miliardowym budżecie zabrakło środków na wiele potrzebnych zadań, takich jak remonty DPS-ów, szkół czy miejskich szpitali. Ale najbardziej dotkliwe są cięcia w przypadku tych inwestycji, które są najbliżej mieszkańców. Mamy przecież w Krakowie ulice nieremontowane od kilkudziesięciu lat, wiele dróg jest pozbawionych chodników, przez co dzieci nie mogą bezpiecznie dotrzeć do szkoły, w wielu miejscach brakuje tak podstawowej infrastruktury, jak kanalizacja sanitarna. Na to nie ma pieniędzy.
Kraków – miasto bez przyszłości?
.Podmiotowe traktowanie zbiorowości tworzącej samorząd przez każdy z jego organów – z prezydentem na czele – jest warunkiem koniecznym, by w Krakowie dokonała się pozytywna zmiana. Nasze miasto potrzebuje nowego modelu zarządzania i przywództwa – pisze Łukasz GIBAŁA.
Pod koniec 2021 roku ukazał się raport „Polskie Miasta Przyszłości 2050”. Eksperci Grupy Saint-Gobain i Polskiego Towarzystwa Studiów nad Przyszłością, analizując możliwe konsekwencje podejmowanych dzisiaj decyzji strategicznych, próbowali odpowiedzieć na pytanie, co czeka mieszkańców polskich metropolii w perspektywie najbliższych dekad. Stworzyli także „Ranking Polskich Miast Przyszłości 2050”, wskazujący, które z nich mają szanse stać się nowoczesnymi, najlepiej dostosowanymi do zmieniającej się rzeczywistości aglomeracjami. Opracowując go, badacze dokonali analizy czterech obszarów ich funkcjonowania: pracę w mieście, mieszkanie w mieście, infrastrukturę związaną ze spędzaniem wolnego czasu oraz transport. Liderem okazała się Warszawa. Drugie miejsce zajął Wrocław, na podium znalazły się również Katowice. Poznań i Gdańsk zajęły ex aequo czwartą pozycję. Przedostatnia w rankingu jest Łódź.
Kraków jest ostatni. Tak – ostatni. Drugie co do wielkości miasto w Polsce, potężny ośrodek naukowy, akademicki i kulturalny osiągał we wszystkich kategoriach niskie lub bardzo niskie wyniki. Metropolia, która ma wszelkie dane, by być przykładem dla innych i wyznaczać kierunki rozwoju, została oceniona jako miasto z najgorszymi widokami na przyszłość.
Oczywiście, z każdym rankingiem można dyskutować, wskazywać mielizny metodologiczne i kwestionować kryteria kwantyfikacji. Tak surowa ocena Krakowa nie jest jednak przypadkiem. Dobitnie pokazuje bowiem rzeczywistość, której na co dzień doświadczają mieszkańcy stolicy Małopolski – Kraków stał się „miastem teoretycznym”, które już dziś ma coraz większe problemy z zaspokajaniem podstawowych potrzeb mieszkańców. A jeżeli coś nie działa już teraz, to w przyszłości będzie działało tak samo źle lub gorzej. O ile nie zajdzie żadna zmiana.
.„Kto mieszka w Krakowie, ten się w cyrku nie śmieje” – ten żart coraz częściej powtarzają krakowianie w facebookowych i kawiarnianych rozmowach. To śmiech przez łzy, próba oswojenia realiów, które ocierają się o absurd i groteskę. W Krakowie smutną normą są zjawiska, których trudno nie uznać za patologiczne. Miasto „promuje” komunikację zbiorową, podnosząc ceny biletów, a autobusy grzęzną w narastających korkach. Urzędnicy jawnie lekceważą mieszkańców zaangażowanych w mechanizmy partycypacyjne: konsultacje społeczne uważają za zło konieczne, arogancko odrzucają postulaty aktywistów, nie realizują inwestycji wybranych przez krakowian w ramach budżetu obywatelskiego. W mieście, w którym na wszystko, co zawiera chlorofil, należy chuchać i dmuchać, zabudowywane są kolejne tereny zielone. Nikt nie panuje nad betonowaniem miasta, a urząd w spornych przypadkach staje po stronie deweloperów, a nie mieszkańców. Władze miasta, budując Trasę Łagiewnicką, forsują rozwiązania komunikacyjne rodem z lat 70. Brną – wbrew dobitnie wyrażonej w referendum opinii mieszkańców – w organizację nikomu niepotrzebnych Igrzysk Europejskich. I tak dalej. Litanię grzechów i zaniechań ekipy rządzącej Krakowem można by ciągnąć długo. A wielu krakowian zapewne dorzuciłoby do niej swoje obserwacje.
PAP/MJ




