Czy Francja nadal rozumie samą siebie?

Francja przez stulecia była jednym z tych państw, które posiadały niezwykłą zdolność opowiadania światu własnej historii. Republika Francuska nie była wyłącznie państwem narodowym ani jednym z europejskich krajów. Była projektem cywilizacyjnym. Była ideą polityczną. Była sposobem rozumienia człowieka, państwa, narodu, świeckości, kultury i samej nowoczesności. Dziś coraz częściej pojawia się jednak pytanie, czy Francja nadal potrafi rozumieć samą siebie.
.Wybory prezydenckie we Francji w 2027 r. będą czymś znacznie większym niż zwykłą zmianą polityczną po epoce Emmanuela Macrona. Coraz bardziej przypominają moment cywilizacyjnego rachunku sumienia. Francuzi coraz częściej mają poczucie, że żyją w kraju, który utracił dawną pewność własnej roli historycznej i własnego miejsca w świecie. Kampania 2027 staje się więc debatą nie tylko o gospodarce, migracji czy bezpieczeństwie, ale przede wszystkim o pytaniu fundamentalnym: czym jest dziś Francja i czy nadal istnieje wspólna definicja francuskiej tożsamości.
Francja jako wielka opowieść Zachodu
Przez bardzo długi czas Francja posiadała niezwykłą zdolność produkowania wielkich idei politycznych i kulturowych. Rewolucja Francuska, prawa człowieka, republikański uniwersalizm, laickość, państwo narodowe i kultura francuska były przez dekady punktami odniesienia dla całego Zachodu. Francja wierzyła, że posiada szczególną misję historyczną. Nie była jedynie jednym z państw europejskich. Była laboratorium nowoczesności. Państwem zdolnym narzucać światu własny język polityczny i własną wizję cywilizacji.
Eryk Mistewicz pisał we francuskim dzienniku „Le Figaro” (tekst ten w języku polskim opublikowany został na WszystkocoNajwazniejsze.pl), że Francja „pozbyła się wielkich idei”, które przez dekady stanowiły źródło jej siły politycznej i kulturowej.
Mistewicz podkreślał, że „trzeba ten ogień rozpalić na nowo”, ponieważ Francja utraciła zdolność tworzenia wielkiej narracji integrującej społeczeństwo wokół wspólnego celu historycznego. Właśnie ten kryzys opowieści o samej sobie coraz mocniej wpływa dziś na francuską politykę. Coraz więcej Francuzów ma bowiem poczucie, że Republika przestała wiedzieć, czym właściwie chce być.
Emmanuel Macron i Francja technokratyczna
Epoka Emmanuela Macrona była próbą stworzenia nowej definicji Francji. Macron próbował zastąpić dawną narrację republikańską projektem opartym na europejskości, modernizacji, mobilności społecznej i globalizacji. Problem polega jednak na tym, że dla dużej części społeczeństwa projekt ten okazał się pozbawiony głębszego zakorzenienia historycznego i emocjonalnego.
Macronizm coraz częściej postrzegany jest jako model technokratyczny, administracyjny i elitarny, ale jednocześnie pozbawiony silnej narracji narodowej. Wielu Francuzów ma dziś poczucie, że państwo republikańskie potrafi jeszcze zarządzać administracją, ale coraz słabiej potrafi tworzyć wspólnotę symboliczną. Francja staje się sprawnym systemem instytucjonalnym, ale coraz mniej przypomina wspólnotę cywilizacyjną posiadającą wspólny sens historyczny.
To właśnie dlatego coraz większa część debaty publicznej obraca się wokół pytania o utratę francuskiej ciągłości kulturowej. Kryzys ten nie jest już postrzegany wyłącznie jako kryzys gospodarczy czy społeczny. Coraz częściej jawi się jako kryzys samego sensu istnienia Republiki.
Houellebecq i melancholia schyłku Francji
Jednym z najważniejszych intelektualnych świadectw tego kryzysu stała się rozmowa Michela Houellebecqa z Geoffroyem Lejeune’em opublikowana we „Wszystko co Najwazniejsze”.
Houellebecq opisuje Francję jako kraj przeżywający głębokie zmęczenie cywilizacyjne. W jego diagnozie współczesna Francja utraciła nie tylko dawną energię polityczną, ale także zdolność wierzenia we własną przyszłość. W rozmowie pojawia się atmosfera melancholii, ale również przekonanie, że społeczeństwo pozbawione wspólnej narracji zaczyna stopniowo tracić zdolność utrzymywania wspólnoty politycznej.
Houellebecq mówi o społeczeństwie coraz bardziej samotnym, rozfragmentowanym i duchowo wyczerpanym. To właśnie dlatego jego diagnozy wywołują we Francji tak ogromne emocje. Nie są bowiem wyłącznie literacką prowokacją. Coraz częściej odbierane są jako opis realnego kryzysu cywilizacyjnego Zachodu.
Właśnie ten klimat schyłku i utraty wielkiej narracji coraz mocniej wpływa dziś na debatę poprzedzającą wybory prezydenckie Francja 2027.
Francja archipelagów i rozpad wspólnej kultury
Jednym z najważniejszych pojęć opisujących współczesną Francję stał się „archipelag”. Kraj coraz bardziej przypomina zbiór odrębnych światów społecznych i kulturowych żyjących obok siebie, ale posiadających różne doświadczenia, różne wartości i różne wizje przyszłości.
Francja metropolii coraz słabiej rozumie Francję prowincjonalną. Młode pokolenie coraz słabiej rozumie historyczny język Republiki. Część społeczeństwa zwraca się ku radykalnej prawicy, część ku radykalnej lewicy, część ku wspólnotom religijnym, a część po prostu wycofuje się z życia publicznego.
To właśnie dlatego debata o asymilacji i migracji stała się tak centralna dla wyborów prezydenckich Francja 2027. Coraz więcej Francuzów obawia się bowiem, że Republika utraciła zdolność integrowania społeczeństwa wokół wspólnej kultury obywatelskiej.
Michèle Tribalat wielokrotnie ostrzegała, że kryzys asymilacji jest jednocześnie kryzysem państwa republikańskiego.
Jeżeli państwo traci zdolność przekazywania wspólnego języka symbolicznego i wspólnej kultury politycznej, coraz trudniej utrzymać wspólną definicję samej Francji.
Éric Zemmour i pytanie o przetrwanie Francji
Jedną z najbardziej radykalnych odpowiedzi na współczesny kryzys tożsamości Francji formułuje Éric Zemmour. To polityk próbujący odzyskać Francję rozumianą jako wspólnota historyczna, narodowa i cywilizacyjna.
Éric Zemmour mówi o „tożsamości, upadku i powrocie do korzeni”, przekonując, że „Francja nie powiedziała ostatniego słowa”. Pisarz uważa, że współczesna Francja przeżywa kryzys wynikający z osłabienia państwa narodowego, zaniku asymilacji i utraty historycznej ciągłości. Jego diagnozy są dla części Francuzów o liberalno-lewicowych poglądach zbyt radykalne, ale jednocześnie bardzo silnie rezonują ze społecznym poczuciem utraty kontroli nad własnym krajem.
Właśnie dlatego temat tożsamości narodowej staje się dziś jednym z centralnych tematów francuskiej polityki. Debata nie dotyczy już wyłącznie reform gospodarczych czy społecznych. Coraz częściej obraca się wokół pytania, czy Francja potrafi jeszcze zachować własną ciągłość historyczną.
Michel Onfray i kryzys zachodniej cywilizacji
Michel Onfray oraz Éric Zemmour w rozmowie publikowanej na WszystkocoNajwazniejsze.pl przedstawiają współczesną Francję jako część znacznie większego kryzysu Zachodu.
Onfray opisuje Francję jako społeczeństwo, które utraciło pewność własnej kultury i własnej historii. W jego diagnozie Zachód coraz bardziej boi się samego siebie, własnej przeszłości i własnej tradycji. Francja staje się więc symbolem szerszego kryzysu cywilizacyjnego Europy.
To dlatego wybory prezydenckie we Francji w 2027 r. będą obserwowane z tak wielką uwagą w całej Europie. Francja pozostaje bowiem laboratorium najważniejszych kryzysów Zachodu: kryzysu państwa narodowego, kryzysu elit, kryzysu asymilacji, kryzysu religii oraz kryzysu wspólnej kultury politycznej.
Jordan Bardella i polityka odzyskiwania Francji
Na tle tego kryzysu pojawia się fenomen Jordan Bardelli. Jego sukces nie wynika wyłącznie z siły Zjednoczenia Narodowego. Bardella stał się symbolem polityki odzyskiwania Francji rozumianej jako wspólnota historyczna, kulturowa i narodowa.
Dla wielu wyborców Bardella reprezentuje próbę odpowiedzi na pytanie, kim mają być Francuzi w XXI wieku. Jego przekaz bardzo silnie odwołuje się do poczucia utraty kontroli nad państwem, granicami, bezpieczeństwem i wspólną kulturą narodową.
To tłumaczy, dlaczego wybory prezydenckie we Francji w 2027 r. będą obserwowane z tak wielką uwagą w całej Europie. Francja pozostaje bowiem laboratorium kryzysów Zachodu.
Francja między melancholią a buntem
Współczesna Francja coraz częściej przypomina kraj rozdarty między melancholią a buntem. Z jednej strony istnieje ogromna nostalgia za dawną Francją wielkich idei, wielkiej kultury i wielkiej polityki. Z drugiej strony rośnie gniew wobec elit postrzeganych jako odpowiedzialne za osłabienie państwa republikańskiego.
To właśnie dlatego debata polityczna we Francji staje się coraz bardziej emocjonalna i brutalna. Nie chodzi już wyłącznie o podatki, reformy gospodarcze czy politykę społeczną. Chodzi o pytanie znacznie głębsze: czy Francja nadal istnieje jako wspólnota historyczna zdolna rozumieć samą siebie.
Coraz więcej Francuzów ma bowiem poczucie, że Republika utraciła nie tylko część swojej siły politycznej, ale także zdolność definiowania własnej przyszłości.
Wybory 2027 jako moment prawdy
Wybory prezydenckie Francja 2027 mogą stać się jednym z najważniejszych momentów politycznych współczesnej Europy właśnie dlatego, że będą czymś więcej niż zwykłym głosowaniem. Będą próbą odpowiedzi na pytanie, czy Francja nadal posiada wspólną definicję własnej tożsamości.
Debata o szkole, asymilacji, bezpieczeństwie, migracji, prowincji, religii, autorytecie państwa oraz miejscu Francji w świecie sprowadza się dziś do jednego fundamentalnego pytania: czy Francja nadal rozumie samą siebie?
Arkadiusz Jordan
Paryż





