Kto zapłaci rachunek za francuskie państwo? Ekonomiści przed wyborami prezydenckimi

Czy Francję stać jeszcze na utrzymanie modelu państwa budowanego przez dziesięciolecia? Przed wyborami prezydenckimi w 2027 roku ekonomiści coraz częściej ostrzegają, że rekordowy dług publiczny, wysoki deficyt oraz rosnące wydatki społeczne zmuszają przyszłego prezydenta do odpowiedzi na jedno fundamentalne pytanie: kto zapłaci rachunek za francuskie państwo?
Dlaczego budżet Francji stanie się tematem wyborów 2027
Wybory prezydenckie we Francji w 2027 roku coraz wyraźniej przestają być wyłącznie rywalizacją o styl przywództwa po Emmanuelu Macronie. Stają się także pytaniem o to, kto zapłaci rachunek za francuski model państwa, budowany przez dziesięciolecia na wysokich wydatkach publicznych, szerokich świadczeniach społecznych, rozbudowanej administracji i coraz większym zadłużeniu.
To właśnie ten problem wybrzmiewa najmocniej w rozmowie opublikowanej przez Atlantico, w której czterej ekonomiści komentują sytuację finansów publicznych Francji przed budżetem na 2027 rok. Punktem wyjścia jest alarmująca prognoza: bez działań naprawczych deficyt publiczny Francji może w 2027 roku wzrosnąć do 6,2 proc. PKB. W normalnych warunkach byłaby to informacja techniczna, interesująca głównie ekonomistów i urzędników. W realiach kampanii prezydenckiej 2027 roku staje się jednak zapowiedzią jednego z najważniejszych sporów politycznych nadchodzących miesięcy.
Francja wchodzi bowiem w kampanię wyborczą z długiem publicznym przekraczającym 3,3 biliona euro, czyli ponad 110 proc. PKB, z wydatkami publicznymi wyższymi o 8-10 punktów PKB od średniej strefy euro oraz z państwem, które mimo rekordowych nakładów coraz częściej rozczarowuje obywateli jakością usług publicznych. To nie jest już wyłącznie problem księgowy. Jak mówi Erwan Le Noan, Francja „przekształciła wyjątkowe zadłużenie w normalny sposób finansowania działania publicznego”. W tym jednym zdaniu zawiera się diagnoza znacznie szersza niż spór o jedną ustawę budżetową.
Koniec francuskiej iluzji zadłużenia
Najważniejszy wniosek z tej debaty jest prosty, ale politycznie niezwykle trudny: Francja nie ma już komfortu odkładania reform. Przez lata mogła żyć w przekonaniu, że kolejne deficyty są przejściowe, że wzrost gospodarczy kiedyś je skoryguje, że podwyżki podatków pozwolą sfinansować nowe zobowiązania, a dług pozostanie problemem odległym i abstrakcyjnym. Dziś ta konstrukcja coraz bardziej się chwieje.
Ekonomiści cytowani przez Atlantico różnią się w szczegółach, ale łączy ich jedna podstawowa teza: francuski model wydatków publicznych osiągnął granice swojej stabilności. Nie chodzi o chwilowe pogorszenie koniunktury, lecz o mechanizm, który przez lata narastał warstwa po warstwie. Państwo dokładało nowe świadczenia, nowe agencje, nowe programy, nowe ulgi i nowe zadania, ale rzadko rezygnowało z tego, co już istniało.
Erwan Le Noan mówi wprost, że problem finansów publicznych stał się „gospodarczy, społeczny i polityczny”. Obsługa długu pochłania dziesiątki miliardów euro rocznie właśnie wtedy, gdy Francja powinna inwestować w edukację, reindustrializację, obronność i energetykę. To jeden z paradoksów obecnego momentu: państwo potrzebuje pieniędzy na przyszłość, ale coraz większą część jego dochodów zjada przeszłość.
François Facchini idzie jeszcze dalej. Według niego Francja pozostaje zamknięta w logice, w której na każdy problem społeczny odpowiada się nowym wydatkiem, nowym podatkiem albo wiarą, że dzisiejszy dług przygotuje jutrzejszy wzrost. W tym sensie spór o budżet 2027 nie jest sporem o arkusz kalkulacyjny. Jest sporem o kulturę polityczną V Republiki.
Francja żyje z deficytem od niemal pół wieku
Dzisiejsza debata o finansach publicznych nie pojawiła się nagle. Francja od wielu dziesięcioleci funkcjonuje w modelu, w którym deficyt budżetowy stał się zjawiskiem niemal permanentnym. Kolejne rządy, reprezentujące zarówno prawicę, jak i lewicę, zwiększały zakres działania państwa, rozbudowując system świadczeń społecznych, administrację oraz mechanizmy wsparcia gospodarki, znacznie rzadziej decydując się na ograniczanie istniejących wydatków.
Szczególnie po światowym kryzysie finansowym z 2008 roku, następnie po pandemii COVID-19 oraz kryzysie energetycznym wywołanym wojną na Ukrainie zadłużenie państwa zaczęło rosnąć jeszcze szybciej. Jednocześnie coraz większa część francuskiej klasy politycznej przyzwyczaiła się do funkcjonowania w warunkach wysokiego długu publicznego i permanentnego deficytu, traktując go jako koszt utrzymania francuskiego modelu społecznego.
Dziś ekonomiści coraz częściej podkreślają jednak, że zmieniły się warunki finansowania państwa. Rosnące stopy procentowe oznaczają, że obsługa długu przestaje być niemal bezkosztowa. Każdy kolejny miliard przeznaczony na odsetki jest miliardem, którego nie można przeznaczyć na szkoły, szpitale, obronność czy inwestycje przemysłowe. Dlatego dyskusja o budżecie na 2027 rok jest znacznie ważniejsza niż zwykła coroczna debata parlamentarna. Dotyczy bowiem trwałości modelu państwa budowanego przez kilka pokoleń Francuzów.
Emerytury i ochrona zdrowia w centrum debaty
Najbardziej politycznie wybuchowa część diagnozy dotyczy emerytur i ochrony zdrowia. To dwa filary francuskiego państwa socjalnego, a zarazem dwa obszary, bez których żaden poważny program oszczędnościowy nie może się udać.
Jean-Pascal Beaufret przypomina, że emerytury stanowią 25 proc. wydatków publicznych, a ochrona zdrowia kolejne 18 proc. Razem daje to 43 proc. całości wydatków. W liczbach bezwzględnych oznacza to około 430 miliardów euro na emerytury i 300 miliardów euro na zdrowie. Jeżeli te dwa obszary pozostaną nietknięte, mówi Beaufret, nie da się poważnie ograniczyć wydatków publicznych. Najprostsza, choć politycznie bolesna propozycja dotyczy emerytur: ograniczenie indeksacji świadczeń. Jeśli emerytury zostaną w pełni podniesione zgodnie z inflacją, koszt dla budżetu w 2027 roku może wynieść od 10 do 15 miliardów euro. Désindexation, czyli odejście od pełnej indeksacji, staje się więc jednym z pierwszych możliwych źródeł oszczędności, ale zarazem decyzją społecznie bardzo trudną, bo uderzającą w grupę licznie reprezentowaną przy urnach.
.W ochronie zdrowia propozycja jest równie delikatna: zwiększenie udziału pacjentów w kosztach leczenia. Beaufret wskazuje, że francuscy pacjenci pokrywają bezpośrednio jedynie 7-8 proc. kosztów systemu, podczas gdy w Europie poziom ten wynosi około 15 proc. Z jego perspektywy nie da się uzdrowić finansów ubezpieczenia zdrowotnego bez ograniczenia przekonania, że usługi medyczne mogą być niemal całkowicie bezpłatne w momencie korzystania z nich.
To właśnie tutaj zaczyna się polityka. Każdy kandydat w wyborach 2027 roku będzie musiał odpowiedzieć na pytanie, czy jest gotów dotknąć emerytur i zdrowia. Jordan Bardella będzie musiał wyjaśnić, czy Rassemblement National potrafi połączyć obietnicę ochrony siły nabywczej z realnym ograniczeniem wydatków. Édouard Philippe będzie przedstawiał się jako człowiek odpowiedzialności i reform, ale będzie musiał pokazać, gdzie przebiega granica społecznej akceptacji. Gabriel Attal będzie bronił bilansu obozu macronistycznego, choć to właśnie za jego formacji problem długu stał się jednym z głównych symboli zmęczenia państwa. Bruno Retailleau będzie mógł mówić językiem dyscypliny, ale także on będzie musiał wskazać konkretne koszty. Jean-Luc Mélenchon najpewniej odpowie zupełnie inną logiką, odrzucając politykę ograniczeń i domagając się większej redystrybucji. W ten sposób budżet stanie się nie tabelą, lecz mapą ideologiczną kampanii.
Czy Francja może jeszcze podnosić podatki?
Drugim mocnym elementem rozmowy jest sprzeciw wobec kolejnych podwyżek podatków. To ważne, ponieważ Francja przez lata była państwem, które problemy finansów publicznych często próbowało rozwiązywać po stronie dochodów. Tym razem rozmówcy Atlantico mówią niemal jednym głosem: dalsze podnoszenie podatków oznaczałoby duszenie gospodarki, która i tak pozostaje słaba.
Jean-Pascal Beaufret przypomina, że Francja jest już „mistrzem” Unii Europejskiej pod względem poziomu podatków i składek społecznych. Kolejne obciążenia odebrałyby gospodarstwom domowym siłę nabywczą, a przedsiębiorstwom zdolność inwestowania. Erwan Le Noan dodaje, że Francja należy do najbardziej opodatkowanych państw świata rozwiniętego, a dalsze zwiększanie presji fiskalnej oznaczałoby pogłębianie przyczyn gospodarczego osłabienia.
To bardzo istotne przesunięcie w debacie. Jeśli Francja nie może już łatwo podnosić podatków, to rachunek musi zostać zapłacony gdzie indziej: przez ograniczenie wydatków, zmianę zasad działania państwa, późniejsze emerytury, mniejsze indeksacje, wyższy udział pacjentów w kosztach leczenia, likwidację części dotacji, uproszczenie administracji albo wzrost aktywności zawodowej.
Don Diego De La Vega proponuje jeszcze inną zasadę: budżet należy budować nie na optymistycznych prognozach wzrostu, ale na scenariuszu zerowego wzrostu gospodarczego. Jeżeli wzrost okaże się wyższy, państwo zyska margines bezpieczeństwa. Jeżeli będzie słabszy, nie zostanie zaskoczone kolejnym deficytem. To pozornie techniczna uwaga, ale w istocie dotyczy wiarygodności państwa. Francja nie może dłużej planować przyszłości, opierając się na założeniach, które dobrze wyglądają politycznie, lecz źle sprawdzają się budżetowo.
Ta sama diagnoza, pięć różnych odpowiedzi
Choć ekonomiści przedstawiają podobną diagnozę sytuacji francuskich finansów publicznych, odpowiedzi kandydatów w wyborach prezydenckich będą prawdopodobnie bardzo różne. To właśnie na tym polega polityczny wymiar debaty budżetowej.
Jordan Bardella będzie zapewne przekonywał, że znaczną część wydatków można ograniczyć poprzez zaostrzenie polityki migracyjnej, ograniczenie kosztów nielegalnej imigracji oraz odbudowę francuskiej produkcji przemysłowej. Édouard Philippe najprawdopodobniej będzie akcentował potrzebę stopniowych reform i odzyskania wiarygodności finansów publicznych bez gwałtownego podważania francuskiego modelu społecznego. Gabriel Attal stanie przed zadaniem obrony dorobku obozu Emmanuela Macrona, jednocześnie proponując korekty pozwalające zmniejszyć tempo narastania długu. Bruno Retailleau będzie zapewne łączył postulaty dyscypliny budżetowej z programem odbudowy autorytetu państwa oraz ograniczenia rozrostu administracji. Z kolei Jean-Luc Mélenchon może przedstawiać rozwiązania oparte na zwiększeniu redystrybucji i większym opodatkowaniu najzamożniejszych.
To oznacza, że w kampanii 2027 roku wyborcy będą słuchali bardzo różnych recept, lecz wszystkie będą musiały odpowiadać na to samo pytanie: w jaki sposób sfinansować państwo, którego wydatki od lat rosną szybciej niż jego możliwości finansowe.
Państwo wydaje coraz więcej, ale działa coraz słabiej
Jednym z najciekawszych wątków rozmowy w Atlantico jest diagnoza jakości usług publicznych. Francja wydaje coraz więcej, ale obywatele coraz częściej mają poczucie, że państwo działa gorzej. Dotyczy to transportu regionalnego, szpitalnych oddziałów ratunkowych, szkolnictwa, administracji i wielu codziennych usług, które dla obywatela są prawdziwą miarą skuteczności państwa.
Don Diego De La Vega mówi o braku poważnej oceny polityk publicznych. Francja regularnie przywołuje model nowozelandzki, w którym każda polityka publiczna ma odpowiedzialnego, budżet, cel i niezależną ocenę efektów, ale nigdy nie wdraża go naprawdę. Państwo wie, ile wydaje, lecz zbyt rzadko wie, co dokładnie za te pieniądze otrzymuje.
To zdanie może stać się jednym z kluczy do kampanii 2027 roku.
Francuski wyborca nie pyta wyłącznie o poziom długu, bo ten jest dla wielu abstrakcyjny. Pyta, dlaczego przy rekordowych wydatkach szkoła działa gorzej, lekarza trudniej znaleźć, transport publiczny zawodzi, administracja jest wolna, a państwo wydaje się jednocześnie wszechobecne i nieskuteczne. Le Noan wskazuje na administracyjne nakładanie kolejnych warstw. Państwo tworzyło agencje, operatorów, niezależne organy i szczeble koordynacji, ale rzadko usuwało to, co istniało wcześniej. W efekcie powstała struktura kosztowna, mało czytelna i trudna do rozliczenia. To także będzie temat kampanii, zwłaszcza dla kandydatów, którzy będą chcieli mówić o odbudowie sprawczości państwa.
120 miliardów euro oszczędności. Czy to możliwe?
Największa liczba pada w części dotyczącej wydatków społecznych. We Francji wynoszą one około 1000 miliardów euro przy PKB na poziomie około 3000 miliardów euro. Oznacza to 32 proc. PKB, czyli o pięć punktów więcej niż średnia europejska. To skala, która pokazuje, że francuski problem nie polega na kilku nadmiarowych agencjach ani na symbolicznych oszczędnościach w administracji.
Beaufret mówi wprost: potrzeba 120-150 miliardów euro oszczędności w ciągu pięciu lat, czyli 25-30 miliardów rocznie. To liczby, których nie da się osiągnąć gestami komunikacyjnymi. Nie wystarczy zamrożenie kilku programów, ograniczenie kosztów reprezentacyjnych czy likwidacja części małych struktur. Prawdziwy rachunek znajduje się tam, gdzie państwo wydaje najwięcej: w świadczeniach, ochronie zdrowia, emeryturach, pomocy społecznej i systemie dotacji.
François Facchini proponuje radykalne ujęcie: likwidację wielu subsydiów i powrót do „prawdy cen”. Według niego publiczne dopłaty zniekształcają zachowania przedsiębiorstw i gospodarstw domowych, zwiększają lobbing, utrwalają zależność od państwa i odciągają gospodarkę od realnych potrzeb konsumentów. W jego wizji państwo powinno skoncentrować się na funkcjach podstawowych: bezpieczeństwie, obronności, wymiarze sprawiedliwości, infrastrukturze i polityce zagranicznej.
Nie jest przesądzone, że którakolwiek z tych propozycji stanie się programem wyborczym. Ale ich znaczenie polega na czym innym. Pokazują one skalę napięcia między językiem francuskiej polityki a rzeczywistością finansów publicznych. Kandydaci będą obiecywali ochronę Francuzów, odbudowę usług publicznych, bezpieczeństwo, inwestycje, suwerenność przemysłową, energetyczną i militarną. Ekonomiści pytają jednak: z czego to wszystko zostanie sfinansowane?
Obrona, Ukraina, atom
W rozmowie pojawia się również temat wydatków państwa na funkcje strategiczne. To ważne, ponieważ Francja nie może po prostu ograniczać wszystkiego. W świecie wojny na Ukrainie, rywalizacji mocarstw, napięć wokół bezpieczeństwa Europy i powrotu polityki siły część wydatków będzie musiała rosnąć.
Don Diego De La Vega wskazuje, że problemem w obronności nie jest wyłącznie poziom wydatków, ale ich struktura. Francja wciąż przeznacza wielkie środki na sprzęt typowy dla wojny XX wieku, podczas gdy konflikt w Ukrainie pokazał znaczenie dronów, amunicji precyzyjnej i zdolności uderzeń na odległość. To także temat dla kampanii: nie tylko ile Francja wydaje na obronę, ale czy wydaje właściwie.
Jeszcze ciekawszy jest wątek energetyki jądrowej. De La Vega mówi, że prawdziwy program nuklearny byłby wydatkiem uzasadnionym, choć kosztownym na początku. Francja, która przez dekady budowała swoją przewagę na atomie, dziś musi zdecydować, czy naprawdę chce ją odbudować, czy jedynie o niej mówić. To łączy budżet z suwerennością energetyczną, przemysłową i strategiczną.
W ten sposób debata o finansach publicznych staje się debatą o miejscu Francji w świecie. Państwo zadłużone, przeciążone świadczeniami i niezdolne do wyboru priorytetów będzie miało coraz mniej swobody w polityce zagranicznej, obronnej i przemysłowej. Rachunek za państwo socjalne może więc okazać się również rachunkiem za francuską suwerenność.
Europejski wymiar francuskiego kryzysu
Ostatni ważny wątek dotyczy euro i Europejskiego Banku Centralnego. Don Diego De La Vega zwraca uwagę, że Francja nie prowadzi polityki pieniężnej samodzielnie. Każdy wzrost stóp procentowych zwiększa koszty obsługi długu i może osłabiać efekty konsolidacji budżetowej. Państwo może ciąć wydatki, ale jeśli jednocześnie rosną koszty długu, wysiłek obywateli zostaje częściowo pochłonięty przez warunki monetarne.
To szczególnie ważne dla zrozumienia politycznej frustracji we Francji. Obywatele mają poczucie, że kolejne reformy są wymagane, ale ich efekty pozostają niewidoczne. Państwo domaga się wyrzeczeń, a jednocześnie dług nie spada, usługi publiczne się pogarszają, a siła nabywcza pozostaje jednym z głównych źródeł niepokoju społecznego.
Ten europejski wymiar może w kampanii 2027 roku zostać wykorzystany przez różne obozy na różne sposoby. Dla jednych będzie argumentem za większą dyscypliną i wiarygodnością budżetową Francji w Europie. Dla innych stanie się dowodem, że euro ogranicza pole manewru państwa i wzmacnia poczucie utraty suwerenności. W obu przypadkach budżet przestaje być sprawą techniczną. Staje się pytaniem o miejsce Francji w europejskim systemie gospodarczym.
Jak kandydaci odpowiedzą na kryzys finansów publicznych?
Dlatego właśnie rozmowa ekonomistów Atlantico powinna być czytana jako tekst o wyborach prezydenckich, a nie tylko o budżecie. W 2027 roku kandydaci będą musieli odpowiedzieć nie tylko na pytanie, jaką Francję obiecują, ale także jak zamierzają ją sfinansować.
Jordan Bardella będzie próbował połączyć język ochrony społecznej z obietnicą odzyskania kontroli nad państwem. Édouard Philippe będzie mógł przedstawiać się jako kandydat odpowiedzialności, ale będzie musiał zmierzyć się z pamięcią reform Macrona i oporem wobec zmian emerytalnych. Gabriel Attal będzie reprezentował obóz, który rządził w czasie narastania długu, więc jego przekaz o odnowie będzie wymagał szczególnej wiarygodności. Bruno Retailleau może próbować uczynić z dyscypliny budżetowej część szerszego programu odbudowy autorytetu państwa. Jean-Luc Mélenchon będzie zapewne dowodził, że problemem nie są wydatki, lecz nierówności, podatki od majątku i podział bogactwa.
Właśnie dlatego pytanie „kto zapłaci rachunek?” jest tak mocne. Nie pozwala uciec w ogólniki. Jeśli kandydat obiecuje więcej państwa, musi powiedzieć, kto za nie zapłaci. Jeśli obiecuje niższe podatki, musi wskazać, które wydatki ograniczy. Jeśli obiecuje ochronę emerytów, musi wyjaśnić, jak sfinansuje system. Jeśli obiecuje lepszą ochronę zdrowia, musi powiedzieć, czy pacjent zapłaci więcej. Jeśli obiecuje suwerenność, musi wskazać, skąd weźmie pieniądze na armię, atom, przemysł i szkołę.
Wybory 2027 będą także głosowaniem nad modelem państwa
Francuzi wielokrotnie wybierali prezydentów pod wpływem sporów o bezpieczeństwo, imigrację, miejsce Francji w Europie czy rolę państwa w gospodarce. W kampanii 2027 roku wszystkie te tematy pozostaną obecne, ale coraz wyraźniej łączyć je będzie jedno wspólne pytanie: kto zapłaci za państwo, którego oczekiwania społeczne pozostają bardzo wysokie, podczas gdy możliwości finansowe stają się coraz bardziej ograniczone.
To właśnie dlatego dyskusja o budżecie na 2027 rok wykracza daleko poza ekonomię. Dotyczy bowiem odpowiedzi na pytanie, jaki model państwa Francuzi chcą zachować, z czego są gotowi zrezygnować i jakie reformy zaakceptują w zamian za stabilność finansów publicznych. Niezależnie od tego, czy zwycięzcą wyborów zostanie Jordan Bardella, Édouard Philippe, Gabriel Attal, Bruno Retailleau czy Jean-Luc Mélenchon, przyszły prezydent bardzo szybko stanie przed tym samym rachunkiem, o którym dziś mówią ekonomiści. Nie będzie już pytania, czy reformować francuskie finanse publiczne. Pytanie będzie brzmiało jedynie: jak i jakim kosztem politycznym to zrobić.
Arkadiusz Jordan
Paryż





