Wybory prezydenckie, w których wszyscy kandydaci odwołują się do generała de Gaulle’a

dziedzictwo Charles’a de Gaulle’a

Na pierwszy rzut oka wybory prezydenckie we Francji w 2027 roku wydają się starciem polityków reprezentujących zupełnie odmienne wizje kraju. Jordan Bardella chce przejąć Pałac Elizejski jako przedstawiciel obozu narodowego. Édouard Philippe próbuje zająć miejsce po Emmanuelu Macronie jako kandydat republikańskiego centrum. Bruno Retailleau stawia na konserwatywną prawicę. Lewica szuka własnej drogi między Jean-Lukiem Mélenchonem a Raphaëlem Glucksmannem.

.Jednak pod powierzchnią bieżących sporów kryje się zjawisko znacznie ważniejsze. Każdy z najważniejszych uczestników kampanii próbuje w taki czy inny sposób odwoływać się do dziedzictwa Charles’a de Gaulle’a.

To właśnie dlatego ponad pół wieku po śmierci generała jego postać pozostaje jednym z najważniejszych punktów odniesienia francuskiej polityki. Wbrew pozorom wybory prezydenckie 2027 roku nie są wyłącznie starciem programów i osobowości. Są także konkursem na najbardziej przekonującą interpretację gaullizmu.

Charles de Gaulle nadal organizuje francuską politykę

Niewielu przywódców w historii nowoczesnej Europy pozostawiło po sobie równie trwałe dziedzictwo. Charles de Gaulle nie stworzył jedynie instytucji V Republiki. Zbudował także sposób myślenia o państwie, który do dziś wyznacza granice francuskiej debaty publicznej.

Jak przypomina Kazimierz M. Ujazdowski w publikowanym we ‚Wszystko co Najważniejsze” tekście poświęconym narodzinom V Republiki, obecny system polityczny Francji nie jest przypadkowym kompromisem konstytucyjnym. Jest świadomą odpowiedzią na kryzys państwa i kryzys przywództwa. De Gaulle stworzył model silnej prezydentury, która miała gwarantować ciągłość państwa ponad bieżącymi sporami partyjnymi.

To właśnie dlatego francuskie wybory prezydenckie mają charakter niemal monarchiczny. Francuzi nie wybierają jedynie szefa administracji. Poszukują człowieka zdolnego ucieleśnić państwo.

Ten mechanizm działa również dzisiaj. W badaniach opinii publicznej dotyczących wyborów 2027 szczególnie wysoko oceniane są cechy związane z autorytetem, zdolnością reprezentowania kraju oraz umiejętnością wyznaczania kierunku politycznego. Są to dokładnie te cechy, które od czasów generała de Gaulle’a pozostają fundamentem francuskiego rozumienia prezydentury.

Dlaczego de Gaulle wraca przed każdymi wyborami

Nie chodzi wyłącznie o instytucje. De Gaulle jest obecny w życiu publicznym również dlatego, że stał się symbolem pewnego rodzaju Francji. Francji suwerennej, ambitnej i przekonanej o własnej historycznej misji.

Aleksander Hall na łamach „Wszystko co Najważniejsze” zwraca uwagę, że znaczenie Francji dla Europy zawsze wynikało z jej zdolności do formułowania wielkich projektów politycznych i cywilizacyjnych. Nie była ona wyłącznie jednym z wielu państw europejskich. Była źródłem idei, które wpływały na cały kontynent.

W tym sensie de Gaulle pozostaje symbolem Francji, która nie godzi się na rolę drugoplanowego uczestnika historii. Jest przywódcą utożsamianym z niezależnością strategiczną, samodzielnością polityczną oraz przekonaniem, że naród musi sam wyznaczać własny kierunek.

Nieprzypadkowo niemal wszyscy kandydaci na prezydenta próbują dziś korzystać z tego dziedzictwa. Różnią się jedynie odpowiedzią na pytanie, czym współcześnie jest gaullizm.

Jordan Bardella i narodowa interpretacja gaullizmu

Najbardziej widoczną próbę przejęcia dziedzictwa generała prowadzi dziś obóz Zjednoczenia Narodowego.

Jordan Bardella nie jest gaullistą w klasycznym sensie. Jego środowisko polityczne wywodzi się przecież z tradycji długo pozostającej poza głównym nurtem gaullistowskiej prawicy.

Jednak współczesna strategia Bardelli polega właśnie na przekonywaniu wyborców, że to jego obóz najlepiej realizuje dziś podstawowe intuicje generała dotyczące suwerenności państwa, kontroli granic, niezależności politycznej i ochrony interesu narodowego. W ten sposób część elektoratu widzi w nim nie następcę Jean-Marie Le Pena, lecz polityka próbującego na nowo zdefiniować gaullizm dla XXI wieku.

Nie oznacza to oczywiście, że taka interpretacja jest powszechnie akceptowana. Wręcz przeciwnie. Wielu historyków i polityków uważa ją za próbę politycznego zawłaszczenia dziedzictwa generała. Sam fakt istnienia takiego sporu pokazuje jednak, jak ogromne znaczenie zachowuje postać de Gaulle’a.

W polityce naprawdę martwe symbole nie są przedmiotem walki. A o de Gaulle’a walczą dziś niemal wszyscy.

Édouard Philippe i gaullizm państwa

Jeżeli Jordan Bardella próbuje przejąć gaullizm poprzez język suwerenności narodowej, to Édouard Philippe stara się odwoływać do innego wymiaru dziedzictwa generała. Nie buduje swojej pozycji na sporze o tożsamość, lecz na przekonaniu, że Francja potrzebuje stabilnego państwa, zdolnego podejmować długofalowe decyzje.

Nie jest przypadkiem, że właśnie Philippe pozostaje jedynym politykiem regularnie pojawiającym się w sondażach jako potencjalny zwycięzca drugiej tury z kandydatem Zjednoczenia Narodowego. W oczach części Francuzów reprezentuje bowiem tradycję państwową, która od czasów de Gaulle’a stanowi jeden z filarów V Republiki.

To nie jest gaullizm romantyczny ani emocjonalny. To gaullizm administracji, instytucji i odpowiedzialności za państwo. W tym sensie Philippe pozostaje bliższy wielu historycznym spadkobiercom generała niż część polityków otwarcie odwołujących się do jego nazwiska.

Nieprzypadkowo w debacie publicznej coraz częściej pojawia się pytanie, czy wybory 2027 roku nie będą starciem dwóch różnych wizji gaullizmu: narodowego, reprezentowanego przez obóz Bardelli, oraz republikańsko-państwowego, którego najbardziej rozpoznawalną twarzą jest właśnie Édouard Philippe.

Bruno Retailleau i powrót do gaullizmu konserwatywnego

Jeszcze inaczej postać generała odczytuje Bruno Retailleau. Przewodniczący Republikanów od wielu lat buduje swoją pozycję wokół pojęć autorytetu państwa, bezpieczeństwa, odpowiedzialności politycznej i ciągłości narodowej. W jego wystąpieniach często powraca przekonanie, że Francja przeżywa kryzys nie tylko gospodarczy czy społeczny, ale również kryzys cywilizacyjny.

W tym miejscu jego myślenie zbliża się do refleksji przedstawionej przez prof. Chantal Delsol. Autorka przypomina, że Charles de Gaulle był człowiekiem głęboko zakorzenionym w tradycyjnej kulturze francuskiej, której fundamentem pozostawało chrześcijaństwo, historia i poczucie ciągłości narodowej.

Jak zauważa Chantal Delsol, generał był „katolikiem starego stylu”, reprezentującym świat, który współczesna Europa w dużej mierze pozostawiła za sobą. Nie oznacza to, że współczesna francuska prawica chce odtworzyć Francję lat sześćdziesiątych. Oznacza natomiast próbę odpowiedzi na pytanie, czy możliwe jest utrzymanie narodowej wspólnoty bez wspólnej pamięci historycznej, wspólnego języka symboli i wspólnego rozumienia państwa.

Właśnie dlatego Retailleau tak często przywołuje kwestie związane z tożsamością, bezpieczeństwem i kulturą polityczną. W jego wizji generał nie jest przede wszystkim architektem instytucji. Jest obrońcą cywilizacji.

Emmanuel Macron i paradoks współczesnego gaullizmu

Szczególne miejsce zajmuje Emmanuel Macron. Nie może kandydować w wyborach 2027 roku, ale jego polityczna spuścizna będzie obecna przez całą kampanię.

Przez lata Macron próbował budować własną interpretację gaullizmu. Dotyczyło to zwłaszcza koncepcji strategicznej autonomii Europy, niezależności od Stanów Zjednoczonych oraz budowy silniejszej pozycji Francji na arenie międzynarodowej. W wielu aspektach była to próba przeniesienia myślenia generała do realiów XXI wieku.

Jednocześnie część Francuzów uważa, że prezydentowi nie udało się zachować tego, co dla de Gaulle’a było najważniejsze: trwałej więzi między elitami państwa a społeczeństwem. To właśnie dlatego wybory 2027 roku będą również oceną dziesięciu lat macronizmu.

Każdy z głównych kandydatów będzie musiał odpowiedzieć na pytanie, które elementy polityki Macrona należy zachować, a które odrzucić. I niemal każdy będzie odpowiadał na to pytanie poprzez odwołanie do postaci generała de Gaulle’a.

De Gaulle a polskie spojrzenie na Francję

Interesujące jest, że znaczenie generała dostrzegali również polscy autorzy obserwujący francuską politykę.

Ludwik Dorn zwracał uwagę, że de Gaulle należy do nielicznego grona europejskich przywódców zdolnych myśleć kategoriami strategicznymi, wykraczającymi poza bieżący interes polityczny. Jego refleksja pokazuje, że znaczenie generała nie ogranicza się do historii Francji. Stał się on symbolem państwa, które potrafi zachować własną podmiotowość nawet w okresach wielkich przemian międzynarodowych.

W podobnym kierunku prowadzą rozważania prof. Marka Kornata dotyczące Charles’a de Gaulle’a i Jarosława Kaczyńskiego. Historyk nie stawia między nimi znaku równości. Wskazuje jednak na pewne podobieństwo sposobu myślenia o polityce jako działalności podporządkowanej interesowi państwa i narodowej wspólnoty.

W obu przypadkach najważniejsze pozostaje przekonanie, że państwo nie może być wyłącznie administracją. Musi posiadać własną wolę polityczną oraz zdolność do działania w perspektywie dłuższej niż jedna kadencja.

To właśnie ten sposób myślenia sprawia, że postać de Gaulle’a pozostaje zrozumiała również poza Francją. I właśnie dlatego jego nazwisko powraca nie tylko w podręcznikach historii, ale także w debatach poprzedzających wybory prezydenckie 2027 roku.

Kto jest dziś prawdziwym spadkobiercą generała de Gaulle’a

Pytanie o prawdziwego spadkobiercę Charles’a de Gaulle’a powraca przed każdymi wyborami prezydenckimi. Powraca także dzisiaj, gdy Francja przygotowuje się do najważniejszego politycznego starcia od czasu zakończenia drugiej kadencji Emmanuela Macrona.

Paradoks polega na tym, że odpowiedź nie jest oczywista. Nie istnieje dziś we Francji partia, która mogłaby w prosty sposób ogłosić się wyłącznym dziedzicem generała. Nie istnieje również polityk zdolny odtworzyć historyczny gaullizm w jego oryginalnej postaci. Francja roku 2027 jest innym krajem niż Francja roku 1958 czy nawet 1969.

Zmieniła się gospodarka. Zmieniła się struktura społeczna. Zmieniła się Europa. Zmienił się świat. Przetrwały jednak pytania, na które de Gaulle próbował odpowiedzieć. Jak zachować suwerenność państwa w świecie wielkich potęg? Jak połączyć demokrację z efektywnością rządzenia? Jak utrzymać narodową wspólnotę w czasach głębokich podziałów? Jak sprawić, by Francja pozostała podmiotem historii, a nie jedynie przedmiotem decyzji podejmowanych gdzie indziej?

To właśnie wokół tych pytań obraca się kampania prezydencka 2027 roku.

Bardella, Philippe i Retailleau proponują trzy różne odpowiedzi

Jordan Bardella odpowiada przede wszystkim językiem narodu. Jego wizja Francji opiera się na przekonaniu, że państwo odzyska siłę dopiero wtedy, gdy odzyska kontrolę nad granicami, polityką migracyjną i najważniejszymi decyzjami dotyczącymi własnej przyszłości.

Édouard Philippe odpowiada językiem państwa. Dla niego najważniejsza pozostaje zdolność instytucji do działania, przewidywania i podejmowania decyzji w perspektywie dłuższej niż bieżący cykl wyborczy.

Bruno Retailleau odpowiada językiem cywilizacji. W centrum jego refleksji znajdują się kultura polityczna, ciągłość historyczna, autorytet państwa oraz pytanie o to, czym właściwie jest współczesna Francja.

Każdy z nich odwołuje się do innego fragmentu dziedzictwa generała. Każdy wybiera inną część jego politycznego testamentu. Żaden nie jest jednak w stanie przejąć go w całości.

Lewica również nie może uciec od de Gaulle’a

Jeszcze bardziej interesująca jest sytuacja francuskiej lewicy. Na pierwszy rzut oka Jean-Luc Mélenchon wydaje się politycznym przeciwieństwem generała. Między ich wizjami gospodarki, Europy czy organizacji życia politycznego istnieją głębokie różnice.

Jednak nawet Mélenchon przejmuje niektóre elementy gaullistowskiego sposobu myślenia. Podobnie jak de Gaulle podkreśla znaczenie niezależności Francji wobec zewnętrznych ośrodków wpływu. Podobnie jak de Gaulle nie ufa logice podporządkowania państwa interesom innych mocarstw. Podobnie jak de Gaulle stara się przedstawiać siebie jako człowieka stojącego ponad tradyjnym podziałem politycznym.

Także Raphaël Glucksmann, reprezentujący inną część francuskiej lewicy, odwołuje się do pojęć odpowiedzialności państwowej, strategicznej autonomii Europy oraz znaczenia republikańskiej wspólnoty.

To pokazuje skalę wpływu generała. Nawet politycy, którzy nie chcą być uznawani za gaullistów, często korzystają z kategorii politycznych, które pozostawił po sobie.

Kampania 2027 jest sporem o definicję Francji

Dlatego prawdziwa stawka wyborów prezydenckich 2027 roku jest większa niż wybór następcy Emmanuela Macrona. Francuzi będą bowiem odpowiadać na pytanie, czym ma być Francja w połowie XXI wieku.

Czy będzie państwem narodowym skupionym przede wszystkim na ochronie własnych interesów? Czy pozostanie republiką zarządzaną przez silne instytucje państwowe? Czy spróbuje na nowo odnaleźć swoją rolę jako mocarstwo polityczne i cywilizacyjne? Czy będzie budowała swoją przyszłość przede wszystkim poprzez Unię Europejską, czy też poprzez samodzielne działania?

Są to dokładnie te same pytania, które stawiał Charles de Gaulle. Zmieniły się okoliczności historyczne, ale natura problemu pozostała podobna.

Generał pozostaje obecny

Być może właśnie dlatego postać generała powraca dziś tak często w debacie publicznej. Nie dlatego, że Francuzi odczuwają nostalgię za przeszłością. Nie dlatego, że chcą powrotu do lat sześćdziesiątych. Lecz dlatego, że w okresach niepewności społeczeństwa szukają punktów odniesienia.

Charles de Gaulle pozostaje dla Francji jednym z najważniejszych takich punktów. Architektem V Republiki. Symbolem państwa zdolnego do działania. Uosobieniem przekonania, że polityka nie może ograniczać się do zarządzania bieżącymi kryzysami, lecz musi odpowiadać na pytanie o przyszłość narodu.

To właśnie dlatego jego nazwisko pojawia się dziś w wypowiedziach polityków reprezentujących niemal wszystkie główne nurty francuskiego życia publicznego.

I właśnie dlatego można postawić tezę, że wybory prezydenckie 2027 roku są pierwszą od wielu lat kampanią, w której niemal wszyscy najważniejsi kandydaci próbują przekonać Francuzów, że to oni najlepiej rozumieją lekcję pozostawioną przez generała de Gaulle’a.

Nie oznacza to, że Francuzi wybiorą nowego de Gaulle’a. Oznacza natomiast, że po raz kolejny będą wybierali własną odpowiedź na pytanie, czym jest Francja i jaką rolę chce odgrywać w świecie.

A jest to pytanie, którego nikt nie zadawał z większą siłą niż Charles de Gaulle.

Arkadiusz Jordan
Paryż

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 18 czerwca 2026